Dzwonek  Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Skorzystaj

Your browser version is not supported. Download the latest browers, or use other.

Zamknij

r e k l a m a

Partner portalu

„ASF nas wykończy”

23.08.2021

Drukuj

„ASF nas wykończy”

Pozostało 0% artykułu.
Więcej przeczytasz dzięki prenumeracie lub kupując dostęp.

Masz już prenumeratę lub dostęp?

Możesz już teraz kupić dostęp do wszystkich treści lub do wybranego artykułu

Kup dostęp Kup ten artykuł za 3,69 zł Kup ten artykuł za 0 złpo wyrażeniu zgód

r e k l a m a

Kiedy w listopadzie 2019 roku wirus ASF pojawił się po raz pierwszy u dzika na zachodzie Polski, niedaleko Wschowy, było jasne, że rolnicy w tej części kraju już nie mogą spać spokojnie. Niewiele pomogły szybkie akcje stawiania płotu z metalowej siatki i grodzenia wokół miejsc, gdzie znaleziono martwe dziki. Nie udało się skutecznie zamknąć pierścienia i z każdym tygodniem przypadków ASF u dzików przybywało.

Front w całej Polsce

Obecnie mapa Polski jest coraz ciemniejsza, z frontem zachodnim rozlewającym się wokół Wschowy i na zachód oraz długim frontem wschodnim, który od północy ciągnie się niemal przez cały kraj na południe, zdobywając z każdym miesiącem kolejne przyczółki. Wirus już dawno przekroczył linię Wisły i drżą nie tylko hodowcy i producenci świń na prawym brzegu naszej królowej rzek, ale też po stronie zachodniej, począwszy od okolic Lubawy, Grudziądza i Żuromina, przez okolice Piotrkowa Trybunalskiego aż po Małopolskę.

Dzieje się też na froncie zachodnim, który rozlał się już poza granicę Odry i ASF od września ub. roku panoszy się na terenie Niemiec. Samo pojawienie się ASF w Niemczech uderzyło z jeszcze większym impetem w polskich producentów i hodowców. Nasi jeszcze bardziej dostali po kieszeni. Od lat cena tuczników w Polsce jest ściśle powiązana z notowaniami na niemieckiej giełdzie. Odbiorcy niemieckiej wieprzowiny z Azji – głównie z Chin – zamknęli import i ceny zanurkowały. Nadwyżki wieprzowiny z Niemiec czy Hiszpanii rozlały się po Europie.

r e k l a m a

Czerwona strefa dołuje ceny

– To jest nie do pojęcia, że my na zachodzie kraju, prawie w Wielkopolsce, nie mamy gdzie sprzedać świń z czerwonej strefy – mówi rozgoryczony Tomasz Skupin, prezes Spółdzielni Producentów Trzody Chlewnej Góra (woj. dolnośląskie). W pięcioosobowej grupie produkują łącznie ok. 10 tys. tuczników rocznie. Są wściekli, bo w walce z ASF czują się totalnie osamotnieni. Nie ma ani zrozumienia, ani wsparcia ze strony instytucji rządowych, samorządowych, by razem chronić rodzinną produkcję świń.

– Zaczyna się od podejścia do bioasekuracji. Chcemy chronić nasze stada, ale dziś boimy się wyjechać w pole. Co z tego, że mamy bramy bioasekuracyjne, gdy można przywieźć wirusa w ziarnie czy słomie – argumentuje Tomasz Skupin, prowadzący rodzinne gospodarstwo 160 ha, utrzymujący 130 loch w cyklu zamkniętym. Również Łukasz Tekieli (136 ha i 110 loch), gdy pracuje w polu, robi wszystko, by tylko nie wysiadać z ciągnika. – W tym roku przy wylegniętych zbożach to aż strach kosić, mając świadomość, że można coś wciągnąć do kombajnu – mówi Tekieli. Kiedy wraca z pola, tego dnia do chlewni już nie wchodzi. Świnie muszą oporządzić żona i mama. Wszyscy czują się, jakby siedzieli na tykającej bombie, bo wkoło gospodarstw rozległe lasy, a dziki przez całe lato siedzą w rzepaku i kukurydzy.

– Myśliwi sami przyznają, że w rzepaku i kukurydzy dzika się nie strzeli. A po co dziki mają się wysilać z szukaniem żarcia w lesie? Wolą siedzieć w polu – mówi Tomasz Pala, utrzymujący 130 loch w gospodarstwie 190-ha.

– Mamy chronić swoje stada, robimy plan bioasekuracji. A jak składamy wniosek do Agencji na dofinansowanie, to czekamy na decyzję kilka miesięcy. Na uzupełnienia Agencja daje 14 dni, nieważne, czy to jest akurat środek żniw. Urzędnicy nie wykazują żadnej elastyczności do sytuacji w gospodarstwie – podkreśla Skupin. Sam boleśnie odczuł zmiany w projekcie bramki za 15 tys. zł, kiedy z powodu zmiany szerokości już na etapie wykonania, ostatecznie dostał tylko 1800 zł. – Bo było inaczej niż we wniosku, a musieliśmy szerokość dopasować do maszyn – wyjaśnia. Ogrodził całe siedlisko i postawił 3 bramki bioasekuracyjne, które automatycznie spryskują każdy wjeżdżający na podwórze pojazd na wszystkich trzech drogach wjazdowych.

