Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Prawo>Aktualności>

"Piątka dla zwierząt" w Senacie. Ostateczne decyzje za dwa tygodnie

W Senacie od południa trwa wysłuchanie publiczne w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Swoje racje miały okazję przedstawić wszystkie zainteresowane strony. Ostateczną decyzję Senat podejmie dopiero 9 października.

wk23 września 2020, 16:12
- Dzisiejszy dzień jest dniem Państwa. Na sali w Senacie są przedstawiciele organizacji pro-zwierzęcych oraz organizacji rolniczych. Szanujemy Państwa opinię i każdy będzie mógł zabrać głos  - zwrócił się do uczestników wysłuchania publicznego Krzysztof Kwiatkowski, przewodniczący senackiej komisji ustawodawczej. 

Pod nieobecność przedstawicieli z ministerstwa rolnictwa stanowisko rządu przedstawił minister w KPRM. - Rząd popiera ustawę w formie, w jakiej wyszła z Sejmu – powiedział Paweł Szrot z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.  

Za odrzuceniem projektu zdecydowanie opowiedzieli się licznie zgromadzeni przedstawiciele środowisk rolniczych. Największe kontrowersje wzbudziła sprawa uboju rytualnego, zakazu hodowli zwierząt futerkowych oraz prawa wchodzenia przedstawicieli organizacji pro-zwierzęcych na teren gospodarstw rolnych. 

- W przypadku zakazu uboju rytualnego przypominam, że jest to niezgodne z prawem polskim i unijnymi. Naszym zdaniem przyniesie to wymierne straty dla polskiej gospodarki. Ubój taki jest istotnym czynnikiem, który napędza branżę drobiarską oraz wołową i przyczynia się znacznie do poprawy naszej konkurencyjności na rynkach światowych - powiedział Witold Choiński z „Polskiego Mięsa”. 

Jego zdaniem skutkiem ekonomicznym wprowadzenia zakazu będą spadki cen skupu rzędu cen to 2-3 zł za kilogram żywca. Dla przeciętnego gospodarstwa rolnego to strata rzędu 10-15 tys. zł rocznie. Podkreślił, że rynek halal jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynków na świecie.

Reasumując szef „Polskiego Mięsa” powiedział, że wprowadzenia zakazu uboju rytualnego doprowadzi do likwidacji kilkunastu tysięcy miejsc pracy, utratę rynków eksportowych, spadek dochodów dla budżetu oraz wzrost kosztów produkcji końcowych na półkach sklepowych. 




- Wygląda na to, że jesteśmy ludźmi bez serca, znęcamy się nad zwierzętami z premedytacją. Owszem zdarzają się przypadki, że coś jest nie tak, ale zdecydowana większość rolników prowadzi hodowle zwierząt bez zarzutów. Przeżywa nagonkę za to, że produkujemy żywność. Produkujemy, to co chce jeść konsument, a konsument chce jeść mięso. A od kontroli są służby – mówił Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, którego zdaniem nagonka na rolników powoduje, że młodzi nie chcą przejmować gospodarstw swoich ojców. Skrytykował szybki sposób zamykania całych branż rolnych bez odpowiednich okresów przejściowych. 

- Niedopuszczalne jest, żeby społeczni inspektorzy mieli prawo wejść na teren fermy, gdzie wartość produkcji to miliony złotych i oni będą oceniali, czy drób jest poprawnie prowadzony. Takie wejście powoduje zagrożenie dla drobiu, bo samozwańczy inspektor może wnieść do ferm choroby – tłumaczył Andrzej Danielak z Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu. 

Sprawa wejścia w życie hodowli zwierząt futerkowych wydaje się być przesądzona. Walka hodowców idzie teraz o odszkodowania, dzięki którym będą mogli spłacić kredyty zaciągnięte pod rozwój produkcji. - Dla nas to jest ostatnia szansa, aby zaapelować o zdrowy rozsądek, gdyż mocą decyzji politycznej kończymy stuletnią tradycję hodowli zwierząt futerkowych – powiedział Szczepan Wójcik z Polskiego Przemysłu Futrzarskiego, który zwrócił uwagę, że setki gospodarstw w zaledwie 12 miesięcy muszą zakończyć swoją działalność i zażądał odszkodowania z tego tytułu, tak jak to miało miejsce w krajach Europy Zachodniej. 
Przedstawiciele branży drobiarskiej zwracali uwagę, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych oznacza dla nich konieczność odpłatnego utylizowania odpadków produkcyjnych. Nałożyć się na to może zakaz stosowania pasz GMO, który wchodzi w życie już 1 stycznia. 

– To może zadusić polską branżę drobiarską i podzielimy los krajów, które z dużych eksporterów stały się importerami – mówił Piotr Kulikowski z Indykpolu oraz prezes Krajowej Rady Drobiarstwa. 

Już jutro sprawą nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zajmie się senacka komisja rolnictwa. Potem ponownie pochyli się nad nią komisja ustawodawcza Senatu. Wszystkie zgłoszone poprawki zostaną przegłosowane 9 października podczas specjalnie zwołanego posiedzenia Senatu. Dopiero wtedy ustawa ponownie trafi do Sejmu, który zdecyduje o jej ostatecznym kształcie. 

wk, fot. Sejm RP

Ważne Tematy

Ważne Tematy

Ważne Tematy