Mały kraj, wielkie mleczarstwo. 548 tys. krów produkuje tu 5,75 mld kg mleka rocznie, a eksport serów, masła i mleka w proszku przynosi branży 31,4 mld koron. Za tym sukcesem stoją jednak rosnące koszty i coraz większa presja regulacyjna.
Od 17 do 330 krów. Teraz rolnik szykuje kolejną dużą zmianę
Trelde we wschodniej części Jutlandii, w gminie Fredericia, to miejsce, w którym rolnictwo sąsiaduje z morzem i dużym miastem. Gospodarstwo Hansa Erika Dahla jest tu od pokoleń. Kiedy jego ojciec kupował farmę w 1974 r., było na niej zaledwie 17 krów mlecznych. Dziś stado liczy 330 zwierząt, a właściciel przygotowuje kolejną dużą zmianę.
– W 2006 r. wybudowaliśmy nową oborę, w której mamy ok. 230 krów, a reszta znajduje się w starszych budynkach. Jesienią chcemy zwiększyć stado do 400 – mówi Hans Erik Dahl.
Rozbudowa nie będzie jednak polegała wyłącznie na dostawieniu kolejnych stanowisk. Gospodarstwo przechodzi na dój robotem. Dotychczasowa hala udojowa zostanie przebudowana i wykorzystana jako dodatkowa powierzchnia dla krów. To sposób na jednoczesne zwiększenie skali produkcji i ograniczenie zapotrzebowania na pracowników.
330 krów daje 4,3 mln litrów mleka rocznie. Rolnik chce jeszcze więcej
Obecnie 330 krów daje gospodarstwu ok. 4,3 mln litrów mleka rocznie. Wydajność przekracza więc 13 tys. litrów od krowy.
– Przez wiele lat byliśmy w pierwszej dziesiątce gospodarstw w Danii pod względem produkcji. W ostatnich latach trochę spadliśmy, ale właśnie dlatego teraz przebudowujemy gospodarstwo – tłumaczy Dahl.
Zmiany dotyczą również organizacji stada. Świeżo wycielone krowy nie będą już od razu trafiały do dużej grupy.
– Kiedy świeża krowa wchodzi do obory, trafia razem ze wszystkimi pozostałymi krowami do jednej dużej grupy, właściwie do dwóch dużych grup. To jest dla niej trudne. Dlatego chcemy stworzyć osobny sektor dla krów po wycieleniu. Będzie tam ok. 40 zwierząt na głębokiej ściółce – wyjaśnia gospodarz.
Lepsze warunki mają dostać również krowy zasuszone. W ocenie Dahla połączenie zmian w organizacji stada z dojem robotem powinno przełożyć się na wyższą wydajność.
– Mam nadzieję, że razem z robotami podniesiemy produkcję mleka od krowy – przyznaje gospodarz.
Pracowników szuka na całym świecie. Dlaczego zmienia system doju?
Powód inwestycji w roboty jest jednak bardziej przyziemny niż sama chęć zwiększenia wydajności. Gospodarstwu coraz trudniej znaleźć pracowników.
– Mamy problemy z siłą roboczą. Rekrutujemy ludzi z całego świata, żeby utrzymać produkcję – mówi Dahl.
Na farmie pracuje sześć osób. Są wśród nich pracownicy z Rumunii, Mołdawii, Kirgistanu i Republiki Południowej Afryki. Jeden z pracowników z Indii niedawno odszedł.
– Musimy jeździć po całym świecie, żeby znaleźć ludzi, którzy chcą tutaj pracować. Duńczycy są przyzwyczajeni do lepszych warunków. Nie chcą pracować w weekendy ani na nocne zmiany. Mogą znaleźć inne, lepsze zajęcia – mówi.
Roboty udojowe mają ograniczyć zatrudnienie z 6 do 3 osób
– Chcemy zejść z liczbą pracowników do trzech. To jeden powód, dla którego inwestujemy w roboty. Drugi jest taki, że będziemy mogli mieć trochę więcej krów, a wtedy kalkulacja ekonomiczna wygląda lepiej – przyznaje rolnik.
Problem z dostępnością pracowników nie dotyczy zresztą wyłącznie jednej fermy.
– W Danii mamy ok. 500 tys. zagranicznych pracowników, którzy pomagają utrzymać funkcjonowanie całego społeczeństwa. Można więc powiedzieć, że nasz model nie jest zbyt zrównoważony. Nie każdy kraj może działać w ten sposób, że musi importować tak wielu pracowników – ocenia.
Jego zdaniem przyszłość jest jednoznaczna: coraz więcej rutynowych czynności będzie wykonywanych automatycznie.
