Miał 13 lat i przyszedł tu zamiatać podłogi. Po latach kupił młyn
W Dobrej historia młynarstwa sięga XII wieku; obecny Młyn Dobra jest jednak znacznie późniejszym obiektem. To właśnie z tym miejscem od młodych lat związany jest Ireneusz Grela. Gdy miał 13 lat, przyszedł do Młyna w Dobrej, żeby znaleźć wakacyjną pracę. Początkowo zamiatał tylko podłogi. Nie wiedział wtedy jeszcze, że właśnie zaczyna się historia, która doprowadzi go do 40-lecia pracy w zawodzie młynarza.
„Kiedyś ten młyn uratował mi życie. Teraz uratowałem ja jemu”
- Ostatecznie w Młynie Dobra pracowałem później w każde wakacje. W międzyczasie skończyłem szkołę młynarską we Wrocławiu. Pracowałem potem w innych dużych młynach, byłem tam szefem produkcji i głównym technologiem. Do dziś z niektórymi współpracuję. Jakieś sześć lat temu dowiedziałem się, że coś niedobrego dzieje się z Młynem Dobra. Zdecydowałem się wtedy go kupić i rozpocząć jego ratowanie. Kiedyś ten młyn uratował mi życie. Teraz uratowałem ja jemu – przyznaje Ireneusz Grela w rozmowie z Redakcją.
W środku zachował przedwojenny Wrocław. Młyn można dziś zwiedzać
Remont młyna został przeprowadzony w taki sposób by odzyskać jego przedwojenny charakter. Specjalnie tak, bo historia Młyna Dobra przyciąga dzięki temu potencjalnych klientów. Jest możliwość zwiedzania młyna oraz zakupu bezpośrednio oferowanych przez Grelę produktów. A na jakie produkty nowy właściciel postawił w swoim młynie?
- Rozmawiając ze starszym kolegą młynarzem kilka lat temu, który mnie zainteresował kwestią produkcji niszowej, doszedłem do wniosku, że to jest właśnie ta droga, ten kierunek działania – mówi Ireneusz Grela. Dziś Młyn Dobra produkuje wysokiej jakości mąkę ze zbóż konwencjonalnych oraz z upraw ekologicznych z takich zbóż jak pszenica, orkisz, płaskurka, samopsza, gryka oraz czarny owies. Głównymi odbiorcami są mikro piekarnie oraz indywidualni klienci, poszukujący naturalnych, zdrowych produktów.
- To nie są złote interesy, naprawdę. Mąka jest w sumie kiepskim biznesem, z synem tylko pracujemy i utrzymujemy się oczywiście z tego, ale to tylko dlatego, że ja jestem już od lat specjalistą w tej branży i wiem jak ta branża funkcjonuje, w jaki sposób dotrzeć do klienta itd. Ale w tym całym moim biznesie bardziej liczą się inne, niepoliczalne wprost aspekty – przyznaje młynarz w rozmowie z Redakcją.
Mąka z płaskurki, samopszy i czarnego owsa. Klienci coraz częściej pytają o stare zboża
Gros oferty Młyna Dobra to produkty z bioupraw.
– Ale nie oznaczamy ich ekologicznym logo. Gwarantujemy to własną rzetelnością, własnym słowem, że to jest rzeczywiście produkt ekologiczny. Wie Pani, ekologia podnosi ceny, a w ogóle nie podnosi sprzedaży. Ludzie nie patrzą w tym kierunku, że coś jest oznaczone jako ekologiczne, to ja to kupię. Tu liczy się świadomość klienta. W mojej ocenie, eko nie jest wabikiem. Rzemiosło jest wabikiem. Rzetelność, takie pokazanie siebie, transparentność jest bardzo ważna. Do naszego młyna można przyjechać, oprowadzę, wycieczkę zrobimy. Pokażemy, kto jest naszym dostawcą, w jaki sposób produkujemy, jak składujemy mąkę, w jaki sposób ją pakujemy. Cały ten proces technologiczny można u nas po prostu zobaczyć. Do tego, u nas jest dostępna nie tylko mąka i płatki, ale również gotowy produkt w postaci makaronu z naszej mąki – mówi Ireneusz Grela.
Dodaje, że makaron jest produkowany przez zaprzyjaźnionego makaroniarza, ale według jego ścisłego zalecenia. - Nie ma w nim żadnych dodatków. Nie ma proszków jajecznych, nie ma jajek, nie ma nic. Jest tylko mąka z Młyna Dobra, woda, sól - prosty skład – podkreśla Ireneusz Grela.
Rolnicy wracają do pradawnych zbóż. „W tej chwili jest wręcz niedobór”
W rozmowie z Redakcją Ireneusz Grela przyznaje, że rolnicy coraz chętniej wracają do uprawy starych odmian zbóż. - Mam wielu przyjaciół rolników, którzy zauważyli, że może teraz lepiej uprawiać płaskurkę. Zbierze jej 4 czy 5 ton, ale nie potrzeba takich wielkich maszyn, takich wielkich nakładów. Zostają mu w kieszeni te same pieniądze, jak przy pszenicy konwencjonalnej, bo płaskurka jest droższym produktem na rynku – mówi młynarz.
