Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.plZaloguj
Strona główna>Artykuły>Uprawa>Strączkowe>

Zastąpienie soi to trudne zadanie. Co z rodzimymi uprawami wysokobiałkowymi?

Obrazek

Od 1 stycznia 2023 r. zacznie obowiązywać zakaz importu pasz GMO. Czy znowu wejście jego w życie zostanie przesunięte? Zdaniem ministerstwa rolnictwa zastąpienie pasz GMO roślinami wysokobiałkowymi będzie bardzo trudne. 

wk10 maja 2022, 10:45

MRiRW przedstawiło w Sejmie informację na temat „Organizacja skupu roślin wysokobiałkowych – stan obecny i perspektywy”.

Uzależnieni od importu

Wiceminister rolnictwa Lech Kołakowski poinformował, że na świecie produkcja białka paszowego jest skupiona w Brazylii, Argentynie i USA. Są to jednocześnie najwięksi eksporterzy tego surowca. Z kolei największym importerem są Chiny, które skupują ponad 65% światowego białka. Brak rodzimych źródeł białka do wysokotowarowego chowu zwierząt dotyczy całej UE. Nie jesteśmy jako Polska odosobnieni. Na potrzeby przemysłu paszowego UE sprowadza ok. 40 mln t. śruty sojowej i nasion soi co odpowiada ok. 20 mln t białka. Produkcja wewnętrzna UE pokrywa zapotrzebowanie na surowce wysokobiałkowe w nieco ponad 50%.

Nadzieję upatruje się w uprawie soi, ale jest ona prowadzona w Unii Europejskiej wciąż na niewielką skalę.

– Proces globalizacji na polskim rynku paszowym białka roślinnego doprowadził do zmiany technologii produkcji pasz marginalizując wykorzystanie rodzimych źródeł białka roślinnego i uzależniając Polskę od importu  roślinnych surowców białkowych co może ostatecznie zagrozić suwerenności żywnościowej. Polska rocznie importuje ok. 2,5 mln t. śruty sojowej stanowi to blisko 70% surowca białkowego do produkcji pasz. Brak popytu na rodzime rośliny białkowe ze strony korporacji powoduje brak zainteresowania uprawą tych roślin przez rolników. Deficyty produkcji białka roślinnego jest więc jednym ze strategicznych problemów w kraju i UE. Wynika on nie tylko z potrzeby większego uniezależniania od zewnętrznych dostaw i potrzeby dywersyfikacji źródeł białka, ale również wyzwań klimatycznych i dążenia do ograniczenia śladu węglowego – mówił w Sejmie wiceminister L. Kołakowski.

Podaż rodzimych roślin białkowych spada

Od wielu lat kolejne rządy starają się namówić rolników do uprawy roślin wysokobiałkowych, aby uniezależnić się od importu pasz GMO. Ale nie można narzucić rolnikom produkowania określonych roślin. W nowej Wspólnej Polityce Rolnej przewiduje się, że dopłaty do strączkowych wzrosną o 25%.  Niestety jak na razie nie przekłada się to na wzrost produkcji. Z przedstawionych przez Izbę Zbożowo-Paszową danych wynika, że podaż spada. W 2015 r. wyniosła ona 540 tys. t. i od tego momentu systematycznie leci w dół:

  • 2016 r. 460 tys. t,
  • 2017 r. 440 tys. t,
  • 2018 r. 330 tys. t,
  • 2019 r. 310 tys. t.

– Wyraźnie widać, że ta podaż maleje. Wspieramy, dotujemy, rozmawiamy, dyskutujemy, eksperymentujemy, prowadzimy badania naukowe a podaż spada. Być może dlatego, że wsparcie jest nieefektywne – mówiła w Sejmie Monika Piątkowska z Izby Zbożowo-Paszowej.   

Zakaz tuż, tuż…

Tymczasem w polskich przepisach prawnych wciąż istnieje zakaz importu pasz GMO, które za każdym razem gdy ma wejść w życie jest przesuwany o kolejne lata. Teraz embargo powinno zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2023 r. 

– Zastąpienie białka sojowego nasionami roślin strączkowych jest trudne do zrealizowania ze względu na ograniczonych udział tych surowców w diecie zwierząt szczególnie w mieszankach paszowych dla wysokotowarowego chowu drobiu i młodych świń. Wynika to z nadmiernej zwartości węglowodanów strukturalnych oraz substancji antyżywieniowych. Przekroczenie dopuszczalnego udziału roślin strączkowych w diecie zwierząt obniża efektywność produkcji i jej ekonomiczną opłacalność – podsumował wiceminister L. Kołakowski.

wk
fot. envatoelements


Ważne Tematy