– Mieliśmy maty, które na nic się zdały przy intensywnym ruchu. Nie dość, że nie gwarantują dobrej dezynfekcji, to po kilku przejazdach nawijały się na koła ciężarówek – wyjaśnia. Łukasz Tekieli zbudował u siebie bramkę, przez którą wracając z pola, przejeżdża kombajnem. Jest zdezynfekowany ze wszystkich stron. Zaletą bramki jest to, że zawsze stężenie płynu dezynfekcyjnego jest takie samo.

Polecany artykuł

Wsparcie na bioasekurację - wstępne podsumowanie naboru

Władze blokują inwestycje

– Ziarno i słomę musimy przechować bezpiecznie przez 3 miesiące, zanim trafią do chlewni. Ale urzędnicy nie rozumieją tego, że jest to potężne wyzwanie logistyczne i trzeba się przygotować – mówi Skupin. Zamierzał wybudować silosy paszowe jeszcze przed żniwami, by było gdzie przechować ziarno.

– Decyzję kwestionuje Agencja, mimo że silosy można postawić na zgłoszenie – rozkłada ręce. – Z prawie 100 ha zbóż jest 700 ton ziarna, jak to zagospodarować, by było oddzielone od starego?

– W zeszłym roku kupiłem ziarno po żniwach, było za co i miałem gdzie przechować – mówi Łukasz Tekieli. – Przy obecnych cenach nie ma szans zrobić zapasu, by za rok w żniwa przez 3 miesiące mieć stare zboże „na zakładkę”. Nie każdy może czekać, bo nie będzie czym karmić – podkreśla.

Podobnie jest ze słomą. – Słoma też musi leżeć przez 3 miesiące. Zdecydowałem, że zbuduję profesjonalną halę na słomę, ale nasza poniemiecka wieś dwa lata temu została objęta ochroną konserwatorską, bo tak sobie wymyślili urzędnicy. Hala musi mieć dach o nachyleniu 35 stopni i być pokryta karpiówką, to jakiś absurd, skąd na to wszystko brać? Ale nie mam wyjścia – ubolewa Tekieli. Osobiście ma już po dziurki w nosie takiego traktowania rolników, w jak by nie było typowo wiejskiej gminie. – Urzędnicy, zamiast nam pomagać w walce z ASF, to tylko mnożą problemy. Co nie ruszymy, to tylko pod górkę – podkreśla.

Czerwona strefa

Mimo planu bioasekuracji i zabezpieczeń są w czerwonej strefie, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Niektórzy są zamknięci w strefie już po raz trzeci. Łukasz Tekieli odczuwa skutki strefy od połowy lipca. – Na szczęście udało mi się sprzedać świnie tuż przed zamknięciem. Miałem zaplanowaną sprzedaż i zrobione badanie krwi. Ognisko potwierdzono w poniedziałek, gdybym pobrał krew we wtorek, miałbym wyniki w czwartek, nie byłoby szans, tak długo to trwa. Ale i tak cena spadła do 4,30 zł/kg żywca, bo świnie jechały aż pod Puławy – mówi Tekieli. Tomasz Pala od lat sprzedaje do stałego pośrednika i kiedy już była umówiona sprzedaż, rzeźnia odmówiła przyjęcia tuczników. Ostatecznie znaleźli innego odbiorcę i powiatowy zdążył zmienić zakład na decyzji, ale i tak cena poleciała do 4 zł/kg żywca.

– Mamy chlewnie w dwóch miejscach i z powodu zamknięcia zaczynamy się dusić w porodówce i na odchowalniach, bo lochy już stoją w obszarze zapowietrzonym, a tuczarnia w czerwonej strefie. Tragedia. Co robić? Chlewnie pękają w szwach i nikt nie ma na to rady – wkurza się Pala. Czekają na zniesienie czerwonej strefy i obszaru zagrożonego – ale to może nastąpić dopiero po 30 dniach od pierwszej dezynfekcji likwidowanej z powodu ogniska chlewni. O ile nic się nie wydarzy.

– Teraz tuczniki mają już grubo ponad 100 kg i 3 tygodnie do uwolnienia strefy, dostają tylko cienką paszę „fit”, by jakoś dotrwać do sprzedaży – mówi Tekieli i zżyma się, że przecież to są zdrowe świnie, tylko z powodu przepisów stygmatyzuje się ich mięso. Już wszystkie możliwe miejsca w gospodarstwie są zaadaptowane dla świń, ale nawet nie ma jak tego porządnie zrobić, bo na stal, wygrodzenia, jakiekolwiek materiały budowlane trzeba czekać, a z każdą dostawą jest tylko drożej.

