W sadzie w Forest Row, na południe od Londynu, Daniël i Karen Hoeberichts utrzymują około 4,8 tys. niosek. Kury korzystają z przestrzeni między drzewami i mobilnych kurników. Jednak działalność właścicieli Orchard Eggs już dawno wykroczyła poza sprzedaż jaj z własnego gospodarstwa.
Jak opisuje topagrar.com, firma sprzedaje około 4,5 mln jaj rocznie, z czego 70% kupuje od innych gospodarstw ekologicznych. Własna marka i sieć odbiorców pozwoliły rozwinąć działalność również wtedy, gdy możliwości powiększania stada w sadzie zaczęły się wyczerpywać.
Za miejsce dla kur płacili od sprzedanego jajka
Pomysł narodził się, gdy Daniël uczył się rolnictwa biodynamicznego w Holandii. Podczas pobytu w angielskim gospodarstwie sadowniczym Brambletye Fruit Farm rozmawiał z jego właścicielem o nawożeniu. Kury utrzymywane między drzewami mogły dostarczać potrzebny nawóz.
Uzgodnili proste warunki: młody rolnik mógł korzystać z około 11 ha sadu za 1 pensa od każdego sprzedanego jaja. Cały nawóz miał pozostawać na miejscu.
W 2008 r. Daniël i Karen rozpoczęli chów 1500 kur i 100 kogutów w dwunastu niewielkich, mobilnych kurnikach. Co tydzień przesuwali je między rzędami drzew.
– Bardzo pracochłonne, ale już w pierwszym roku rentowne – wspomina hodowca.
Odbiorca nie kupił jaj, a później zachorowało stado
Początki szybko zweryfikowały plany. Firma dostarczająca konsumentom paczki z żywnością ekologiczną, z którą właściciele uzgodnili sprzedaż, ostatecznie nie odbierała jaj. W chłodni przybywało towaru.
Wyjściem okazała się współpraca z hurtownikiem. Odbierał jaja, ale płacił za nie jak za zwykłe jaja z chowu wolnowybiegowego. Hodowcy mieli zapewniony zbyt i jednocześnie mogli szukać klientów gotowych zapłacić więcej.
W drugim roku działalności przyszedł kolejny cios. Kilka dni po wprowadzeniu nowej grupy kur zachorowało niemal całe stado. Padło około 10% ptaków, a nioski przestały znosić jaja. Przyczyny choroby nie udało się ustalić.
Daniël wrócił do Holandii, żeby zarobić na paszę. Pierwsze kury wznowiły nieśność po sześciu tygodniach. Po kolejnych czterech produkcja przekroczyła 70%, co pozwoliło kontynuować działalność.
Własna marka dała zbyt również innym gospodarstwom
W ciągu dwóch lat właściciele rozwinęli sprzedaż na targowiskach oraz do restauracji i piekarni. Jaja oferowali pod marką Orchard Eggs, uzyskując ceny wyższe niż za jaja z chowu wolnowybiegowego.
Z czasem zamówień było więcej, niż mogło dostarczyć własne stado. Zaczęli więc kupować jaja ekologiczne od mniejszych gospodarstw, które miały trudności ze sprzedażą. Sami odbierają towar i pakują go we własnej pakowalni. Współpracują z sześcioma dostawcami.
Klienci wiedzą, że część jaj pochodzi z innych gospodarstw. Właściciele różnicują także ceny. Portal podaje 4,40 euro za tuzin własnych jaj i o 40 eurocentów mniej za jaja kupowane od innych producentów.
Sprzedaż wspiera również gospodarstwo sadownicze: zabiera jaja na targowiska razem z owocami i warzywami oraz dołącza je do paczek żywności dostarczanych gospodarstwom domowym.
Więcej jaj przed świętami, mniej latem
Hodowcy utrzymują cztery grupy wiekowe niosek. Planują produkcję tak, aby najwięcej jaj trafiało do sprzedaży od listopada do Bożego Narodzenia. Latem zapotrzebowanie ich odbiorców spada nawet o około 30%.
Znaleźli też sposób na sprzedaż drobnych jaj z początku nieśności. Pakują po 15 sztuk i oferują je w cenie 12 standardowych jaj. Jak relacjonuje Daniël, takie opakowania cieszą się zainteresowaniem klientów.
Dodatkowa działalność wyrosła z problemów z dostępnością opakowań podczas pandemii. Właściciel zaczął je sam importować, a później również dostarczać innym producentom jaj ekologicznych.
Mobilne kurniki w sadzie wymagają pracy
Własne stado korzysta z ośmiu kurników tunelowych. Nie ma w nich sztucznego oświetlenia, a niewielki panel słoneczny z akumulatorem zasila urządzenia. Hodowcy ręcznie zbierają i sortują jaja. Po zakończeniu cyklu produkcyjnego czyszczą i dezynfekują kurniki, a następnie przestawiają je ciągnikiem.
Drzewa dają ptakom osłonę, ale gospodarstwo musi chronić stado przed lisami i norkami. Sad otacza solidne ogrodzenie elektryczne, a nocą pomagają kamery i czujniki ruchu.
Problemy pojawiły się również w żywieniu. Po wycofaniu mączki rybnej i przejściu na całkowicie roślinną paszę hodowca zaobserwował wydziobywanie piór i kanibalizm podczas obowiązkowego zamknięcia ptaków. Podejrzewa, że zmiana dawki mogła się do tego przyczynić, ale nadal szuka rozwiązania.
W sadzie nie będzie już więcej niosek
Właściciele nie planują dalszego zwiększania obsady między drzewami. Kolejny etap rozwoju wiążą z gospodarstwem jednego z dostawców, który kończy działalność i nie ma następcy.
Plan opisany w reportażu zakłada przejmowanie po jednym kurniku z 3 tys. niosek w dwóch kolejnych latach – początkowo w dzierżawę, z możliwością późniejszego zakupu. Dla Daniëla i Karen oznacza to naukę pracy w większych obiektach.
– Musimy się tego najpierw nauczyć – przyznaje hodowca. Równie ważne będzie dla nich sprawdzenie, czy taki sposób prowadzenia gospodarstwa im odpowiada.
