Marzena i Mariusz Górscy gospodarują w Sośnie, w powiecie sępoleńskim, na północnym zachodzie województwa kujawsko-pomorskiego. Oficjalna nazwa to Gospodarstwo Rolne Górska Marzena, a na Facebooku można ich znaleźć jako „Skrzydlate. Chów wolnowybiegowy”. Uprawiają niemal 150 ha i odchowują w sezonie około 2 tys. gęsi oraz tyle samo kaczek. Tuszki sprzedają przede wszystkim klientom przyjeżdżającym do gospodarstwa.
Podczas spaceru Marzena pokazuje kolejne grupy wiekowe drobiu. Najstarsze ptaki czekają już na ubój, inne chodzą po wybiegu, a najmłodsza partia jeszcze dorasta. Przez ogród przechodzimy do następnych zabudowań. Towarzyszy nam suczka Bella (berneński pies pasterski), która co chwilę dopomina się głaskania. Gospodyni przerywa opowieść, żeby poświęcić jej trochę uwagi, po czym wraca do gęsi.
– Jedną partię mamy już ubitą, druga idzie do uboju, te są następne w kolejce, a ostatnie jeszcze dorastają z drugiej strony budynków inwentarskich. Tak samo z kaczkami – wyjaśnia, wskazując stado na wybiegu.
Od bydła mlecznego i świń do gęsi i kaczek. Dlaczego zmienili kierunek?
Oboje pochodzą z rodzin rolniczych. Połączyli gospodarstwa, w których przez lata utrzymywali bydło mleczne i trzodę chlewną. Z produkcji mleka wycofali się po wystąpieniu białaczki w stadzie.
– Musieliśmy całkowicie zlikwidować stado – wspomina Mariusz. Do chowu krów mlecznych już nie wrócili.
Później pozostali przy trzodzie chlewnej. Jak tłumaczy Marzena, dalsze utrzymywanie świń oznaczałoby duże inwestycje w budynki. Wskazuje na wymagania dotyczące dobrostanu, powierzchni i warunków utrzymania zwierząt. W ich ocenie dostosowanie istniejących chlewni wymagałoby zbyt daleko idących zmian.
– Musielibyśmy stawiać budynki inwentarskie od nowa, pod te wszystkie standardy, parametry i wymiary – mówi gospodyni. Zdecydowali się więc rozwijać sezonowy chów gęsi i kaczek, wykorzystując dotychczasowe zabudowania. W dawnej chlewni przebywają dziś m.in. ptaki przygotowywane do uboju.
Zaczynali od kilkunastu gęsi. Jak rozwinął się chów?
Gęsi znali od dzieciństwa. W obu rodzinach utrzymywano je na własne potrzeby, wykorzystując mięso i pierze.
– Gęsi były z nami od dzieciństwa: 10, 20 czy 30 sztuk. Jak narobiły szkód, przez cały sezon ich nie było, ale zawsze do nich wracaliśmy. To tradycja w naszych rodzinach. Było też pierze na pierzyny – opowiada Marzena.
Na decyzje dotyczące gospodarstwa wpłynęły również osobiste doświadczenia Marzeny związane z chorobą nowotworową, którą rozpoznano u niej 20 lat temu.
Zaczynali od 10-20 gęsi, później stado wzrosło do 50 sztuk. Kiedy rejestrowali sprzedaż bezpośrednią, liczyło 150 ptaków.
Górscy pojechali do inspekcji weterynaryjnej w Sępólnie Krajeńskim, żeby ustalić, jak przygotować zaplecze. Urządzili pomieszczenia, zaprosili inspektorów i wprowadzili wskazane poprawki. Mariusz ukończył również szkolenie dotyczące uboju. Sprzedażą gęsi i kaczek zajmują się już od 12 lat.
Marzena nie ukrywa, że dokumentacja i kontrole bywają męczące. Jednocześnie pamięta, którą otrzymali przy uruchamianiu działalności.
– Panie podpowiedziały, co jeszcze mamy poprawić, w co zainwestować, co dorobić. Nie powiem, że współpraca z weterynarią jest uciążliwa. Biurokracji jest od czorta i trochę, ale też podpowiedzą, zwrócą uwagę – wspomina.
Jak Górscy organizują sezonowy chów gęsi i kaczek?
Pierwsze pisklęta trafiają do gospodarstwa na początku marca. W sezonie Górscy prowadzą trzy-cztery wstawienia gęsi i tyle samo kaczek. Jedna partia liczy około 450-500 ptaków. Rozłożenie wstawień w czasie pozwala prowadzić ubój kolejnych partii i zachować ciągłość sprzedaży przez kilka miesięcy.
