Ta strona używa cookie w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki.

Zgadzam się

Your browser version is not supported. Download the latest browers, or use other.

Zamknij

r e k l a m a

Portal partner

Razem na ojcowiźnie

25.08.2018

Drukuj

Razem na ojcowiźnie

Artykuł dostępny

Julia i Paweł Wójcikowie znali się z widzenia, oboje pochodzą z Dąbrówki Wielkiej, która jest dzielnicą Piekar. Iskierka szczególnego porozumienia rozpaliła się w nich po przypadkowym spotkaniu na dożynkach pięć lat temu. To dało początek ich miłości.

r e k l a m a



Julia
Paweł oświadczył się Julii po dwóch latach znajomości. Po kolejnych dwóch odbył się, we wrześniu 2017 r., ślub z prawdziwym, śląskim weselem. Na  tłuczenie szkła przed domem panny młodej tzw. purtelam, przyszło 100 osób, a tradycyjny, pieczony przez Julię i panie z rodziny, placek kołoc młodzi rozwozili wśród bliskich i przyjaciół przez dwa dni.

– Szybko nauczyłam się piec i gotować. Moi rodzice wyjechali na stałe do pracy do Niemiec, to pomogło mi się usamodzielnić. Prowadziłam gospodarstwo domowe z bratem. Kiedy związek z Pawłem się rozwinął, wiedziałam, że przeprowadzę się do niego. Jego rodzice mnie polubili. Jeszcze przed ślubem często bywałam u nich, nawet gdy Pawła nie było w domu. Stosunki z przyszłymi teściami dobrze się układały, dlatego przeprowadzka nie była dla mnie problemem – przyznaje Julia.

Zanim Julia zaszła w ciążę, pracowała jako pracownik fizyczny w zakładzie produkcyjnym w Chorzowie na trzy zmiany. W wolnych chwilach pomagała przyszłemu mężowi przy warzywach.
Paweł
W domu rodzinnym Pawła na parterze mieszkają rodzice, na pierwszym piętrze siostra z rodziną, a małżonkowie jeszcze przed ślubem wyremontowali sobie drugie piętro. Podniesienie dachu było sporym obciążeniem finansowym, dlatego młodzi mieszkanie wykończyli wspólnie już po ślubie.

Małżonkowie jednogłośnie stwierdzają, że wspólne zamieszkanie nie przysporzyło im ani stresu, ani nieporozumień. Jedynie burza hormonów spowodowała, że zdarzały się drobne nieporozumienia.
– Wiem, że czasami muszę ugryźć się w język, żeby nie wyprowadzać z równowagi żony, która boryka się z naturalnymi w jej stanie huśtawkami nastroju – stwierdza z wyrozumiałością mąż. – Muszę też zabezpieczyć rodzinę finansowo, dlatego oprócz prowadzenia własnego gospodarstwa zarobkowo pracuję w 500-hektarowym gospodarstwie w całości obsadzonym warzywami. Z wykształcenia i z praktyki jestem ogrodnikiem, mam do tego smykałkę i lubię to robić, a dodatkowe pieniądze się przydają – przyznaje gospodarz.


Już nie warzywa
Paweł otrzymał gospodarstwo od rodziców, gdy miał 23 lata.
Rodzice przekazali mi 6 ha ziemi, które od dawna były obsadzane warzywami. Teraz marchew musi mieć kształt i długość pod linijkę, a na naszej ziemi już nie dawało się osiągnąć wystarczająco dobrych efektów. Środki są drogie, przy warzywach jest dużo pracy, a czasami było trudno je sprzedać. Nieraz musieliśmy zaorać pole, nawet nie zbierając plonów – wspomina. – Myślałem, żeby wszystko rzucić, iść do pracy i niczym się nie przejmować. Nie mogłem sobie jednak wyobrazić, że sprzedam naszą ziemię – przyznaje Paweł.

Rodzice nie namawiali syna, żeby został gospodarzem, sami wiedzieli, jak jest ciężko. To była jego decyzja.
– Jeśli miałem nadal prowadzić gospodarstwo, wiedziałem, że muszę pozyskać większy areał. Zacząłem dzierżawić ziemię i obsiewać ją zbożem. W ciągu 4 lat, odkąd przejąłem gospodarstwo doszły 24 ha. Na początku nie mieliśmy kombajnu zbożowego, a sprzętu użyczał nam mój kuzyn. Widząc dobre efekty zmian, zdecydowałem się na zakup używanego kombajnu z własnych środków. Już nie myślę o porzuceniu ojcowizny – z dumą przyznaje młody gospodarz. – Złożyłem wniosek o dofinansowanie w ramach programu „Młody rolnik”. Teraz czekamy na rozstrzygnięcie – stwierdza Paweł.

W gospodarstwie rolnikowi pomaga tata. Warzywami obsadzony jest tylko hektar. Rosną ziemniaki, marchew, pietruszka i kapusta. 20 ha gospodarz obsiał pszenicą, 6 ha rzepakiem, a pozostałe 3 ha kukurydzą.

– Przy zbożach jest mniej pracy i żona nie musi wychodzić już w pole – przyznaje rolnik. – Z powodu suszy kapusta prawie nie rośnie, podobnie jak inne warzywa i wszyscy wokół na to narzekają. Ja jestem zadowolony ze zmiany, choć już wiem, że plon ze zbóż będzie mniejszy, niż się spodziewałem. Pszenica ozima wygląda dobrze, ale kukurydza z uwagi na deficyt wody gorzej – stwierdza rolnik.
Do wymarzonego życia
Na pytanie o to, co im jest jeszcze potrzebne do szczęścia, małżonkowie jednocześnie odpowiadają, że Karolek. Pani Julia na początku lipca  wydała na świat pierworodnego. Maluszek urodził się zdrowy. Tak on, jak i mama czują się dobrze. Więcej przeczytasz w sierpniowym numerze top agrar Polska. ad


Polecane dla Ciebie:

article icon

Miejscowym planem w odór od świń

Czytaj

r e k l a m a

Komentarze (?)

r e k l a m a

więcej artykułów z tej kategorii