Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.plZaloguj

Obora jak lekarstwo

Zamiast modernizacji starej obory postawili na zupełnie nowy obiekt z robotem udojowym. Jak na tym wyszli? – czytaj w sierpniowym wydaniu dodatku specjalnego „top bydło”.

Marcin Jajor12 sierpnia 2020, 13:02
Historia produkcji mleka w gospodarstwie Behrendtów zaczyna się od obory na 37 krów z 1977 roku. Choć na ówczesne czasy była bardzo nowatorska, po latach okazało się, że nie zapewnia optymalnych warunków środowiskowych dla zwierząt. Krowy stały tu na stanowiskach uwięziowych ze ściółką. Zwrócone do siebie głowami zwierzęta oddzielał niewielki stół paszowy, o szerokości zaledwie ok. 1 m. Całość uzupełniał niski strop (2,5 m), niewielkie okna (w większości nieuchylne) i wywietrzniki. W obiekcie panowała wilgoć i półmrok, co nie sprzyjało wykorzystaniu potencjału produkcyjnego krów w pełnym zakresie.

Zwierzęta dawały przeciętnie 6–6,5 tys. l mleka/szt./rok i to pomimo ogromnego nakładu pracy. Dój, dościelanie legowisk, ręczne zadawanie paszy z taczki czy wygarnianie nieczystości do kanału gnojowego zajmowało w ciągu dnia 1–2 osobom ok. 8–10 godzin.

– Tak było, bo takie mieliśmy wyobrażenie o produkcji mleka w tamtych czasach. Niestety, praktycznie nie było tygodnia, żeby jakaś krowa nie miała większego, lub mniejszego problemu z wymieniem – wspomina Edyta Behrendt, która na co dzień pracuje w gospodarstwie wraz ze swoją mamą Brygidą, bratem Markiem i synem Dawidem.
 
Co zmieniło się po przeprowadzeniu stada krów mlecznych ze starej obory uwięziowej do nowego obiektu z robotem udojowym? Chcesz budować nowy obiekt lub/i zainwestować w automatyczny dój  – zamów prenumeratę i przeczytaj o doświadczeniach hodowców w woj. kujawsko-pomorskiego po ok. 1,5 roku użytkowania obory.

mj
Fot. Jajor


Picture of the author
Autor Artykułu:Marcin Jajor
Pozostałe artykuły tego autora

Ważne Tematy