– Chodzi o to, żeby stopniowo wchodziły i schodziły, żeby na bieżąco zawsze coś było. Od lipca do końca roku. W zeszłym roku wszystko szybko zeszło – na początku grudnia było już pozamiatane – tłumaczy Marzena.
Gęsi białe kołudzkie kupują jako pisklęta w wylęgarni w Tucholi. Odchów i dalszy chów odbywają się w gospodarstwie, a ubój rozpoczynają około 20. tygodnia życia.
– U nas gęsi dłużej chodzą. Nie karmimy ich tak intensywnie, żeby osiągnęły masę ubojową już w szesnastym tygodniu. Ubój zaczynamy koło piątego miesiąca – wyjaśnia gospodyni.
Najwięcej uwagi wymagają pierwsze tygodnie odchowu. Rolnicy pilnują temperatury w odchowalni, suchej ściółki, wentylacji i dostępu do paszy. Regularnie dościelają słomę. Po przeniesieniu ptaków usuwają ściółkę, myją i dezynfekują pomieszczenie przed kolejnym wstawieniem.
Termin pierwszego wyjścia na wybieg zależy od pogody. Jeśli jest ciepło, ptaki mogą wychodzić już w wieku około trzech tygodni. Na noc wracają do budynków.
Lis, bielik i nocne zamykanie ptaków. Jak chronią drób?
Dostęp do wybiegu wymaga pilnowania zabezpieczeń. Górscy stracili już kiedyś drób przez lisy. Ogrodzenie ograniczyło ich wizyty, ale gospodarze przekonali się, że znaczenie ma również to, co stoi po jego zewnętrznej stronie.
– Poukładałem palety na zewnątrz, przy siatce. Lis po tych paletach skoczył do środka, ale już nie mógł wyjść – wspomina Mariusz.
Marzena opowiada o poduszonych gęsiach i kurach. Dlatego wieczorne zamykanie ptaków w budynkach jest stałym elementem pracy.
Zagrożenie przychodzi także z powietrza. Gospodarze obserwowali ataki bielika, wymieniają też jastrzębie i kruki. Jak podkreślają, szczególnie narażone są najmłodsze gąsięta, jeszcze w żółtym puchu. Większe ptaki lepiej sobie radzą, choć przed bielikiem również muszą uważać.
– Stołuje się u nas bielik – mówi Marzena. Mariusz dodaje, że atakował wielokrotnie.
Niemal 150 ha i własne zboże na paszę
Produkcja roślinna zajmuje ważne miejsce w gospodarstwie Górskich. Mają 110 ha własnych gruntów, a pozostałą powierzchnię dzierżawią od okolicznych właścicieli. Uprawiają pszenicę, pszenżyto, jęczmień ozimy, owies, kukurydzę na ziarno i rzepak. Część zbóż przeznaczają na własne potrzeby paszowe. Zbiory przeznaczone na sprzedaż odbierają firmy, z którymi zawierają kontrakty.
– Rzepak sprzedajemy w całości, pszenicę częściowo. Jęczmień i pszenżyto zostają. Kukurydza idzie cała, na mokro, a w jej miejsce dokupujemy suchą – wylicza Marzena.
Na paszę kupują więc suche ziarno kukurydzy, mimo że sami uprawiają tę roślinę. Gospodyni szacuje zakupy na około 20-30 ton, a zależnie od potrzeb – także więcej.
Rozwijają również park maszynowy. Korzystali z dofinansowania m.in. przy zakupie kombajnu, a wśród nowszych inwestycji wymieniają ładowarkę teleskopową i rozsiewacz nawozów z kontrolą sekcji. Mariusz zwraca uwagę na precyzyjne dozowanie nawozu i ograniczenie podwójnego nawożenia na zakładkach. Przy pracach polowych korzystają z pomocy pracownika, podczas gdy gospodarz zajmuje się przede wszystkim drobiem i klientami.
Po co gęsiom i kaczkom dynie?
Przez pierwsze dwa–trzy tygodnie pisklęta otrzymują kupowaną mieszankę pełnoporcjową. Następnie gospodarze stopniowo zwiększają udział śrut zbożowych, m.in. pszenżytniej i kukurydzianej, przechodząc na żywienie oparte na zbożach. W osobnych karmidłach podają owies.
Jesienią ptaki dostają także dynie z własnej uprawy. Na wybiegu widać rozdziobane kawałki. Jak opowiada Mariusz, kaczki najpierw wybierają miękki miąższ, a gęsi radzą sobie również z twardszą skórką.
– Wyhodujemy gęś dyniową – żartuje.
