Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Strona główna>Artykuły>Prawo>Wojna Rosja - Ukraina a rolnictwo>

Dój jest niemożliwy, a pola są zaminowane – jak sobie radzą rolnicy?

Obrazek

Codziennie widzimy tysiące uchodźców przekraczających granice Polski, pełne dworce i zatłoczone przejścia graniczne. Jednak większość rolników została na miejscu – nie mogli przecież zostawić swoich gospodarstw i zwierząt. Jak sobie radzą?

Dorota Kolasińska18 marca 2022, 09:07

W wielu regionach Ukrainy nie ma prądu, wody, drogi są zamknięte, a wszelkie dostawy wstrzymano. Sytuacja jest napięta i niebezpieczna. Zaczyna brakować paszy dla drobiu, w oborach nie ma jak doić krów przez brak prądu. To już nie są gospodarstwa gdzie możliwy jest dój ręczny, przy 300 czy 500 sztukach zajmuje to wieczność, a pracowników brakuje.

Największy producent jaj na Ukrainie powiedział Bloomberg News, że 3 miliony kurczaków mogą paść z głodu, bo ostrzał rosyjskiego wojska powstrzymał dostawy potrzebnej paszy. Z kolei Roman Slaston, dyrektor generalny Ukraińskiego Klubu Agrobiznesu powiedział, że w regionie Chersonia duża komercyjna ferma drobiu musiała wyeliminować całe stado brojlerów, ponieważ zabrakło paszy. Jednak rolnicy oceniają, że najpoważniejsza sytuacja dotyczy krów mlecznych. Alex Lissitsa, prezes Przedstawicielstwa Ukraińskiej Gospodarki Rolnej, opisuje dla Bayerischer Rundfunk niepewną sytuację w swoim gospodarstwie mlecznym. Prowadzi fermę, gdzie utrzymywane jest 1000 krów, tuż przy białoruskiej granicy. Nie ma prądu, korzystają ze spalinowego generatora, ale… kończy się paliwo i starczy go tylko na dwa dni. Dla rolnika to katastrofa, nie wie co się stanie za dwa dni, kiedy nie będzie mógł prowadzić doju.

- Sytuacja w hodowli bydła nie jest zbyt dobra, zwłaszcza na terytoriach okupowanych. Rolnicy nie mogą normalnie karmić i opiekować się zwierzętami – dodaje Slaston. Oprócz tego, że nie ma jak doić krów dwukrotnie, to jeszcze do tego mleczarnia nie ma jak odebrać mleka, bo zniszczono budynki przetwórcze.

Rolnicy powinni teraz siać!

Slatson podkreśla, że w gdyby sytuacja była normalna, rolnicy naprawialiby teraz maszyny, siali zboża i produkowali, a dzisiaj niektórzy z nich … naprawiają czołgi i sprzęt wojskowy. Wielu angażuje się w kopanie rowów przeciwczołgowych. Według Slatsona praktycznie każdy rolnik angażuje się w pomoc żołnierzom. Rolnicy przekazują swoje zapasy jako darowiznę, oddali też zapasy paliwa, które miały być wykorzystane na siew i prace polowe. Zaznacza, że na terenach znajdujących się pod kontrolą rządu ukraińskiego głównym problemem dla rolników jest to, że nie mają wystarczającej ilości oleju napędowego. Potrzebują również nasion, nawozów i pestycydów, ale paliwo jest tak naprawdę najważniejszym problemem. - Ale jeśli walki nie skończą się najpóźniej do 1 kwietnia, to będą duże problemy i masowy nieurodzaj – komentuje sytuację.

Miny na polach?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Ukrainy podało, że armia rosyjska podminowuje ukraińskie grunty rolne. Poinformował o tym doradca ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Wadym Denisenko. Zaznaczył, że aktywna faza rozminowywania będzie trwała przez co najmniej kilka lat. Na bieżąco ukraińskie wojsko stara się namierzyć, w których regionach mogą być podkładane miny. Stanowi to ogromne niebezpieczeństwo dla rolników wjeżdżających na pola ciężkim sprzętem.

Nie sposób sobie wyobrazić, co teraz przeżywają rolnicy na bombardowanych terenach, gdzie roi się od rosyjskich czołgów. 

oprac. dkol na podst. agrarheute.com/TT Aslan/ censor.net/ua

fot. Twitter/użytkownik Aslan


Picture of the author
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora

Masz pytanie lub temat?Napisz do autora

Ważne Tematy

Ważne Tematy

Ważne Tematy