StoryEditor

Nikt nie pilnuje sprzedaży, a pieniądze się zgadzają. Rolnicy postawili na zaufanie

Początkowo sprzedawał się jeden lub dwa worki dziennie. Dziś po jabłka i gruszki przyjeżdżają także mieszkańcy okolicznych miast. Sadownicy ze Skrzeszewa przekonali się, że w bezpośredniej sprzedaży nie zawsze potrzeba pracownika ani kosztownej maszyny. Czasem wystarczy prosty pomysł, a nawet pojedyncza kradzież nie musi przekreślać całego przedsięwzięcia.

12.10.2026., 12:00h

Kto podróżował za granicę, być może widział takie miejsca. Przy gospodarstwie stoi niewielki stolik, na nim owoce, obok kartka z ceną i pojemnik na pieniądze. Nie ma sprzedawcy ani nikogo, kto pilnowałby transakcji. Bierzesz, płacisz i jedziesz dalej. Proste rozwiązanie, które opiera się na jednym: zaufaniu do ludzi. Czy taki sposób sprzedaży może sprawdzić się również w Polsce? Sad Skrzeszewo pokazuje, że tak. Niedaleko drogi ekspresowej S6, w Skrzeszewie koło Koszalina, stanął duży, stary drewniany wóz z dobudowanym dachem. Dziś zamiast przewozić towary, służy do sprzedaży jabłek i gruszek. Do punktu można dojechać, zjeżdżając z drogi krajowej nr 11 w Słowienkowie. Pomysł jest prosty, a jego największą zaletą jest to, że nie wymaga obecności sprzedawcy.

Jabłkomat: klient sam wybiera owoce i reguluje należność

Przy drewnianym wozie przygotowano worki jabłek i gruszek. Za jeden trzeba zapłacić 30 zł. Nie ma tu tradycyjnej obsługi ani kasy. Kupujący sam zabiera owoce, a należność zostawia w skarbonce lub przekazuje BLIK-iem na telefon. Nikt nie kontroluje przebiegu transakcji ani nie sprawdza, czy każdy klient zapłacił za swój zakup. Taki sposób sprzedaży wymaga zaufania. Damian Andrzejewski, syn właściciela gospodarstwa, przyznaje, że na początku pojawiały się obawy o to, czy wszyscy będą uczciwi. Rzeczywiście, raz w ciągu nocy zniknęło kilka worków jabłek, za które nikt nie zapłacił. Był to jednak pojedynczy przypadek. Zdarza się również sytuacja odwrotna – w skarbonce znajduje się więcej pieniędzy, niż wynikałoby ze sprzedanej liczby worków. Gospodarze starają się ograniczyć ryzyko i opróżniają skarbonkę przed zmrokiem. Poza tym nie ingerują w zakupy. Klienci sami wybierają owoce i płacą, a sadownicy dają im swobodę, licząc na uczciwość.

Jabłkomat: najpierw jeden worek, później coraz większe zainteresowanie

Początki były spokojne. Jednego dnia sprzedawał się jeden worek, innego dwa lub trzy. Z czasem punkt zaczął zdobywać coraz większą popularność. Co cieszy gospodarzy, po owoce przyjeżdżają również mieszkańcy okolicznych miast. Nie kupują ich przypadkiem podczas przejazdu – część osób przyjeżdża specjalnie po to, by zaopatrzyć się bezpośrednio u lokalnego sadownika. Obecnie w ofercie są gruszki odmian Konferencja i Klapsa oraz jabłka Szampion i Bohemia. Wraz z postępem zbiorów mają pojawiać się kolejne odmiany. Damian Andrzejewski zachęca do odwiedzenia gospodarstwa i zakupu owoców bezpośrednio od sadowników. Nie trzeba umawiać się na konkretną godzinę ani szukać sprzedawcy. Wystarczy podjechać, wybrać worek i zapłacić.