Dynie uprawiają na stanowisku nawożonym obornikiem drobiowym. Przed siewem wykonują uprawki ograniczające zachwaszczenie, później chwasty usuwają ręcznie. Dla ptaków dynia jest urozmaiceniem żywienia i zajęciem. Zdaniem gospodarzy pomaga odwrócić ich uwagę od wzajemnego skubania.
– Muszą mieć zajęcie, nie? – dodaje Marzena.
Zaraz wyjaśnia, co potrafią zrobić znudzone gęsi. Interesują się przewodami, kołami i wszystkim, czego mogą dosięgnąć dziobem. Przy maszynach trzeba ich pilnować.
– Tak długo kombinują, aż im się coś uda zrobić – mówi.
Choroba drobiu w okolicy pokrzyżowała plany gospodarstwa
W maju w okolicy wystąpił rzekomy pomór drobiu. W gospodarstwie Górskich nie było ogniska choroby, ale objęły je ograniczenia związane z sytuacją w sąsiedztwie.
Ptaki musiały zostać w budynkach. Przyzwyczajone do wychodzenia gęsi szukały sobie zajęcia w zamknięciu.
– Nabroiły jak szło: rozkręcały poidła, poprzegryzały wężyki. Zamknięte, nie miały już co robić. Te zwierzęta muszą chodzić, być na wybiegu, mieć zajęcie – opowiada Marzena.
Ograniczenia zakłóciły również plan produkcji. Jak relacjonują gospodarze, nie mogli odebrać zamówionej na maj partii gąsiąt. Zabrakło więc jednego zaplanowanego wstawienia, a skutki były odczuwalne później, kiedy klienci czekali na mięso. W utrzymaniu oferty pomagały kaczki.
Ponad 90% tuszek trafia bezpośrednio z gospodarstwa
W trakcie naszej rozmowy dzwoni klient z pytaniem, czy może podjechać po mięso. To właśnie taki sposób sprzedaży dominuje u Górskich: telefon, przyjazd i odbiór tuszki z gospodarstwa. Największą grupę odbiorców stanowią klienci indywidualni.
– Dużo ludzi przyjeżdża z miasta, nawet z Bydgoszczy. Inni zatrzymują się po drodze nad morze albo w drodze powrotnej. Zajeżdżają, pytają, kupują. Ponad 90% naszych tuszek idzie prosto z gospodarstwa, bezpośrednio do odbiorcy – opowiada Marzena.
11 listopada zwiększa zainteresowanie gęsiną
Jesienią sprzedaż się ożywia. Zbliżający się 11 listopada i tradycja gęsiny na świętego Marcina to czas, gdy po mięso zgłaszają się również restauracje przygotowujące sezonowe menu. Podczas naszej wizyty Marzena potwierdza, że większe zainteresowanie już widać.
Z Gąską Kujawską w Stopce współpracują od początku działalności, czyli od 12 lat. Mięso trafia też do Siedliska Żurawie. Odbiorcy gastronomiczni często sami przyjeżdżają po towar.
Górscy jeżdżą również na Targ Lokalnych Specjałów w Chojnicach. Sprzedaż przez Wiejską e-Skrzynkę ma u nich niewielki udział. Nie rozwijają intensywnie wysyłek, bo przygotowanie i pakowanie zamówień wymagałoby dodatkowego czasu.
Wielu klientów znają już osobiście. Zakupowi towarzyszy rozmowa, niekiedy także wskazówki, jak przygotować mięso. Gospodarze sami dużo gotują i wiedzą, że dla części kupujących cała gęś wciąż jest kulinarnym wyzwaniem.
Czy chów gęsi i kaczek się opłaca?
Górscy oceniają ten kierunek produkcji dobrze. Pytany o opłacalność jednej tuszki Mariusz odpowiada krótko: 50 proc. zysku. To szacunek gospodarza. Za ceną tuszki stoi jednak praca wykonywana od przyjęcia piskląt aż po obsługę kupującego. Rodzina sama odchowuje ptaki, przygotowuje mięso i zajmuje się sprzedażą.
Górscy sprzedają tuszki kaczek po 33 zł/kg, a gęsi po 45 zł/kg. Kaczki po uboju ważą od 2,8 do 4 kg, natomiast gęsi – od 4,5 do 6 kg.
Dlaczego nie chcą już zwiększać liczby ptaków?
Przy takiej sprzedaży znaczenie ma staranna obróbka poubojowa. Mariusz korzysta ze skubarki, ale mechaniczne odpierzanie trzeba uzupełnić ręcznym usuwaniem drobnych piór, szczególnie u kaczek. Jak mówi, jest w stanie oskubać około 20 ptaków w godzinę. Potem dochodzą kolejne czynności, m.in. patroszenie, mycie i schładzanie tuszek.
