Rewolucja kopernikańska w dopłatach? Nowatorski pomysł Antonio Tajaniego

Rewolucja kopernikańska w dopłatach? Nowatorski pomysł Antonio Tajaniego

Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani proponuje „kopernikańską rewolucję” w dopłatach bezpośrednich. Jego zdaniem w następnej unijnej perspektywie finansowej rolnicy powinni oddać  znaczną część swoich dopłat na rzecz innych priorytetów. Farmerskie lobby w Brukseli już gwałtownie zaprotestowało.

r e k l a m a

Propozycje Włocha Tajaniego zakładają miedzy innymi skrócenie unijnych budżetów z obecnych 7 lat na 5 lat. Dzięki temu Unia Europejska będzie mogła bardziej elastycznie reagować na swoje potrzeby finansowe. Ale tylko zmian techniczna.

Cięcia dopłat nawet o połowę?

Prawdziwa „kopernikańska rewolucja” – jak nazwał to brukselski dziennik „Politico” – to pomysł znacznego ograniczenia unijnych dotacji dla rolników. Nieoficjalnie mówi się obcięciu nawet o połowę wartych obecnie 58 mld euro rocznie subwencji. Brukselscy urzędnicy zwracają uwagę, że rolnicy otrzymują obecnie 40% unijnego budżetu, a odpowiadają za 2% PKB Unii Europejskiej.

Zdaniem Tajaniego, który swoje pomysły zaczął już sondować wśród innych wysokich unijnych urzędników i polityków, przed Unią Europejską stoją obecnie ważniejsze wyzwania, które należy odpowiednio finansować. I tak pieniądze przeznaczone obecnie na rolnictwo powinny zostać przekazane na:

  • bezpieczeństwo,
  • walkę z bezrobociem wśród młodych Europejczyków,
  • rozwiązanie problemu imigracji,
  • walkę ze skutkami zmiany klimatu.

Ostra reakcja lobby rolnego

Na reakcję lobby rolnego nie trzeba było długo czekać. Jak donosi „Politico”, pracownicy biura Tajaniego cały dzień spędzili na uspokajaniu unijnych polityków oraz szefów organizacji rolniczych, którzy masowo zaczęli dzwonić do szefa Parlamentu Europejskiego. 

– Poważne cięcia dla budżetu Wspólnej Polityki Rolnej mogłyby zagrozić naszej wsi, wywołać bezrobocie, ograniczyć naszą zdolność do łagodzenia skutków zmian klimatu i pogrążyć europejską bioróżnorodność w jeszcze większym upadku – przestrzegał Thierry de l'Escaille z Europejskiej Organizacji Właścicieli Ziemskich (ELO).

Głos zabrał również szef komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Parlamencie Europejskim Czesław Siekierski, który zadeklarował, że będzie bronił za wszelką cenę unijnego budżetu na rolnictwo, który i tak jest sukcesywnie zmniejszany od wielu lat.

–Całkowicie nieuzasadnione jest moim zdaniem wypowiedź cytowanego w artykule urzędnika Parlamentu, który miał stwierdzić, że rolnicy „odpowiadają za 2% PKB, a otrzymują 40% budżetu”. Nie uwzględnia ono bowiem faktu, że WPR jest jedną z nielicznych w pełni wspólnotowych polityk, które realizowane są niemal w całości na poziomie unijnym, bez większego zaangażowania środków krajowych. Również uproszczone odniesienie do udziału w PKB nie bierze pod uwagę, że rolnicy gospodarują na większości terytorium Unii, dostarczając szeregu dóbr publicznych w zakresie środowiska, bioróżnorodności, krajobrazu, żywotności obszarów wiejskich czy kultury lokalnej. Za to muszą być stosowanie wynagradzani – powiedział Siekierski.

30 eurocentów dziennie

Przewodniczący Siekierski przypomniał również, że średnie dochody rolnicze kształtują się na poziomie zaledwie 60% średniej dla pozostałych grup zawodowych, a dodatkowo połowę z nich stanowią wypłacane z budżetu UE dopłaty bezpośrednie. Jego zdaniem bez tego wsparcia większość rolników by sobie nie poradziła.

– Co poważnie zagroziłoby nie tylko przyszłości, i tak wyludniających się obszarów wiejskich w Europie ale również naszemu bezpieczeństwu żywnościowemu dla 500 mln ludzi, w zakresie dostępności najlepszej jakościowo żywności na świecie. To zdecydowanie zbyt wysoka cena za brak wsparcia dla rolnictwa, które kosztuje każdego obywatela Unii zaledwie 30 eurocentów dziennie – podsumował Siekierski.       wk

Fot. EP/Fred Marvaux

Zainteresował Cię ten artykuł? Chcesz mieć nieograniczony dostęp do najlepszych informacji rolniczych? Skorzystaj z oferty naszej prenumeraty.
Pokaż komentarze

Zobacz także

więcej artykułów z tej kategorii