Nie wszyscy szanują cudzą pracę

Choć historia samoobsługowej sprzedaży pokazuje przede wszystkim zaufanie do klientów, gospodarze spotykają się również z mniej przyjemnymi sytuacjami. Zdarza się, że niektóre osoby wchodzą do sadu od strony lasu i zrywają jabłka oraz gruszki bez pozwolenia. To zupełnie inna sytuacja niż zakup owoców przy wozie, gdzie zasady są jasne: bierzesz towar i zostawiasz pieniądze. Tym bardziej cieszy, że przy samym punkcie sprzedaży zdecydowana większość klientów zachowuje się uczciwie. Pojedynczy przypadek kradzieży nie przekreślił pomysłu, który na co dzień działa dzięki zaufaniu.

Zobacz także: Rzucił korporację i został rolnikiem. Stawia na sprzedaż bezpośrednią i bezobsługowe sklepy

Stary wóz zamiast nowoczesnego jabłkomatu

Sadownicy ze Skrzeszewa nie postawili na nowoczesną maszynę do sprzedaży owoców. Wybrali stary, drewniany wóz, który został odpowiednio przygotowany i zadaszony. Takie rozwiązanie ma swój charakter. Pasuje do gospodarstwa, nawiązuje do lokalności i tradycji, a przy okazji zwraca uwagę przejeżdżających. Wóz nie jest tylko miejscem, w którym można kupić jabłka i gruszki – sam staje się wizytówką gospodarstwa. Nowoczesne jabłkomaty również mogą być dobrym rozwiązaniem, ale nie każde gospodarstwo musi od razu inwestować w taką maszynę. W Skrzeszewie postawiono na prostotę. Przygotowane worki, informacja o cenie, skarbonka i możliwość płatności BLIK-iem wystarczają, by sprzedawać owoce bez stałej obecności sprzedawcy. To przykład, że bezpośrednia sprzedaż nie zawsze musi wiązać się z dużą inwestycją. Czasem wystarczy pomysł i wykorzystanie tego, co już jest w gospodarstwie.

Owoce przy drodze i wiara w uczciwość

Znaczenie ma także położenie punktu. Sad Skrzeszewo znajduje się kilka kilometrów na zachód od Koszalina. W okolicy jest morze, a w sezonie przez region przewija się wielu turystów. Bliskość miasta i ruch na lokalnych drogach mogą sprzyjać sprzedaży bezpośredniej. Jednak najciekawsze w tej historii nie jest samo miejsce ani nawet sposób przygotowania punktu. Przy drodze stoi stary drewniany wóz. Na nim leżą jabłka i gruszki, obok znajduje się skarbonka. Nie ma sprzedawcy, który pilnowałby każdej transakcji. Klient może zabrać owoce i zapłacić albo postąpić nieuczciwie. Gospodarze wiedzą, że nie wszyscy zawsze zachowają się właściwie. Mimo to nie rezygnują z pomysłu, bo codzienność przynosi im przede wszystkim pozytywne doświadczenia.

W Skrzeszewie jabłka kosztują 30 zł za worek. Ale w tej sprzedaży stawką jest coś więcej niż cena owoców – zaufanie, które, jak pokazuje przykład sadowników, wciąż może się opłacać.

Źródło: Sad24.pl

Angelika Drygas
Autor Artykułu:Angelika Drygas

Angelika Drygas – redaktorka specjalizująca się w tematyce społecznej, ze szczególnym uwzględnieniem spraw dotyczących obszarów wiejskich. W centrum jej zainteresowań znajdują się ludzie mieszkający na wsi – zwłaszcza sytuacja kobiet i dzieci oraz ich pozycja wobec prawa i instytucji państwowych.
W swoich tekstach porusza zagadnienia związane z ubezpieczeniami społecznymi, KRUS-em, prawem, ważnymi programami wsparcia i dofinansowaniami, a także działalnością kół gospodyń wiejskich i tematami ekologicznymi. Od czterech lat aktywnie działa w branży rolnej, analizując przepisy, projekty ustaw i rozporządzenia, ale również opierając się na rozmowach z bohaterami reportaży i pracy w terenie. Najczęściej publikuje na łamach topagrar.pl (Top Agrar) i tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy).
Poza pisaniem artykułów prowadzi podcasty – bo, jak sama podkreśla, nic nie zastąpi rozmowy z żywym człowiekiem i poznawania historii, które stoją za przepisami i liczbami.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
12. październik 2026 13:01