Czyli rozumiem, że jest zbyt? – dopytujemy. - Jest. W tej chwili jest wręcz niedobór zbóż pradawnych na rynku. Zresztą w tym roku to jest spowodowane dodatkowo tym, że zboża nisko plonowały. Na szczęście ja mam w większości takie nieformalne ale przyjacielskie umowy, czyli jak dawniej bywało: uścisk ręki wystarczył, żeby powiedzieć, że ty mi zostawiasz 10 ton płaskurki i ona jest – mówi Ireneusz Grela.
Dodaje, że jest coraz większe zainteresowanie takimi właśnie pradawnymi zbożami, ze względu na to, że po prostu ludzie coraz częściej chorują i szukają naturalnej, prozdrowotnej żywności.
Z tej mąki chce robić chleb. Młynarz ma już kolejny pomysł
Jesteśmy na Warszawskim Święcie Chleba, ale chleba widzę Pan jeszcze nie piecze. Jest taki zamiar? – pytamy właściciela Młyna Dobra.
- Mam taki szalony pomysł, żeby w przyszłości otworzyć piekarnię. Nie możemy tego zrobić przy naszym młynie, bo to jest zabytkowy obiekt i chcę go utrzymać w tej konwencji, w której był zaprojektowany, jest i będzie mam nadzieję trwał. Zaznaczę, że cały środek młyna: maszyny i urządzenia oraz cała konstrukcja zostały wyprodukowane w przedwojennym Wrocławiu, czyli 100% takiego Breslau jest właśnie w moim młynie i to jest naprawdę wielka perełka. Posiadamy certyfikat Ministerstwa Sportu i Turystyki na ciekawe miejsce w Polsce i ciekawe miejsce na wsi, które można zwiedzać – mówi Ireneusz Grela.
Ale dodaje, że rozmawia już z jednym z piekarzy z Oleśnicy, o wypieku ciastek, które Młyn Dobra mógłby sprzedawać.
A który rodzaj mąki z Młyna Dobra najlepiej się sprzedaje? – pytamy. – Pszenna, pięćsetka. Mieszana. Jako młynarz i człowiek, który myśli o zdrowiu, wolałbym, żeby ludzie używali jednak ciemniejszych mąk. W domu z 750 robimy nawet biszkopty do ciasta. U nas pierogi są szare, bo właśnie z ciemniejszych mąk. Staram się także przekonywać swoich klientów do tego zdrowszego dla naszego układu trawiennego wyboru. Zgodnie z powiedzeniem, że jestem tym, co jem – mówi Ireneusz Grela.
Ludzie sami chcą piec chleb
- Ja w zasadzie, paradoksalnie, nie jem chleba – śmieje się Pan Ireneusz. – Walczę z cukrzycą. Jeśli już, to spożywam tylko chleb, który jest na naturalnym zakwasie, z mojej mąki – dodaje. Według jego obserwacji, ludzie jednak nadal jedzą dużo chleba. – I co ciekawe, większość odbiorców Młyna Dobra to są właśnie klienci indywidualni, którzy kupują mąkę na to, żeby samemu zrobić chleb w domu – przyznaje Ireneusz Grela.
- Ludzie chcą się tym pieczeniem chleba bawić. To im sprawia wielką przyjemność. Zauważamy, że w letnich miesiącach następuje spadek sprzedaży mąki. A od połowy września - rusza z kopyta. Powiem szczerze, że właśnie teraz nie jesteśmy w stanie dopakować tyle, ile mamy zamówień, a podkreślę, że wszystko robimy ręcznie, manufakturowo, bo nie mamy i nie będziemy mieć paczkarni, z uwagi na to, że taka maszyna oszpeciłaby nasz obiekt. W tygodniu przed przyjazdem do Warszawy na jarmark nie mogliśmy się porządnie spakować, bo codziennie przychodzili klienci i wykupywali wszystko, co zapakowaliśmy... – mówi szef Młyna Dobra.
Syn poszedł w ślady ojca. Dziś uczy się fachu w młynie
Syn poszedł w Pana ślady - skończył szkołę młynarską, czy nauczył się fachu przy Panu? – pytamy.
- Uczy się przy mnie. Jak przyszło do wyboru szkoły średniej, to już nie było szkół młynarskich. Ja sam też prowadzę kursy młynarskie dla osób, które tej właśnie wiedzy, z różnych względów poszukują.
Ireneusz Grela (na zdjęciu z synem), właściciel Młyna Dobra (gmina Dobroszyce w powiecie Oleśnickim na Dolnym Śląsku) był jednym z wystawców jesiennego Warszawskiego Święta Chleba, imprezy zorganizowanej już po raz 23., przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, którego działalność koncentruje się m.in. na dokumentowaniu i popularyzowaniu kultury oraz dziedzictwa polskiej wsi.
Agnieszka Kozłowska
