Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.plZaloguj
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Świnie>Organizacja produkcji świń>

Świnie, Cztery Mile Lasu i rock'n'roll. Ci rolnicy produkują tuczniki i grają świetną muzykę!

Obrazek

Nie samą świnią człowiek żyje, można by sparafrazować powiedzenie, zaglądając w okolice wielkopolskiej Krobi, gdzie rolnicy produkujący trzodę utworzyli zespół muzyczny, grają i koncertują. Odwiedzamy ich gospodarstwa i rozmawiamy o aktualnej sytuacji w branży.

Anna Kurek4 czerwca 2022, 04:00

Wieś śpiewa, tańczy i gra, i to dosłownie. A jest to granie o rockowym brzmieniu i folkowym zabarwieniu. Taki sposób na spędzanie wolnego czasu oraz realizację swoich pasji mają producenci świń z okolic Krobi w Wielkopolsce, choć jeden z członków zespołu ma produkcję w Margońskiej Wsi, a pochodzi z Opolszczyzny. Ale od początku...

Na biskupińskiej ziemi

Biskupizna to mikroregion folklorystyczny, obejmujący trzynaście miejscowości powiatu gostyńskiego, ze stolicą w Krobi. Tereny te należały dawniej do biskupów poznańskich, temu też region zawdzięcza swą nazwę. Mieszkańcy regionu nazywani Biskupiankami i Biskupianami, mają własne obrzędy, stroje, taniec i oczywiście muzykę.

– Jestem związany z tą muzyką od kilkunastu lat. Od 2008 r. jestem prezesem Biskupiańskiego Zespołu Folklorystycznego z Domachowa, który liczy w sumie 30 osób. Gram na skrzypcach, dudach i gitarze elektrycznej, ale w duszy gra mi rock – mówi Krzysztof Polowczyk z Domachowa, rolnik, muzyk i kulturoznawca w jednej osobie, utrzymujący obecnie 2 tys. tuczników w cyklu otwartym. Jest dwuzawodowcem, poza gospodarstwem pracuje w Gminnym Centrum Kultury w Krobi, gdzie piastuje stanowisko instruktora ds. folkloru i organizacji imprez. Aby ocalić od zapomnienia folklor, a zarazem na nowo przedstawiać go szerszemu gronu odbiorców, w 2013 r. powstała formacja „Cztery Mile Lasu”. Tworzyli ją poza Krzysztofem muzycy, nagrywający na dyktafony i spisujący na nuty regionalne utwory.

– Trzeba coś robić, aby zachować te melodie, przed nami nikt ich nie rejestrował. Wraz z odchodzącymi pokoleniami odeszłyby i one – mówi Krzysztof i dodaje, że skład zespołu przez lata się zmieniał, ale teraz wydaje się stabilny. „Cztery Mile Lasu” to dziś ludzie o podobnych zainteresowaniach muzycznych i zawodowych. Zespół tworzy 7 osób, z czego 4 zajmujące się na co dzień produkcją świń.

Na kontrakcie

Rodzina Polowczyków od kilkunastu lat produkuje tuczniki na kontrakcie w Agri Plus. Krzysztof przejął 10 lat temu gospodarstwo po rodzicach i utrzymał ten model produkcji.

– Zrezygnowaliśmy z uprawy roli i sprzedaliśmy ziemię. Mieliśmy ok. 10 ha, to za mało na jakąkolwiek sensowną produkcję, nie wyżywilibyśmy nawet jednego wstawienia tuczników. Ze względu na głód ziemi byliśmy też bez szans na powiększenie areału – wyjaśnia rolnik.

Z żoną Marią, która jest wokalistką w „Czterech Milach Lasu”, a w gospodarstwie zajmuje się dokumentacją i księgowością, mają w sumie 2,5 tys. miejsc tuczowych. Nie mogą zdradzić szczegółów finansowych zawartego z firmą kontraktu, ale zapewniają, że co miesiąc dostają godziwe wynagrodzenie, pozwalające utrzymać rodzinę.

– Jedna z naszych chlewni, mieszcząca 500 świń, znalazła się w czerwonej strefie ze względu na pojawienie się ASF w okolicy. Agri Plus zdecydował, że nie wstawi nam do niej warchlaków. Nie zostaliśmy jednak bez zapłaty. Dostajemy tzw. postojowe – opisuje sytuację Polowczyk. Wychowany w gospodarstwie, w którym od zawsze były świnie, całe życie słyszał o dołkach i górkach. Obserwował niestabilny rynek, który nie oszczędza producentów żywca. Jego zdaniem, szczególnie dziś, kiedy ceny świń są nieprzewidywalne, tucz kontraktowy daje poczucie bezpieczeństwa.

– Warchlaki przyjeżdżają do nas w umówionym terminie, dostajemy paszę, opiekę weterynaryjną i co miesiąc wypłatę. Nie są to kokosy, ale uczciwa zapłata za naszą pracę i wykorzystanie budynków – uważa Krzysztof. – Nie obchodzi mnie, czy świnie są po 10, czy po 2 zł/kg, i tak otrzymamy umówioną i zapisaną w kontrakcie stawkę.

