StoryEditor

Zamiatał tu podłogi, dziś młyn jest jego. Mówi rolnikom, jakich zbóż brakuje na rynku

Miał zaledwie 13 lat, gdy po raz pierwszy przyszedł do Młyna Dobra. Miał tylko zamiatać podłogi i dorobić podczas wakacji. Nie przypuszczał wtedy, że miejsce, w którym zaczynał jako nastolatek, po kilkudziesięciu latach stanie się jego własnością. Ireneusz Grela wrócił do młyna, by go uratować. Dziś, razem z synem, kontynuuje tradycję sięgającą pokoleń i produkuje mąkę z dawnych odmian zbóż, których na rynku zaczyna brakować.

08.10.2026., 15:00h

Miał 13 lat i przyszedł tu zamiatać podłogi. Po latach kupił młyn

W Dobrej historia młynarstwa sięga XII wieku; obecny Młyn Dobra jest jednak znacznie późniejszym obiektem. To właśnie z tym miejscem od młodych lat związany jest Ireneusz Grela. Gdy miał 13 lat, przyszedł do Młyna w Dobrej, żeby znaleźć wakacyjną pracę. Początkowo zamiatał tylko podłogi. Nie wiedział wtedy jeszcze, że właśnie zaczyna się historia, która doprowadzi go do 40-lecia pracy w zawodzie młynarza.

„Kiedyś ten młyn uratował mi życie. Teraz uratowałem ja jemu”

- Ostatecznie w Młynie Dobra pracowałem później w każde wakacje. W międzyczasie skończyłem szkołę młynarską we Wrocławiu. Pracowałem potem w innych dużych młynach, byłem tam szefem produkcji i głównym technologiem. Do dziś z niektórymi współpracuję. Jakieś sześć lat temu dowiedziałem się, że coś niedobrego dzieje się z Młynem Dobra. Zdecydowałem się wtedy go kupić i rozpocząć jego ratowanie. Kiedyś ten młyn uratował mi życie. Teraz uratowałem ja jemu – przyznaje Ireneusz Grela w rozmowie z Redakcją.

W środku zachował przedwojenny Wrocław. Młyn można dziś zwiedzać

Remont młyna został przeprowadzony w taki sposób by odzyskać jego przedwojenny charakter. Specjalnie tak, bo historia Młyna Dobra przyciąga dzięki temu potencjalnych klientów. Jest możliwość zwiedzania młyna oraz zakupu bezpośrednio oferowanych przez Grelę produktów. A na jakie produkty nowy właściciel postawił w swoim młynie?  

- Rozmawiając ze starszym kolegą młynarzem kilka lat temu, który mnie zainteresował kwestią produkcji niszowej, doszedłem do wniosku, że to jest właśnie ta droga, ten kierunek działania – mówi Ireneusz Grela. Dziś Młyn Dobra produkuje wysokiej jakości mąkę ze zbóż konwencjonalnych oraz z upraw ekologicznych z takich zbóż jak pszenica, orkisz, płaskurka, samopsza, gryka oraz czarny owies. Głównymi odbiorcami są mikro piekarnie oraz indywidualni klienci, poszukujący naturalnych, zdrowych produktów.

- To nie są złote interesy, naprawdę. Mąka jest w sumie kiepskim biznesem, z synem tylko pracujemy i utrzymujemy się oczywiście z tego, ale to tylko dlatego, że ja jestem już od lat specjalistą w tej branży i wiem jak ta branża funkcjonuje, w jaki sposób dotrzeć do klienta itd. Ale w tym całym moim biznesie bardziej liczą się inne, niepoliczalne wprost aspekty – przyznaje młynarz w rozmowie z Redakcją.

Mąka z płaskurki, samopszy i czarnego owsa. Klienci coraz częściej pytają o stare zboża

Gros oferty Młyna Dobra to produkty z bioupraw.

– Ale nie oznaczamy ich ekologicznym logo. Gwarantujemy to własną rzetelnością, własnym słowem, że to jest rzeczywiście produkt ekologiczny. Wie Pani, ekologia podnosi ceny, a w ogóle nie podnosi sprzedaży. Ludzie nie patrzą w tym kierunku, że coś jest oznaczone jako ekologiczne, to ja to kupię. Tu liczy się świadomość klienta. W mojej ocenie, eko nie jest wabikiem. Rzemiosło jest wabikiem. Rzetelność, takie pokazanie siebie, transparentność jest bardzo ważna. Do naszego młyna można przyjechać, oprowadzę, wycieczkę zrobimy. Pokażemy, kto jest naszym dostawcą, w jaki sposób produkujemy, jak składujemy mąkę, w jaki sposób ją pakujemy. Cały ten proces technologiczny można u nas po prostu zobaczyć. Do tego, u nas jest dostępna nie tylko mąka i płatki, ale również gotowy produkt w postaci makaronu z naszej mąki – mówi Ireneusz Grela.

Dodaje, że makaron jest produkowany przez zaprzyjaźnionego makaroniarza, ale według jego ścisłego zalecenia. - Nie ma w nim żadnych dodatków. Nie ma proszków jajecznych, nie ma jajek, nie ma nic. Jest tylko mąka z Młyna Dobra, woda, sól - prosty skład – podkreśla Ireneusz Grela.