– Jeśli możemy zautomatyzować część prac, to bardzo dobrze. Myślę, że w przyszłości pójdziemy w tym kierunku niemal ze wszystkim – ocenia Dahl.
400 krów i 5,5 mln litrów mleka rocznie. Taki jest plan gospodarstwa
Po uruchomieniu robotów produkcja może początkowo spaść, zanim system zostanie odpowiednio ustawiony i gospodarstwo przejdzie przez okres wdrożenia. Docelowo plan jest jednak ambitny.
– Moim celem jest zwiększenie jej z 4,3 mln do 5,5 mln litrów mleka przy 400 krowach – mówi Dahl, nie zakładając przy tym nieograniczonego powiększania stada.
– Mam nadzieję, że nie będę musiał dalej zwiększać liczby krów. Wolałbym współpracować z sąsiadami w zakresie gruntów. Możemy też wspólnie korzystać z maszyn – przyznaje.
330 ha ziemi i odchów jałówek poza gospodarstwem. Dlaczego tak organizuje produkcję?
Gospodarstwo dysponuje ok. 330 ha, wliczając grunty dzierżawione. Około 200 ha przeznaczane jest pod trawy i kukurydzę. Pozostałą powierzchnię zajmują m.in. rzepak, pszenica i jęczmień. Dahl podkreśla, że ograniczona powierzchnia gruntów ma znaczenie również w kontekście nowych wymagań środowiskowych.
– Nie mamy tutaj aż tak dużo ziemi. Dlatego dobrze, że nie musimy mieć wszystkich jałówek na miejscu – mówi rolnik.
Młode zwierzęta pozostają własnością gospodarstwa, ale trafiają do innego rolnika, który zajmuje się ich odchowem i rozrodem. Na gospodarstwo wracają ok. 21. miesiąca życia, mniej więcej trzy miesiące przed wycieleniem.
Nowe opłaty za emisję CO₂ i biogazownia. Rolnik liczy koszty
Duńskie gospodarstwa coraz mocniej odczuwają także politykę klimatyczną. Dahl jest współwłaścicielem biogazowni, która ma rozpocząć działalność w 2028 r.
– W Danii dostajemy limit dotyczący CO₂. W praktyce jest to opłata. Trzeba płacić 350 koron duńskich za tonę. Według wyliczeń dotyczących jego gospodarstwa emisja wynosi ok. 4000 ton CO₂ rocznie. To oznaczałoby koszt rzędu 1,3 mln koron rocznie. To za dużo. Dlatego musimy ograniczać emisję – przyznaje.
Jednym z rozwiązań jest wykorzystanie biogazowni. Do instalacji trafi m.in. zużyta słoma ze ściółki. Gospodarstwo korzysta również z dodatku paszowego ograniczającego emisję.
– Nie możemy po prostu stać w miejscu i niczego nie robić. Jeśli tak zrobimy, za kilka lat zostaniemy wyeliminowani z rynku – zauważa rolnik.
Zmiany dotyczą także pól. Od przyszłego roku gospodarstwo zamierza znacząco zwiększyć udział traw kosztem kukurydzy.
– Normalnie mieliśmy ok. 40 ha trawy i 140 ha kukurydzy. Od przyszłego roku potrzebujemy ok. 120 ha trawy i 80 ha kukurydzy. Mówi się, że kukurydza nie wykorzystuje tak dobrze składników mineralnych, które dostarczamy do gleby. Część z nich może być wymywana do morza. Zmiana struktury zasiewów oznacza jednak dodatkowe koszty. Trawa jest droższa w produkcji, a nasze plony będą również niższe, ponieważ możemy stosować mniej nawozów – wylicza Dahl.
Ile kosztuje produkcja litra mleka? Rolnik podaje swoje wyliczenia
Dla gospodarstwa kluczowa pozostaje cena mleka. Obecnie wynosi ok. 3,25 korony duńskiej za litr i – jak podkreśla rolnik – jest na poziomie pozwalającym zarabiać. Koszt produkcji szacuje na ok. 3 korony za litr.
– W tej chwili jesteśmy na plusie. Patrzymy też na prognozy, a te zakładają wyższe ceny mleka – mówi z zadowoleniem Dahl.
Największą pozycją kosztową pozostaje pasza.
– Oczywiście, największy koszt to żywienie krów. Potem wynagrodzenia, usługi związane z pracami polowymi i utrzymanie gospodarstwa. Konserwacja i naprawy również są bardzo dużym kosztem. Ale jest jedna rzecz, która ma zdecydowanie większe znaczenie dla wyniku ekonomicznego. Cena mleka. W stu procentach. Mleko odpowiada za ok. 80% naszych przychodów – mówi rolnik i dodaje, że gospodarstwo nie musi kupować podstawowej bazy paszowej, choć korzysta z pasz treściwych.