Małżeństwu udało się rok temu zmodernizować nieco budynki, założyć paszociągi, więc teraz pozostaje jedynie doglądanie inwentarza. Gnojowicę od Polowczyków odbierają okoliczni rolnicy.

Folklor w duszy gra

W muzykę biskupiańską wpisane są dudy. W „Czterech Milach Lasu” na tym instrumencie gra Adrian Maćkowiak z Bukownicy (gmina Krobia). Rolnik z pasją do muzyki utrzymuje obecnie około 200 tuczników w cyklu otwartym. Wraz z rodzicami uprawia około 50 ha, z czego połowę stanowią dzierżawy. Uprawiają zboża, kukurydzę na ziarno i kiszonkę, buraki, lucernę i wysokobiałkowe trawy, ponieważ w gospodarstwie jest też 27 krów dojnych oraz 10 opasów.

– Rocznie jestem w stanie wyprodukować do 800 tuczników, jednak przy obecnym wsadzie finansowym w tuczniki, ta gałąź naszej działalności stoi pod dużym znakiem zapytania – przyznaje młody rolnik, którego gospodarstwo we wrześniu 2021 r. znalazło się w czerwonej strefie ASF.

Duńskie 34-kg warchlaki wstawił 8 marca, zapłacił za nie 315 zł/brutto. Chciał kupić polskie, ale nie było dostępnych. Przy założeniu, że urosną w 90 dni i zjedzą średnio 2,8 kg paszy/kg przyrostu m.c., za którą trzeba liczyć obecnie nie mniej niż 1700 zł/t, sama pasza wyniesie Maćkowiaka 425 zł do tucznika.

– Jak dodamy do tego 315 zł za warchlaka, uzyskamy 740 zł/szt. kosztów bez amortyzacji budynków, wody, prądu i mojej pracy. W połowie maja po obniżce cen żywca w czerwonej strefie mamy 7,70 zł/kg wbc. Więc co nam zostaje z produkcji świń? Gnojowica w kanale, ale nie po to je chowamy, żeby nic z tego nie mieć – przyznaje rolnik.

lochy do lamusa

Maćkowiak przyznaje, że jeszcze ponad rok temu w gospodarstwie stało 40 loch. Budynki trzeba było zmodernizować ze ściółki na ruszty. Zlikwidowali stado do zera, a w okolicy pojawił się ASF. Na próbę wstawili tylko warchlaki i tak na razie zostało. Nie zanosi się, aby zasiedlili chlewnię maciorami. Na razie stoi pusta.

– Mam większe zamiłowanie do bydła i temu poświęcam dużo czasu. Brakuje rąk do pracy w naszym gospodarstwie, żeby o wszystko dobrze zadbać. Pracujemy z rodzicami we czwórkę. A tuczniki nie wymagają tyle zaangażowania co lochy i produkcja prosiąt. Mamy paszociągi i automatyczną wentylację – uważa młody rolnik i przyznaje, że z jego perspektywy łatwiej jest odchować jednego cielaka niż kilkanaście prosiąt.

Ostatnio wstawione świnie całkiem dobrze rosną. Maćkowiak zważył je kontrolnie 28 kwietnia, czyli 52 dni od wstawienia. Ważyły wtedy średnio 85 kg. Liczył więc, że do końca maja uda mu się je sprzedać. Rolnik twierdzi, że pomimo wystąpienia ASF w okolicy nie miał większych problemów ze sprzedażą świń.

– Zbyt na tuczniki jest. Skupujące od nas zakłady biją świnie ze strefy czerwonej w czwartki i piątki, więc tak też ustalamy odstawy. Problem w tym, że w stosunku do ceny rynkowej nasze wynagrodzenie jest od 1 zł do nawet 1,5 zł niższe – zauważa Maćkowiak, dodając, że w trudnym okresie dobrze jest móc czymś innym zająć głowę. Wraz z narzeczoną Gabrielą, która w ich zespole gra na klawiszach i również pochodzi z gospodarstwa rolnego, mają wspólną pasję – muzykę.

rolnicy-muzycy

Dudy, na których gra Adrian, mają ponad 100 lat. Kupił je w 2013 r. od muzyka, który miał ponad 90 lat, a i on nie był ich pierwszym właścicielem.

– Dla instrumentu lepiej, kiedy jest często używany i przewietrzany. Mniej się wtedy psuje. Dudy mają dużo drewnianych elementów i naciągają szybko wilgocią, muszą oddychać – wyjaśnia muzyk, ciesząc się, że sytuacja epidemiologiczna wraca do normy i zespół będzie mógł więcej koncertować. Podczas pandemii nie było koncertów, za to w tym roku zespół poza indywidualnymi koncertami m.in. w Krobi planuje udział w kilku festiwalach, w tym w Jarocinie, w konkursie młodych talentów.

– Nie każdy lubi folklor, nasza propozycja jest dla tych, którzy nie odnajdują się w muzyce ludowej. Gramy rockowo z elementami folk i jesteśmy już rozpoznawani w regionie. Wydaliśmy dwie płyty. Jesteśmy dobrze odbierani i to nas bardzo cieszy – mówi Maćkowiak.