Rolnicy wracają do pradawnych zbóż. „W tej chwili jest wręcz niedobór”

W rozmowie z Redakcją Ireneusz Grela przyznaje, że rolnicy coraz chętniej wracają do uprawy starych odmian zbóż. - Mam wielu przyjaciół rolników, którzy zauważyli, że może teraz lepiej uprawiać płaskurkę. Zbierze jej 4 czy 5 ton, ale nie potrzeba takich wielkich maszyn, takich wielkich nakładów. Zostają mu w kieszeni te same pieniądze, jak przy pszenicy konwencjonalnej, bo płaskurka jest droższym produktem na rynku – mówi młynarz.

Czyli rozumiem, że jest zbyt? – dopytujemy. - Jest. W tej chwili jest wręcz niedobór zbóż pradawnych na rynku. Zresztą w tym roku to jest spowodowane dodatkowo tym, że zboża nisko plonowały. Na szczęście ja mam w większości takie nieformalne ale przyjacielskie umowy, czyli jak dawniej bywało: uścisk ręki wystarczył, żeby powiedzieć, że ty mi zostawiasz 10 ton płaskurki i ona jest – mówi Ireneusz Grela.

Dodaje, że jest coraz większe zainteresowanie takimi właśnie pradawnymi zbożami, ze względu na to, że po prostu ludzie coraz częściej chorują i szukają naturalnej, prozdrowotnej żywności.

Z tej mąki chce robić chleb. Młynarz ma już kolejny pomysł

Jesteśmy na Warszawskim Święcie Chleba, ale chleba widzę Pan jeszcze nie piecze. Jest taki zamiar? – pytamy właściciela Młyna Dobra.

- Mam taki szalony pomysł, żeby w przyszłości otworzyć piekarnię. Nie możemy tego zrobić przy naszym młynie, bo to jest zabytkowy obiekt i chcę go utrzymać w tej konwencji, w której był zaprojektowany, jest i będzie mam nadzieję trwał. Zaznaczę, że cały środek młyna: maszyny i urządzenia oraz cała konstrukcja zostały wyprodukowane w przedwojennym Wrocławiu, czyli 100% takiego Breslau jest właśnie w moim młynie i to jest naprawdę wielka perełka. Posiadamy certyfikat Ministerstwa Sportu i Turystyki na ciekawe miejsce w Polsce i ciekawe miejsce na wsi, które można zwiedzać – mówi Ireneusz Grela.

Ale dodaje, że rozmawia już z jednym z piekarzy z Oleśnicy, o wypieku ciastek, które Młyn Dobra mógłby sprzedawać.

A który rodzaj mąki z Młyna Dobra najlepiej się sprzedaje? – pytamy. – Pszenna, pięćsetka. Mieszana. Jako młynarz i człowiek, który myśli o zdrowiu, wolałbym, żeby ludzie używali jednak ciemniejszych mąk. W domu z 750 robimy nawet biszkopty do ciasta. U nas pierogi są szare, bo właśnie z ciemniejszych mąk. Staram się także przekonywać swoich klientów do tego zdrowszego dla naszego układu trawiennego wyboru. Zgodnie z powiedzeniem, że jestem tym, co jem – mówi Ireneusz Grela.

Ludzie sami chcą piec chleb

- Ja w zasadzie, paradoksalnie, nie jem chleba – śmieje się Pan Ireneusz. – Walczę z cukrzycą. Jeśli już, to spożywam tylko chleb, który jest na naturalnym zakwasie, z mojej mąki – dodaje. Według jego obserwacji, ludzie jednak nadal jedzą dużo chleba. – I co ciekawe, większość odbiorców Młyna Dobra to są właśnie klienci indywidualni, którzy kupują mąkę na to, żeby samemu zrobić chleb w domu – przyznaje Ireneusz Grela.

- Ludzie chcą się tym pieczeniem chleba bawić. To im sprawia wielką przyjemność. Zauważamy, że w letnich miesiącach następuje spadek sprzedaży mąki. A od połowy września - rusza z kopyta. Powiem szczerze, że właśnie teraz nie jesteśmy w stanie dopakować tyle, ile mamy zamówień, a podkreślę, że wszystko robimy ręcznie, manufakturowo, bo nie mamy i nie będziemy mieć paczkarni, z uwagi na to, że taka maszyna oszpeciłaby nasz obiekt. W tygodniu przed przyjazdem do Warszawy na jarmark nie mogliśmy się porządnie spakować, bo codziennie przychodzili klienci i wykupywali wszystko, co zapakowaliśmy... – mówi szef Młyna Dobra.

Syn poszedł w ślady ojca. Dziś uczy się fachu w młynie

Syn poszedł w Pana ślady - skończył szkołę młynarską, czy nauczył się fachu przy Panu? – pytamy.

- Uczy się przy mnie. Jak przyszło do wyboru szkoły średniej, to już nie było szkół młynarskich. Ja sam też prowadzę kursy młynarskie dla osób, które tej właśnie wiedzy, z różnych względów poszukują.

Ireneusz Grela (na zdjęciu z synem), właściciel Młyna Dobra (gmina Dobroszyce w powiecie Oleśnickim na Dolnym Śląsku) był jednym z wystawców jesiennego Warszawskiego Święta Chleba, imprezy zorganizowanej już po raz 23., przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, którego działalność koncentruje się m.in. na dokumentowaniu i popularyzowaniu kultury oraz dziedzictwa polskiej wsi.

Agnieszka Kozłowska

Agnieszka Kozłowska
Autor Artykułu:Agnieszka Kozłowska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
08. październik 2026 17:02