Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.plZaloguj
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Świnie>Aktualności branżowe>

Import świń z Holandii podwoił się – kto za tym stoi?

Obrazek

Niemieccy hodowcy świń są wściekli. Podczas gdy, sytuacja na niemieckim rynku tuczników nie jest kolorowa (z resztą nie tylko tam), bo znowu obniżono stawki za te zwierzęta, wiele świń rzeźnych jest importowanych. Kto i dlaczego kupuje?

Dominika Mulak23 maja 2022, 13:47

Od kilku tygodni krążą pogłoski, że niemieckie rzeźnie kupują więcej świń za granicą, aby wywrzeć presję na krajowy rynek. Co więcej, jest to kuszące dla ubojni, ponieważ ceny u sąsiadów są czasami znacznie niższe. Czy to prawda, że ubojnie w Niemczech kupują tuczniki za granicą? Jeśli tak, to w jakim celu skoro na krajowym rynku nie brakuje towaru?

Najwięcej świń z Holandii

Głównym dostawcą świń przeznaczonych do uboju do Niemiec jest tradycyjnie Holandia. Do tej pory w ciągu roku import z tego kraju wynosił średnio 9 tys. świń rzeźnych tygodniowo. Natomiast w 17. i 18. tygodniu kalendarzowym import znacznie wzrósł do prawie 19 000 zwierząt, a więc podwoił się.

W porównaniu z całkowitym ubojem w Niemczech, wynoszącym ostatnio około 780 000 zwierząt tygodniowo, jest to stosunkowo niewiele (około 2,5%). Niemniej jednak kilka punktów procentowych często wystarcza, aby zakłócić funkcjonowanie rynku sprzedaży.

Kto i dlaczego kupuje te zwierzęta?

Zapytana przez portal www.topagrar.com firma Vion wyjaśnia, że od dwóch lat nie importuje świń rzeźnych ze swojego kraju, aby poddać je ubojowi w niemieckich zakładach. W końcu holenderski gigant w dziedzinie uboju ma wystarczające moce produkcyjne w Holandii.

Podobna sytuacja ma miejsce w Westfleisch. Kierownik ds. zaopatrzenia Heribert Qualbrink powiedział, że od dłuższego czasu nie kupowano w Holandii zwierząt rzeźnych i nie planuje się tego robić. Wręcz przeciwnie, koncentrują się na własnych niemieckich gospodarstwach partnerskich, dzięki czemu mają obecnie więcej niż wystarczającą ilość towaru.

Tönnies kupuje, ale…

Sprawy są nieco bardziej skomplikowane w przypadku lidera, firmy Tönnies. Nie podając konkretnych liczb, rzecznik firmy Fabian Reinkemeier wyjaśnia, że Tönnies od wielu lat kupuje zwierzęta za granicą. Są to jednak zawsze świnie przeznaczone do różnych zagranicznych programów jakości i dobrostanu zwierząt, takich jak „Beter Leven”, „Tesco Welfare” czy „Marks & Spencer”, których niemieccy hodowcy nie są w stanie zapewnić.

– Produkty pochodzące od świń zarejestrowanych za granicą niemal w całości wracają do tych krajów – wyjaśnia Reinkemeier.

Potwierdza on, że w 18. tygodniu kontyngent importowy był nieznacznie wyższy niż poprzednio. Było to jednak również spowodowane ukierunkowanym popytem zagranicznych klientów na holenderską wieprzowinę. Podkreślił, że te ubite zwierzęta nie obciążają rynku niemieckiego.

– Zdecydowanie odrzucamy twierdzenie, że celowo kupujemy tanio zagraniczne świnie, aby wywrzeć presję na niemieckim rynku – podkreślił Reinkemeier.

Plotki przez żółte tablice rejestracyjne?

Rzecznik firmy Tönnies powiedział, że irytuje go fakt, iż sporadycznie zauważone ciężarówki z żółtymi tablicami rejestracyjnymi przy ubojniach prowadzą do dyskusji nt. rzekomego importu świń z sąsiednich krajów. Rzeźnia Westfleisch również czasami staje się z tego powodu "podejrzana". Przedstawiciele firmy twierdzą jednak, że niesłusznie, ponieważ w strefie przygranicznej współpracują również z holenderskimi firmami przewozowymi. Te z kolei transportują im tuczniki z niemieckich gospodarstw.

Wygląda na to, że to tylko plotka?

Dalsze poszukiwania nabywcy na dodatkowe holenderskie tuczniki również nie przynoszą rezultatów. Rzeźnia Manten w Geldern (Nadrenia) jest zaskoczona plotkami.

– Od dłuższego czasu nie ubijamy świń z zagranicy – relacjonuje jeden z kierowników. Jak podaje, kupili tylko kilka pociągów w Belgii, gdy producenci tuczników w Niemczech nie chcieli sprzedać swoich zwierząt w marcu, kiedy na rynku był silny popyt.

– Przy nadwyżkach towaru import nie ma żadnego sensu – wyjaśnia Sebastian Manten.

Podobnie wygląda sytuacja w zakładzie Simona Fleischa w Wittlich, w Nadrenii-Palatynacie.

– Średnio co dwa tygodnie dokonujemy uboju i rozbioru holenderskich tuczników – wyjaśnia John R. Krupp, odpowiedzialny w firmie Simon za handel międzynarodowy. Również w 17. i 18. tygodniu kalendarzowym otrzymali tylko jeden pociąg świń z tego kraju.

Oprac. Na podstawie www.topagrar.com

Fot. Envanto Elements


Picture of the author
Autor Artykułu:Dominika Mulak
Pozostałe artykuły tego autora

Masz pytanie lub temat?Napisz do autora

Ważne Tematy