Zespół spotyka się raz w tygodniu na próbach. Te odbywają się w Gminnym Centrum Kultury w Krobi po godzinie 20, kiedy wszystkie obowiązki związane z produkcją są już za nimi.

Najdalej, bo aż 200 km, ma pochodzący z Opola basista Tomasz Kruppa – producent prosiąt, lekarz weterynarii i od 2014 r. specjalista chorób świń. Prowadzi praktykę weterynaryjną w woj. opolskim, śląskim i wielkopolskim. Muzyka towarzyszy mu od dziecka. – Moja mama śpiewała w chórze, ja zresztą później również. W liceum i na studiach grałem epizodycznie w zespołach rockowych. W sierpniu 2021 r. poznałem przypadkowo perkusistę z „Czterech Mil Lasu”.

Okazało się, że szukają basisty, a że nawet kilka razy w tygodniu jestem w Wielkopolsce, zaczęliśmy grać, koncertować i nagrywać – opisuje muzyk. – To świetna odskocznia od codziennych trudów.

Instytut Zdrowia

– Razem z przyjacielem miałem takie marzenie, aby produkować świnie. Nadarzyła się okazja, by kupić fermę 360 km od naszego domu. Skrzyknęliśmy kilku kolegów, którzy chcieli zainwestować środki i kupiliśmy ten obiekt. Wymyśliłem biznesplan i ruszyliśmy. Założyliśmy spółkę, składającą się z ośmiu lekarzy weterynarii i doradcy żywieniowego – opisuje powstanie Instytutu Zdrowia i Hodowli Świń Tomasz Kruppa. Jest on mózgiem i pomysłodawcą przedsięwzięcia. Reszta inwestorów zajmuje się zawodowo bydłem. Oprócz tego, że produkują warchlaki i tuczniki, chcą nieść kaganek oświaty w rolnictwie, dlatego postanowili, że będą na fermie wykonywać testy i badania dotyczące zdrowia i produkcji świń. Ze względu na kryzys w branży, epidemię COVID-19, plany nie do końca udało się zrealizować, jednak działalność doświadczalna fermy powoli się rozkręca.

– Takiej jednostki doświadczalnej i edukacyjnej nam w Polsce brakuje. Przeprowadzaliśmy wraz z firmami farmaceutycznymi porównania szczepionek, testowaliśmy produkty do suchej dezynfekcji – opisuje działalność badawczą Instytutu lekarz.

produkcja w kryzysie

Pracującą w rytmie 3-tygodniowym chlewnię zasiedlili we wrześniu 2020 r. 420 lochami Choice Genetics. Roczna produkcja wynosi ok. 12 tys., z czego 2/3 to 30-kg warchlaki na sprzedaż, a pozostała 1/3 zostaje do tuczu. Niestety, mieli pecha. Sprzedaż warchlaków rozpoczęli w czerwcu 2021 r. i od razu wpadli w dołek.

– Pierwszą partię 30-kg świń sprzedaliśmy za 290 zł/szt., a potem ceny poleciały drastycznie w dół. Przez 10 miesięcy dokładaliśmy. Jesienią zeszłego roku koszty produkcji wyliczyliśmy na 240–250 zł/szt., a najtańsze warchlaki sprzedaliśmy po 100 zł/szt. dokładając do każdego po 150 zł – wylicza Kruppa. Komentuje żartobliwie, że wszystkie słoiki spod jabłonek zostały wykopane i już nie ma z czego dokładać. Mają stałych odbiorców warchlaków na wolnym rynku.

Kryzys wstrzymał inwestycje i dalszy rozwój fermy. Dopiero teraz powoli wychodzą na prostą. Trudno mówić o sensownym odrabianiu strat, bo za ceną świń poszybowały koszty paszy. Nie mają ziemi i wszystkie mieszanki kupują pełnoporcjowe. Obecnie koszty produkcji Tomasz kalkuluje na 290–310 zł/prosię.

– Poprzednią grupę sprzedałem za 310 zł/szt., więc wyszliśmy na zero, ale teraz warchlaki znów są tańsze, dlatego zostawiamy je na tucz u siebie. Jeżeli to tylko możliwe, nie sprzedajemy poniżej kosztów. Historia pokazuje, że do wszystkich tuczników, które utuczyliśmy ani razu nie dołożyliśmy – przyznaje lekarz. Obecnie myślą o dalszym rozwoju. Chcą zwiększać stado podstawowe do 750 loch, bo, jak twierdzi, w przeciwnym razie będą za mali na potrzeby rynku. Poważnym hamulcem jest brak ziemi, ale jak natrafi się okazja, nie wyklucza, że coś kupią.

– Do tej pory oddawaliśmy gnojowicę bezpłatnie okolicznym rolnikom, w zamian za drobne usługi. Od wiosny tego roku pobieramy opłatę 15 zł/m3 z transportem we własnym zakresie – mówi Kruppa.


Picture of the author
Autor Artykułu:Anna Kurek
Pozostałe artykuły tego autora

Masz pytanie lub temat?Napisz do autora

Ważne Tematy