W Danii mieszanki są bardzo drogie. Dlatego produkuje paszę we własnym zakresie.
Krowy dojone trzy razy dziennie. Dlaczego rolnik rezygnuje z hali udojowej?
Praca na farmie zaczyna się wcześnie. Poranne obowiązki ruszają ok. godziny 5.00.
– Rano karmimy krowy i je doimy. Potem przygotowujemy paszę dla krów zasuszonych, karmimy cielęta. Około 8.00–8.30 kończymy poranne obowiązki – opisuje rolnik.
Krowy są dojone trzy razy dziennie – ok. 5.00, 13.00 i 21.00. Obecnie wykorzystywana jest hala udojowa 2 × 20 stanowisk.
– Jest szybka i nadal działa całkiem dobrze. Nie jest zużyta czy zniszczona. Ale chodzi o czas. Wszystko wokół nas zmienia się zbyt szybko. Wynagrodzenia rosną, więc musimy coś z tym zrobić. To właśnie czas pracy i rosnące koszty zatrudnienia są jednym z głównych argumentów za robotyzacją – mówi.
Dobrostan się zwraca
Dahl nie patrzy na inwestycje środowiskowe i dobrostan wyłącznie jak na obowiązek narzucony przez przepisy.
– W przypadku krów jest tak, że jeśli inwestujesz w dobrostan, to one ci się odwdzięczają – mówi. Jego zdaniem różnica między bydłem a trzodą chlewną jest pod tym względem wyraźna. Świnia bardzo dobrze potrafi się dostosować do warunków, które jej stworzysz. Jeśli środowisko nie jest idealne, nadal będzie rosła. U krów jest inaczej. Jeśli zapewnisz im złe warunki, produkcja może spaść nawet o połowę. Dlatego poprawa warunków dla świeżych i zasuszonych krów jest dla niego nie tylko kwestią dobrostanu, ale również elementem rachunku ekonomicznego – wyjaśnia.
Młodzi obawiają się przyszłości w gospodarstwie
Hans Erik Dahl jest ósmym pokoleniem gospodarującym w tym miejscu. Jego syn ma dopiero osiem lat, więc o sukcesji jeszcze za wcześnie mówić.
– Szkoły rolnicze są pełne. Widzę, że młodzi ludzie nadal chcą pracować w rolnictwie – opisuje i jednocześnie zauważa rosnącą niepewność wśród młodych gospodarzy. Znam młodego rolnika, który chce przejąć gospodarstwo tutaj, u sąsiada. Jest teraz trochę zdenerwowany, bo tak dużo się dzieje. Jest tyle nowych regulacji, że trudno mu przewidzieć, jaka będzie przyszłość. Jeśli ma wziąć kredyt na gospodarstwo, musi wiedzieć, co go czeka – mówi rolnik. Jego zdaniem dla starszych gospodarzy sytuacja może być nieco łatwiejsza.
– Starsi rolnicy są w grze od wielu lat i mają trochę więcej gotówki. Jednak część gospodarstw w Danii będzie musiała się zamknąć. Nowe ograniczenia są naprawdę surowe. W niektórych miejscach już wypychają ludzi z biznesu – opisuje sytuację Dahl.
Potrzebna jest wyższa cena mleka
Mimo wszystkich wyzwań nie widzi jeszcze powodu, by rezygnować z produkcji mleka. Problemem pozostaje jednak zależność od światowego rynku.
– Pracujemy przy światowych cenach mleka. Liczymy na to, że Arla, spółdzielnia, do której należę, będzie coraz lepsza w produkcji wyspecjalizowanych produktów, dzięki którym będziemy mogli otrzymywać cenę trochę wyższą od średniej. To właśnie ma pozwolić nam przetrwać – opisuje sytuację rolnik. Jego gospodarstwo otrzymuje zapłatę za mleko co dwa tygodnie. Dodatkowo udziałowcy Arli uczestniczą w podziale wypracowanego przez spółdzielnię zysku. Jedną trzecią zysku dostajemy we wrześniu, a dwie trzecie w marcu, po publikacji raportu rocznego. W ubiegłym roku było to ok. 2 eurocentów za litr – wylicza.
Rolnicy mają również indywidualne konta w Arli, na których odkładana jest część środków. Dostają te pieniądze, kiedy przestają być rolnikami. Dopóki aktywnie prowadzą gospodarstwo, te środki są inwestowane w firmę.
Dahl nie ma więc złudzeń, że duńska produkcja mleka będzie wyglądała za kilka lat tak samo, jak dziś. Więcej krów niekoniecznie oznacza dla niego lepszy biznes. Przyszłość widzi raczej w automatyzacji, współpracy między gospodarstwami i zwiększaniu wydajności z już posiadanych zasobów.