W kojcach ciasno, świnie przerastają, koszty rosną, sprzedać nie ma gdzie, a jak pojawi się taka możliwość, to zakłady zbijają cenę nawet ponad 1 zł za kg. Dochodzi do tego, że w niektórych regionach nikt nie skupuje tuczników z czerwonej strefy. Zakłady tłumaczą się, że handel ich nie chce, bo na rynku jest dosyć „białych” świń z importu.

Zagrożone RHD

– Nasze świnie żywimy bez GMO i hodujemy bez antybiotyków, od lat współpracowaliśmy z mniejszym zakładem przetwórczym, który cenił jakość i smak mięsa. Płacił stabilnie, byliśmy zadowoleni. Przez czerwoną strefę straciliśmy możliwość sprzedaży, tylko dlatego, że powiatowy z regionu, gdzie jest zakład, nie wyraził zgody na przywóz naszych świń – oburza się Skupin. Boi się, że straci odbiorcę bezpowrotnie. Wie, jaka jest jakość mięsa i wyrobów, bo wraz z żoną Wiolettą od czterech lat prowadzą przetwórstwo i sprzedaż w ramach RHD. – Rozbudowaliśmy sklepik, poszerzyliśmy asortyment i teraz grozi nam utrata tego wszystkiego – obawia się Wioletta Skupin. To na jej głowie jest pilnowanie przetwórstwa i sklepu, gdzie klienci oprócz wędlin mogą jeszcze kupić pomidory prosto z ich pola, ziemniaki czy przyprawy.

– Przez lata mozolnie budowaliśmy naszą markę, klienci przyjeżdżają po wyroby kilkadziesiąt kilometrów i aż strach pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy nie mogli sprzedawać nawet poddanych obróbce termicznej wyrobów – mówi Skupin. Jego zdaniem najgorsze jest to, że nikt z urzędników odpowiedzialnych za zwalczanie ASF nie widzi tych zależności.

Ograniczyć populację dzików!

Nie byłoby presji wirusa, gdyby nie było tyle dzików. Rolnicy nie mogą zrozumieć, jak rząd może tak opieszale traktować zagrożenie ze strony dzików i tolerować ignorancję ze strony PZŁ.

– Koła łowieckie żerują na nas, a myśliwi śmieją się nam w twarz – mówią zgodnie nasi rozmówcy. Ich zdaniem wcale im nie zależy na tym, by ograniczyć presję ASF i zredukować dziki. Dopiero kiedy wirus pojawia się na terenie obwodu, zaczyna się popłoch, że nie będzie na co polować.

Od początku epidemii ASF zwalczanie dzików nie jest koordynowane ani w skali województwa, ani kraju. Odstrzały sanitarne są dzielone na koła, ale według jakiego klucza? Politycy tłumaczą, że nie mają wpływu na PZŁ. Sam premier deklarował, że walka z ASF to nasza gospodarcza racja stanu. Jeśli tak, to gdzie te nadzwyczajne działania?

Nieoficjalnie od ekspertów weterynaryjnych można usłyszeć, że inspekcja nauczyła się szybko likwidować ogniska, zamykać zakłady i pozbywać się zwierząt. Dla wielu inspektorów likwidacja stad i świń to sposób, by pozbyć się problemu. Na zawsze. Inspekcja i urzędnicy nie nauczyli się służyć społeczeństwu i wspólnie z hodowcami pracować nad rozwiązaniem problemu.

ElDorado dla zakładów

– Pilnie jest też potrzebna kampania wyjaśniająca społeczeństwu, dlaczego konieczne jest ograniczenie populacji dzików – przekonuje Tekieli. Rolnicy nie rozumieją, dlaczego stygmatyzowane jest mięso z czerwonej strefy.

– To jest tylko okazja dla zakładów, by zarobić grube pieniądze – podkreślają. Gdyby zdrowe mięso nie podlegało ograniczeniom, byłoby więcej skupujących i wyższe ceny.

– Czujemy się oszukani postępowaniem rządu, bo co innego gadają przed kamerami, a co innego dzieje się tu na dole. Oni nie rozumieją, że na wsi tracą pieniądze i poparcie – kwituje Skupin. A Łukasz Tekieli pyta retorycznie: – Gdzie jest minister rolnictwa? Jaką ma strategię w walce z ASF? Jeszcze się z nami, producentami świń w Wielkopolsce czy na Kujawach nawet nie spotkał…

Q k.bujoczek@topagrar.pl


Widziałeś już nasze video "Komisarz Wojciechowski uspokaja – Polska nie musi obawiać się redukcji w ochronie i w nawożeniu"?

Czytaj artykuły w naszej aplikacji!

Aplikacja TAP jest już dostępna

Galeria zdjęć

Tagi:

r e k l a m a

r e k l a m a

więcej artykułów z tej kategorii

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody