Podczas konferencji prasowej z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim, która odbyła się w Kuklinowie w woj. wielkopolskim, sprawdziliśmy, kto może liczyć na dopłaty i co może zatrzymać wypłatę pieniędzy.
300 mln zł na lochy i 100 mln zł na loszki
Minister zapowiada dwa elementy pomocy: dopłaty do loch już utrzymywanych w gospodarstwie oraz wsparcie zakupu loszek. Program ma pomóc w odbudowie krajowego pogłowia i zwiększeniu produkcji polskich prosiąt.
– Wsparcie obejmuje 300 milionów złotych skierowanych do właścicieli loch. Rolnicy będą mogli otrzymać 1000 złotych do każdej lochy utrzymywanej w gospodarstwie – powiedział minister Stefan Krajewski.
Druga część programu dotyczy zakupu loszek. Rolnik ma otrzymać 1000 zł w momencie zakupu loszki, a następnie kolejne 1000 zł po ośmiu miesiącach. Na to działanie przewidziano 100 mln zł.
Bez indywidualnego oznakowania nie będzie pieniędzy
Samo utrzymywanie loch nie wystarczy. Ministerstwo stawia warunek, że zwierzęta muszą być indywidualnie oznakowane.
Resort tłumaczy, że chodzi o kontrolę pomocy i ograniczenie nieprawidłowości.
– Warunkiem otrzymania wsparcia będzie indywidualne oznakowanie zwierząt. Ma to zapewnić pełną przejrzystość oraz wyeliminować ryzyko nieprawidłowości – zaznaczył Stefan Krajewski.
W praktyce rolnik powinien przed naborem sprawdzić, czy lochy są prawidłowo oznakowane i zarejestrowane. Minister wskazał, że gospodarstwa korzystające z płatności dobrostanowych w większości już spełniają te warunki.
Limit de minimis może zamknąć drogę do dopłaty
Najwięcej wątpliwości może budzić pomoc de minimis. Program dopłat do loch ma być właśnie w tej formule, a to oznacza ograniczenia dla gospodarstw, które wcześniej korzystały z innych form takiego wsparcia.
Minister nie ukrywa, że część rolników może nie mieć już dostępnego limitu.
– Rolnicy, którzy wykorzystali już limit tej pomocy, nie będą mogli z niego skorzystać, jednak limity odnawiają się. Są rolnicy, którzy początkowo deklarowali, że nie skorzystają z programu, ponieważ wyczerpali limit, ale w ostatnich dniach informowali, że ich limit został już odnowiony – wyjaśnił minister.
Problem może dotyczyć producentów, którzy otrzymywali pomoc de minimis m.in. na bioasekurację, dopłaty do oprocentowania kredytów lub zakup ziemi. Warto więc sprawdzić swój dostępny limit jeszcze przed przygotowaniem wniosku.
MRiRW zabiega także w Komisji Europejskiej o jego podwyższenie. Na razie nie wiadomo jednak, czy taka zmiana zostanie wprowadzona przed naborem.
Rolnicy czują się wykluczeni
– Dziś czuję się pomijany, dyskryminowany i stygmatyzowany. Mam wrażenie, że tacy producenci jak ja nie są uwzględniani w programach wsparcia. Tymczasem duże, nowoczesne, rodzinne gospodarstwa są źródłem wiedzy, postępu i konkurencyjności całego sektora. Zapewniają jakość, skalę i technologie, które mogą konkurować z najlepszymi producentami w Europie. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że poziom technologiczny najlepszych polskich gospodarstw jest bardzo wysoki – w wielu przypadkach wyższy niż w gospodarstwach duńskich. Mamy ogromny potencjał. Trzeba tylko stworzyć nam warunki do dalszego rozwoju. Produkcji nie rozwinie ministerstwo ani urzędnicy. Mogą to zrobić jedynie ludzie, którzy znają się na produkcji, stale się uczą i potrafią wdrażać nowe rozwiązania. To właśnie ich należy wspierać – uważa Janusz Wojtczak, producent świń z Wielkopolski obecny na konferencji.
Wnioski będzie przyjmować ARiMR
Nabór potrwa od 22 października do 16 listopada. Wnioski będą przyjmowane przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Minister zachęca hodowców, by nie odkładali decyzji do ostatnich dni naboru.
– Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa będzie przyjmowała wnioski od 22 października do 16 listopada. Zachęcam wszystkich rolników do skorzystania z tej pomocy – podkreślił Stefan Krajewski.
Resort nie podaje, ilu rolników skorzysta z dopłat. Taka ocena ma być możliwa dopiero po zakończeniu naboru i analizie złożonych wniosków.
Chodzi o utrzymanie stad podstawowych
Ministerstwo argumentuje, że wsparcie ma zatrzymać likwidację stad loch. W cyklu otwartym rolnik może ograniczyć produkcję i wrócić do niej po pewnym czasie. Utrata stada podstawowego ma znacznie poważniejsze skutki dla całej krajowej produkcji prosiąt.
Resort wskazuje, że bez loch trudno będzie odbudować pogłowie trzody chlewnej w Polsce.
– Jeżeli rolnik zrezygnuje z utrzymywania loch, zabraknie polskich warchlaków i prosiąt niezbędnych do odbudowy potencjału produkcyjnego. Temu właśnie służy program – zaznaczył minister.
Dopłaty do loch oraz zakup loszek mają więc trafić do gospodarstw, które chcą utrzymać produkcję lub ją odbudować.
Wsparcie nie rozwiąże wszystkich problemów
Produkcja trzody nadal zależy od cen skupu, kosztów pasz, energii, paliwa i sytuacji związanej z ASF. Hodowcy mierzą się też z wahaniami koniunktury, które potrafią szybko zmienić opłacalność produkcji.
Minister wskazuje, że oprócz nowego programu znaczenie mają także pomoc dobrostanowa, bioasekuracja oraz instrumenty inwestycyjne.
– Wyzwań jest jednak wiele, konflikty międzynarodowe, wysokie ceny nawozów, paliw i środków produkcji. Dlatego tak istotna jest współpraca – powiedział Stefan Krajewski.
Przed złożeniem wniosku rolnik powinien przede wszystkim sprawdzić dostępny limit de minimis oraz oznakowanie i rejestrację loch. Nabór kończy się 16 listopada.
Produkcja trwa mimo słabszego wyniku
Wojciech Styburski, producent trzody i ekspert ds. hodowli, zwraca uwagę, że gospodarstwa znajdują się w trudniejszym okresie rynkowym. Mimo słabszej opłacalności część hodowców nie rezygnuje z produkcji, inwestuje w bioasekurację i szuka sposobów na ograniczanie ryzyka.
– Ostatnie lata były dla producentów trzody chlewnej stosunkowo korzystne, jednak obecnie znajdujemy się w trudniejszym okresie. Wynik ekonomiczny nie jest satysfakcjonujący, ale utrzymujemy produkcję, rozwijamy specjalizację i dbamy o bioasekurację – mówił Styburski.
W praktyce oznacza to, że sama dopłata może pomóc utrzymać stada, ale nie zastąpi stabilniejszych warunków sprzedaży i współpracy w łańcuchu dostaw.
