StoryEditor

1000 zł do lochy i 2000 zł do loszki, ale nie dla każdego. Limit de minimis może zablokować wsparcie

Rolnicy mają dostać po 1000 zł do każdej utrzymywanej lochy i 2000 zł do loszki hodowlanej. Nabór wniosków w ARiMR ma ruszyć 22 października i potrwać do 16 listopada, ale warunkiem będzie indywidualne oznakowanie zwierząt oraz dostępny limit pomocy de minimis.

15.10.2026., 15:48h

Podczas konferencji prasowej z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim, która odbyła się w Kuklinowie w woj. wielkopolskim, sprawdziliśmy, kto może liczyć na dopłaty i co może zatrzymać wypłatę pieniędzy.

300 mln zł na lochy i 100 mln zł na loszki

Minister zapowiada dwa elementy pomocy: dopłaty do loch już utrzymywanych w gospodarstwie oraz wsparcie zakupu loszek. Program ma pomóc w odbudowie krajowego pogłowia i zwiększeniu produkcji polskich prosiąt.

– Wsparcie obejmuje 300 milionów złotych skierowanych do właścicieli loch. Rolnicy będą mogli otrzymać 1000 złotych do każdej lochy utrzymywanej w gospodarstwie – powiedział minister Stefan Krajewski.

Druga część programu dotyczy zakupu loszek. Rolnik ma otrzymać 1000 zł w momencie zakupu loszki, a następnie kolejne 1000 zł po ośmiu miesiącach. Na to działanie przewidziano 100 mln zł.

Bez indywidualnego oznakowania nie będzie pieniędzy

Samo utrzymywanie loch nie wystarczy. Ministerstwo stawia warunek, że zwierzęta muszą być indywidualnie oznakowane.

Resort tłumaczy, że chodzi o kontrolę pomocy i ograniczenie nieprawidłowości.

– Warunkiem otrzymania wsparcia będzie indywidualne oznakowanie zwierząt. Ma to zapewnić pełną przejrzystość oraz wyeliminować ryzyko nieprawidłowości – zaznaczył Stefan Krajewski.

W praktyce rolnik powinien przed naborem sprawdzić, czy lochy są prawidłowo oznakowane i zarejestrowane. Minister wskazał, że gospodarstwa korzystające z płatności dobrostanowych w większości już spełniają te warunki.

Limit de minimis może zamknąć drogę do dopłaty

Najwięcej wątpliwości może budzić pomoc de minimis. Program dopłat do loch ma być właśnie w tej formule, a to oznacza ograniczenia dla gospodarstw, które wcześniej korzystały z innych form takiego wsparcia.

Minister nie ukrywa, że część rolników może nie mieć już dostępnego limitu.

– Rolnicy, którzy wykorzystali już limit tej pomocy, nie będą mogli z niego skorzystać, jednak limity odnawiają się. Są rolnicy, którzy początkowo deklarowali, że nie skorzystają z programu, ponieważ wyczerpali limit, ale w ostatnich dniach informowali, że ich limit został już odnowiony – wyjaśnił minister.

Problem może dotyczyć producentów, którzy otrzymywali pomoc de minimis m.in. na bioasekurację, dopłaty do oprocentowania kredytów lub zakup ziemi. Warto więc sprawdzić swój dostępny limit jeszcze przed przygotowaniem wniosku.

MRiRW zabiega także w Komisji Europejskiej o jego podwyższenie. Na razie nie wiadomo jednak, czy taka zmiana zostanie wprowadzona przed naborem.

Rolnicy czują się wykluczeni

– Dziś czuję się pomijany, dyskryminowany i stygmatyzowany. Mam wrażenie, że tacy producenci jak ja nie są uwzględniani w programach wsparcia. Tymczasem duże, nowoczesne, rodzinne gospodarstwa są źródłem wiedzy, postępu i konkurencyjności całego sektora. Zapewniają jakość, skalę i technologie, które mogą konkurować z najlepszymi producentami w Europie. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że poziom technologiczny najlepszych polskich gospodarstw jest bardzo wysoki – w wielu przypadkach wyższy niż w gospodarstwach duńskich. Mamy ogromny potencjał. Trzeba tylko stworzyć nam warunki do dalszego rozwoju. Produkcji nie rozwinie ministerstwo ani urzędnicy. Mogą to zrobić jedynie ludzie, którzy znają się na produkcji, stale się uczą i potrafią wdrażać nowe rozwiązania. To właśnie ich należy wspierać – uważa Janusz Wojtczak, producent świń z Wielkopolski obecny na konferencji.

Wnioski będzie przyjmować ARiMR

Nabór potrwa od 22 października do 16 listopada. Wnioski będą przyjmowane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Minister zachęca hodowców, by nie odkładali decyzji do ostatnich dni naboru.

– Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa będzie przyjmowała wnioski od 22 października do 16 listopada. Zachęcam wszystkich rolników do skorzystania z tej pomocy – podkreślił Stefan Krajewski.

Resort nie podaje, ilu rolników skorzysta z dopłat. Taka ocena ma być możliwa dopiero po zakończeniu naboru i analizie złożonych wniosków.

Chodzi o utrzymanie stad podstawowych

Ministerstwo argumentuje, że wsparcie ma zatrzymać likwidację stad loch. W cyklu otwartym rolnik może ograniczyć produkcję i wrócić do niej po pewnym czasie. Utrata stada podstawowego ma znacznie poważniejsze skutki dla całej krajowej produkcji prosiąt.

Resort wskazuje, że bez loch trudno będzie odbudować pogłowie trzody chlewnej w Polsce.

– Jeżeli rolnik zrezygnuje z utrzymywania loch, zabraknie polskich warchlaków i prosiąt niezbędnych do odbudowy potencjału produkcyjnego. Temu właśnie służy program – zaznaczył minister.

Dopłaty do loch oraz zakup loszek mają więc trafić do gospodarstw, które chcą utrzymać produkcję lub ją odbudować.

Wsparcie nie rozwiąże wszystkich problemów

Produkcja trzody nadal zależy od cen skupu, kosztów pasz, energii, paliwa i sytuacji związanej z ASF. Hodowcy mierzą się też z wahaniami koniunktury, które potrafią szybko zmienić opłacalność produkcji.

Minister wskazuje, że oprócz nowego programu znaczenie mają także pomoc dobrostanowa, bioasekuracja oraz instrumenty inwestycyjne.

– Wyzwań jest jednak wiele, konflikty międzynarodowe, wysokie ceny nawozów, paliw i środków produkcji. Dlatego tak istotna jest współpraca – powiedział Stefan Krajewski.

Przed złożeniem wniosku rolnik powinien przede wszystkim sprawdzić dostępny limit de minimis oraz oznakowanie i rejestrację loch. Nabór kończy się 16 listopada.

Produkcja trwa mimo słabszego wyniku

Wojciech Styburski, producent trzody i ekspert ds. hodowli, zwraca uwagę, że gospodarstwa znajdują się w trudniejszym okresie rynkowym. Mimo słabszej opłacalności część hodowców nie rezygnuje z produkcji, inwestuje w bioasekurację i szuka sposobów na ograniczanie ryzyka.

– Ostatnie lata były dla producentów trzody chlewnej stosunkowo korzystne, jednak obecnie znajdujemy się w trudniejszym okresie. Wynik ekonomiczny nie jest satysfakcjonujący, ale utrzymujemy produkcję, rozwijamy specjalizację i dbamy o bioasekurację – mówił Styburski.

W praktyce oznacza to, że sama dopłata może pomóc utrzymać stada, ale nie zastąpi stabilniejszych warunków sprzedaży i współpracy w łańcuchu dostaw.

Anna Kurek
Autor Artykułu:Anna Kurek

Anna Kurek – zootechniczka i ekspertka branży wieprzowej, od 2005 zawodowo związana z hodowlą świń oraz rynkiem wieprzowiny w Polsce i Europie. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek specjalizujących się w tematyce trzody chlewnej. Autorka setek reportaży, analiz, komentarzy i wywiadów publikowanych na łamach top agrar Polska oraz na portalu topagrar.pl.
Od lat jest blisko hodowców – zna realia rodzinnych gospodarstw, nowoczesnych chlewni i profesjonalnych ferm, a także mechanizmy rządzące produkcją, rynkiem i polityką branżową. Na bieżąco śledzi zmiany w prawie, ekonomice produkcji, żywieniu, bioasekuracji i dobrostanie zwierząt, przekładając złożone zagadnienia na praktyczne, zrozumiałe wnioski dla producentów.
Łączy wiedzę naukową z doświadczeniem praktyków, współpracując z czołowymi ekspertami, naukowcami, ośrodkami naukowymi i organizacjami branżowymi. Ceniona za rzetelność, bezpośredniość i umiejętność zadawania trudnych, ale potrzebnych pytań. Aktywnie uczestniczy w planowaniu i realizacji konferencji, forów i debat rolniczych, prowadzi panele dyskusyjne oraz wywiady z kluczowymi postaciami branży. Jej celem jest realne wspieranie hodowców: pokazywanie najlepszych rozwiązań, nowych możliwości i kierunków rozwoju oraz konsekwentne promowanie nowoczesnej, silnej i konkurencyjnej polskiej hodowli zwierząt gospodarskich oraz mięsa.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
15. październik 2026 16:00