Ubojem zajmują się małżonkowie. W skubaniu, patroszeniu i przygotowaniu do sprzedaży pomaga rodzina.
To właśnie nakład pracy przy przygotowaniu tuszek ogranicza dalsze zwiększanie skali chowu.
– Już nie będziemy powiększać, bo nie przemielimy – mówi Mariusz.
Córki angażują się w gospodarstwo. Co z sukcesją?
Górscy mają trzy córki. Starsza, choć już założyła własną rodzinę, także związała swoje życie z rolnictwem. Pomoc córek w gospodarstwie obejmuje zarówno przygotowanie tuszek do sprzedaży, jak i kontakt z odbiorcami w internecie.
To dziewczyny wymyśliły nazwę profilu „Skrzydlate. Chów wolnowybiegowy” i zajmują się pokazywaniem gospodarstwa na Facebooku.
– Zrobić ładne zdjęcie, przyciąć je, opisać – tym zajmują się dzieciaki. Rodzinnie pracujemy też przy skubaniu, patroszeniu i przygotowaniu tuszek do sprzedaży – mówi Marzena.
Codzienność Górskich poznają również widzowie programu TVP3 „Między polem a domem”. Kamera towarzyszy im przy pracy w gospodarstwie, ale także podczas sprzedaży na targu w Chojnicach.
Jak opowiada Mariusz, ekipa zarejestrowała też niespodziankę, którą przygotował dla żony podczas spotkania w Siedlisku Żurawie – restauracji, gdzie dostarczają swoje gęsie. Przygotował ją po otrzymaniu ważnej dla nich wiadomości od lekarzy, po latach opieki onkologicznej.
Rodzinne gospodarstwo zdobyło już wcześniej uznanie poza gronem klientów. W konkursie „Rolnik Roku 2019” Gazety Pomorskiej Marzena i Mariusz zajęli pierwsze miejsce w kategorii gospodarstw powyżej 100 ha.
W 2024 r. podczas dożynek gminy Sośno w Sitnie Marzena otrzymała również symboliczny „Wiatrak” w kategorii „wyrób rolniczy”. Wyróżnienia przyznano osobom promującym gminę i pielęgnującym lokalne tradycje.
Pomimo tego Marzena Górska od dziesięciu lat działa w KGW w Sośnie, a obecnie jest jego przewodniczącą.
Przetwórstwo ma być kolejnym krokiem
Kolejnym krokiem ma być kuchnia do przetwórstwa w ramach rolniczego handlu detalicznego. Górscy planują dobudować pomieszczenie przy domu i wyposażyć je m.in. w nierdzewne stoły, szafy, zlewy oraz piec. Chcieliby skorzystać z dofinansowania na zakup wyposażenia.
Obecnie podstawą sprzedaży są całe tuszki. Przyszła kuchnia ma umożliwić poszerzenie oferty o wyroby, które rodzina przygotowuje na własne potrzeby i którymi częstuje gości. Gospodarze opowiadają o okrasie, pasztetach i półgęsku. Podczas wizyty częstują nas także kiełbasą z dodatkiem mięsa kaczego.
Rozwój przetwórstwa Górscy łączą również z przyszłością córek. Jak mówią rodzice, one także chciałyby zaangażować się w ten kierunek działalności. Rodzina rozmawia o sukcesji, choć jej ostateczny kształt pozostaje jeszcze otwarty.
– Mamy takie rozmyślenia, dlatego że chętnie nam pomagają, podpowiadają, mają swoje sugestie. Jeżdżą też na różnego rodzaju szkolenia – odpowiada Marzena, zapytana o przejęcie gospodarstwa przez dzieci.
Za tym zainteresowaniem idą już konkretne kroki. Jedna z córek uzupełnia wykształcenie w kierunku rolniczym. Mariusz wspomina również, że córki ubiegają się o wsparcie dla młodych rolników, wiążąc swoje plany z chowem drobiu. W chwili naszej rozmowy nie było jeszcze wiadomo, czy otrzymają dofinansowanie. Mają też pomysły na poszerzenie działalności, o których rodzice mówią na razie ostrożnie.
Z opowieści Marzeny wynika, że córka zwraca już uwagę na jakość tuszek i staranność ich przygotowania. Ma własne spostrzeżenia i dostrzega szczegóły, które uważa za ważne. Także z takimi uwagami młodsze pokolenie włącza się w rozmowę o przyszłości gospodarstwa.
