Ta strona używa cookie w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki.

Zgadzam się

Your browser version is not supported. Download the latest browers, or use other.

Zamknij

r e k l a m a

Portal partner

To nie rolnicy chcą truć pszczoły ale... „zieloni” aktywiści

07.07.2018

Drukuj

To nie rolnicy chcą truć pszczoły ale... „zieloni” aktywiści

Artykuł dostępny

Fakt 1. Nikt nie zarzyna tzw. dojnej  krowy.
Żadna z gałęzi gospodarki nie czerpie tylu korzyści z pszczół co rolnicy. To nie pszczelarze, dla których miód i inne pożytki są źródłem bezpośredniego dochodu, są głównymi beneficjentami mrówczej roboty pszczół. To dla rolników pszczoły przy okazji pobierania nektaru i pyłku zapylają kwiaty, dzięki czemu roślina jest w stanie wytworzyć owoce i w konsekwencji dać plon. Owszem - większość roślin polowych rolnictwa towarowego wielkoobszarowego i tego rodzinnego to gatunki nie wymagające zapylenia przez owady. Ale myli się ten, kto myśli, że pszczoły zapylają tylko rośliny sadownicze czy niektóre warzywa. A rzepak, którego plony, jak oceniają eksperci, są o 15-20% większe kiedy jest zapylany przez pszczoły? Przecież 15% z 4 t/ha to 600 kg nasion, czyli przy obecnych cenach około 1000 zł! Zabić tzw. dojną krowę, która na każdym hektarze da dodatkowy tysiąc zdecyduje się tylko szaleniec. Czy w takim razie wszyscy plantatorzy rzepaku są szaleni? A rośliny bobowate (czyli kiedyś nazywane motylkowatymi)? One też w większości przypadków są zapylane przez owady (nie tylko przez pszczoły). Tych też żaden rozsądnie postępujący rolnik - biznesmen na swoich hektarach nie zabije, bo pszczoła jest specyficznym środkiem produkcji - narzędziem. Oskarżanie rolników o chęć trucia pszczół, to albo brak podstawowej wiedzy, albo działanie w złej intencji.
Fakt 2. Matematyka
Kilka obliczeń, prostych, ale wymagających podstawienia danych fachowych. Ta okropna zaprawa insektycydowa, ten ohydny neonikotynoid to substancja zawarta w zaprawach nasiennych do stosowania m.in. w rzepaku. Jedna z zapraw zawierała 280 g na każdy kilogram tiametoksamu. Zaprawa stosowana była w dawce 11,25 ml na każdy kilogram nasion. Czyli na każdy kilogram nasion podaje się 3,15 g substancji. Masa tysiąca nasion rzepaku (parametr który w rolnictwie ustala się przed siewem) wynosi od około 4 do 6 gram. Załóżmy że mamy nasiona o masie tysiąca nasion 5 g. Czyli jedno nasionko rzepaku waży 0,005 grama. Zakładając że na 1 kilogramie nasion jest 3,15 g substancji czynnej neonikotynoidowej, to na jednym nasionku, czyli na 0,005 grama, jest jej 0,00001575 grama. Ktoś zapyta czy możliwe jest tak precyzyjne pokrycie nasion. Odpowiadam tak - współczesna technika na to pozwala, to nie jest żadna sztuka. To codzienność. Ostatecznie te 0,00001575 grama rozchodzi się w czasie wzrostu rośliny po całym jej organizmie. Trwa to około 6–8 tygodni, aż w końcu wraz ze zwiększeniem masy rośliny substancja jest tak silnie rozrzedzona, ze nie jest w stanie do wykrycia współcześnie stosowanymi metodami analitycznymi. Mnożąc ilość zastosowanej substancji przez normę wysianych nasion, około 50 szt. na każdy metr kwadratowy otrzymujemy ilość zastosowanej substancji neonikotynowej 0,0007875 grama. Na 1 hektarze jest to 7,875 grama, czyli półtora łyżeczki do herbaty.

r e k l a m a



A jak to wygląda w sytuacji gdy nie ma zapraw nasiennych? Ostatnie lata, gdy zapraw nie było, pokazują, że aby utrzymać na plantacji szkodniki na poziomie względnie zadowalającym, choć odbiegającym od ideału trzeba wykonać od 3 do nawet 6 zabiegów opryskiwania jesienią. Po prostu zastosowane nalistnie środki działają za słabo, zbyt krótko, tylko na powierzchni, gdzie szkodnik przebywa bardzo krótko lub wcale. Dawki substancji aktywnych są podobne, by zwalczyć szkodniki, a czasem muszą być zwielokrotnione przez stosowanie różnych preparatów. Wraz z każdym następnym, często koniecznym zabiegiem, a nie robionym z chęci wydania pieniędzy dawka substancji rośnie.

