Rosną koszty, rosną ceny usług
Za wzrostem cen paliwa poszły w górę ceny usług rolniczych. Zbiór kukurydzy na kiszonkę trwa, a niektórzy już koszą kukurydzę na ziarno. Trzeba było podnieść stawkę nie tylko za sam zbiór, ale też zwózkę i ugniatanie.
Rolnicy prowadzący dodatkowo usługi mówią, że mimo rosnącej konkurencji na rynku nadal mają pełne ręce roboty i pełne kalendarze.
- Wykonuję kompleksową usługę zbioru kukurydzy na kiszonkę. Obejmuje ona koszenie, transport z pola oraz ugniatanie pryzmy. Przy odległości do 3 km koszt takiej usługi wynosi obecnie około 1700–1800 zł za hektar. Im większa odległość transportu, tym cena jest wyższa - mówi rolnik z Podlasia, który jednocześnie wykonuje usługi dla okolicznych rolników. Podkreśla, że wzrost cen paliwa wyraźnie wpływa na koszty usługi.
- Szacuję, że cena koszenia kukurydzy wzrosła o około 300 zł na hektar. Paliwo jest jednym z głównych czynników wpływających na cenę tej usługi. Podczas intensywnej pracy zestawy mogą zużywać nawet około 1,5-2 tys. litrów paliwa dziennie. Do tego dochodzą koszty pracy operatorów, amortyzacji maszyn oraz konieczność zapewnienia opłacalności całej usługi - tłumaczy rolnik.
Nawet 400 zł więcej za kompleksową usługę
Podobnie sytuację ocenia Tomasz Zdunek, rolnik z woj. kujawsko-pomorskiego, który jednocześnie prowadzi firmę TOM-ROL Tomasz Zdunek - Usługi Rolnicze. Podkreśla, że stawki za kompleksową usługę zbioru kukurydzy wzrosły w porównaniu z ubiegłym rokiem.
Zaznacza, że usługa wykonywana w pobliżu gospodarstwa kosztowała wcześniej około 1200 zł/ha, a w tym roku jest to już około 1400 zł. Jeśli dochodzi formowanie i pryzmowanie, cena wynosi najczęściej około 1600 zł/ha. Tomasz Zdunek dodaje, że w promieniu ok. 20 km jest około 10-15 sieczkarni, co stanowi dużą konkurencję dla firmy usługowej.
Im dalej od gospodarstwa znajduje się pole, tym większe są koszty. Trzeba zapewnić więcej maszyn do odwozu, a to automatycznie podnosi cenę usługi.
- Mimo podwyżek stawek po przeliczeniu wszystkich kosztów, zostaje mniej niż w ubiegłym roku. Więcej trzeba zapłacić operatorom, za serwis, paliwo, oleje i bieżące utrzymanie sprzętu. Przy dużych maszynach eksploatacja jest kosztowna, a do tego dochodzą amortyzacja, ubezpieczenie autocasco i inne stałe wydatki - zaznacza Zdunek. Pracują sieczkarnią John Deere 9700i, która jest wyposażona w nową technologię X-Cut długiej sieczki oraz dokładnego przetarcia ziarna oraz łodyg kukurydzy. Wtedy koszt usługi zwiększa się o 100 zł/ha.
W dobrych warunkach zdarzało się kosić nawet 3 ha na godzinę, jednak w tym roku wydajność jest ograniczona przez bardzo wysoki plon i dużą masę zieloną.
- W naszej okolicy kukurydza jest tak wysoka, że miejscami przewyższa sieczkarnię - mówi rolnik i podkreśla, że wie, że różnice regionalne są ogromne, a niektóre plantacje są bardzo słabe.
- U nas sytuacja jest odwrotna — kukurydza daje dużo masy, co oznacza więcej towaru do wywozu, ale również większe zużycie paliwa i wolniejszą pracę. Duża ilość masy sprawia jednak, że dziennie można skosić mniej hektarów. W poprzednich latach średnio udawało się około 30 ha dziennie, natomiast w tym sezonie 20 ha to maksymalny wynik - mówi Zdunek i podkreśla, że w ubiegłym roku plony kukurydzy na kiszonkę wynosiły zwykle około 50–55 t/ha. W tym roku są gospodarstwa, gdzie zbierają średnio 66–67 t/ha.
- To bardzo dobre wyniki, ale duża masa wydłuża zbiór, transport i ugniatanie pryzmy - zaznacza Zdunek.
Nie wszystko na kiszonkę
Tomasz Zdunek zaznacza, że lepsze plony zielonej masy zachęcają część gospodarzy do zmiany strategii. Zbiór kukurydzy na kiszonkę w jego rejonie rozpoczął się już w połowie września.
- Niektórzy zostawiają część areału na ziarno, ponieważ mają już pełne silosy i zapas paszy wystarczający na potrzeby gospodarstwa - mówi rolnik i podkreśla, że jednocześnie wykonuje też usługę zbioru kukurydzy na ziarno.
- Plony kukurydzy ziarnowej są na razie zróżnicowane, ale wynoszą około 12–14 ton z hektara. Wilgotność ziarna podczas zbioru oscyluje między 35 a 40%. Opadów praktycznie nie ma, ostatnie były jedynie niewielkie, na poziomie około 2–3 l/m², a od końcówki miesiąca utrzymuje się okres bezdeszczowy - mówi Zdunek.
Nowa sieczkarnia zwróci się za 8 lat
Podkreśla, że całą usługę od zbioru po ugniatanie realizują własnym sprzętem. Zwykle pracują trzy ciągniki z przyczepami do odwozu, a kolejne maszyny zajmują się ugniataniem. Przy polach oddalonych o 2, 3 czy 5 km trzeba angażować dodatkowy transport, czasami pracują cztery albo nawet pięć zestawów. To oczywiście generuje kolejne koszty.
- Zużycie paliwa liczymy po zakończeniu sezonu, ponieważ dopiero wtedy można rzetelnie podsumować wszystkie wydatki. W ubiegłym roku sama sieczkarnia zużywała około 30 l paliwa na hektar. W tym sezonie jest to około 40 l/ha, a miejscami nawet 44 l/ha. Wpływa na to przede wszystkim duża masa kukurydzy. Gdy rośliny są bardziej przesuszone, praca idzie nieco szybciej, ale przy dużym plonie spalanie wyraźnie rośnie - dodaje właściciel firmy TOM-ROL.
Nowa sieczkarnia została niedawno zakupiona. Przy założeniu podobnych sezonów pełna spłata zajęłaby około ośmiu lat, jednak prawdopodobnie po około pięciu latach firma zdecyduje się na wymianę sprzętu.
- W usługach liczy się dziś niezawodność i terminowość. Klienci są coraz mniej cierpliwi, a nawet kilkugodzinne opóźnienie lub przesunięcie pracy o pół dnia może powodować niezadowolenie. W tym roku, przy dużej masie kukurydzy, nie zawsze da się przyspieszyć pracę, choć klienci oczekują szybkiego wykonania usługi. Konkurencja na rynku usług również rośnie. Część gospodarstw kończy działalność, a ich maszyny trafiają na rynek. Pojawiają się też kolejne firmy i usługodawcy, dlatego utrzymanie klientów oraz terminowe wykonanie prac stają się coraz ważniejsze - podkreśla Tomasz Zdunek.