Poza tym metoda opryskiwania jest mniej doskonała niż zaprawianie. W zależności od fazy rozwojowej rzepaku w miejsce przeznaczenia, czyli na rośliny, pada czasem nawet zaledwie 10% zastosowanej dawki cieczy ze środkiem owadobójczym. Pozostała ilość spada na glebę. Gdy w tym czasie rzepak jeszcze nie kwitnie i nie przywabia pszczół (o ile nie ma na nim mszyc), to na glebie pomiędzy roślinami rzepaku mogą występować kwitnące chwasty. A tam jeśli rolnik tego nie zauważy lub nie jest tego świadomy pszczoły lecą chętnie i mogą być zatrute. Tymczasem na rzepaku potraktowanym zaprawą nie ma ani mszyc wydzielających spadź, ani przez najbliższe 8-9 miesięcy kwiatów. Do czasu jego kwitnienia substancji w roślinie już nie ma.
Fakt 3. Gospodarka
Na pewno teraz w umysłach „zielonych” pojawia się opozycyjna teza – nie chrońcie rzepaku w ogóle. Owszem - można by prowadzić uprawę tzw. metodami ekologicznymi (dziwne sformułowanie, bo z ekologią, czyli nauką o funkcjonowaniu przyrody, takie uprawy nie maja wiele wspólnego, jak już to z sozologią albo lepsze byłoby nazewnictwo stosowane na zachodzie - „organic” lub „bio”). Jednakże metody te, choć są bardzo ciekawe, to jednak są też mało wydajne. Rzepak w takiej uprawie daje średnio 800-1500 kg z hektara. Wymaga nakładów pracy i... energii (a nadmierne zużywanie energii jest dalekie od działania prośrodowiskowego). Czy jesteśmy w stanie być wystarczalni żywnościowo jako kraj bez konwencjonalnego rolnictwa? Na pewno nie. Dopiero od kilkunastu lat można powiedzieć ze Polska jest samowystarczalna. Dopiero od zintensyfikowania produkcji roślinnej i zwierzęcej. A ta intensyfikacja bez wyrafinowanych środków do produkcji, w tym środków ochrony roślin, nie jest możliwa. Pewnie wielu marzy się powrót do epoki króla Ćwieczka, ale czy wówczas pszczoły będą miały się lepiej? Chyba nie! Świadczy o tym statystyka.
Fakt 4. Statystyka
Pszczoły giną na świecie. To fakt! Dotyczy to jednak głównie USA, to też fakt, niestety przemilczany w dyskusji o neonikotynoidach. Czy obecny problem z masowym wymieraniem pszczół jest czymś nowym? Nie sposób tego stwierdzić. W dziejach życia na Ziemi przypadki masowego wymierania gatunków zdarzały się i pewnie będą jeszcze miały miejsce. Niektóre z gatunków przetrwały i umocniły się, inne wyginęły. Wśród jeszcze innych wyselekcjonowały się nowe grupy przekształcając się z czasem nowe gatunki. Tymczasem w Polsce, jak pokazuje statystyka pszczół przybywa. I ma to miejsce nie od trzech lat, kiedy zakazano neonikotynoidów, ale zaczęło się wcześniej. Czy to przypadek, że początek wzrostu liczby rodzin pszczelich zbiegł się z  intensyfikacją rolnictwa w Polsce? Pytanie bez jasnej odpowiedzi, ale wniosek nasuwa się sam.
Fakt 5. Czarne owce
Opinia o rolnikach jako trucicielach pszczół nie jest bez przyczyny. Zdarzają się czarne owce w stadzie - rolnicy, którzy albo bezmyślnie, albo bez refleksji, ale świadomie zastosowali środki i wytruli pszczoły. Niestety co roku są takie niechlubne przypadki. Jednak czy z powodu pijanych kierowców na drogach zakazano sprzedaży alkoholu? Na razie nie. Dlaczego? Kolejne pytanie, na które każdy sam znajdzie odpowiedź.

Z drugiej strony w rozmowach z pszczelarzami, których dotknął problem wytrucia pszczół środkami ochrony roślin, okazuje się, że sprawcami złapanymi na gorącym uczynku lub nawet domniemanymi nie byli profesjonalni rolnicy, dla których produkcja polowa jest źródłem dochodu. Często są to działkowcy - hobbyści oraz drobni rolnicy - dwuzawodowcy opryskujący w wolnej od pracy zawodowej chwili, często w niedozwolonych terminach. Rolnik profesjonalista świadomy jest znaczenia pszczół i chroni je za wszelką cenę. Wiedzą o tym doskonale różnie profesjonalni pszczelarze, którzy świetnie współpracują z tymi rolnikami.

  tcz

Polecane dla Ciebie:

article icon

Rolniczy handel detaliczny – Sejm uchwalił ułatwienia

Czytaj

r e k l a m a

Komentarze (?)

r e k l a m a

więcej artykułów z tej kategorii