Tymczasem warunki na rynku mleka mogą zmienić się znacznie szybciej. – Pięć lat to dla rolnika właściwie nic – mówił podczas 23. Międzynarodowego Forum Mleczarskiego w Białymstoku Friedrich Diesselhorst z Niemieckiego Związku Przemysłu Mleczarskiego (MIV).
Jego zdaniem bez długoterminowej stabilności trudno będzie zatrzymać niekorzystne zmiany zachodzące w europejskim mleczarstwie.
Stracili 49% gospodarstw, ale dziś nadają ton
Niemiecki sektor mleczarski od lat przechodzi głębokie zmiany strukturalne. Liczba gospodarstw systematycznie spada, rośnie natomiast średnia wielkość stad i wydajność krów. – Przez ostatnie 15 lat straciliśmy 49% naszych gospodarstw. Straciliśmy również 14% krów. W efekcie średnia wielkość stad wzrosła – mówił Friedrich Diesselhorst, starszy doradca ds. relacji z producentami, logistyki i polityki handlowej w Niemieckim Związku Przemysłu Mleczarskiego.
Mimo mniejszej liczby gospodarstw i krów Niemcom udało się utrzymać, a nawet zwiększać produkcję mleka. Zdaniem eksperta kluczowe jest jednak zatrzymanie spadkowego trendu i stworzenie producentom warunków do długofalowego planowania.
5 lat to dla rolnika właściwie nic
W gospodarstwie mlecznym inwestycje planuje się na wiele lat. Budowa obory, zakup stada, modernizacja systemu udojowego czy wprowadzanie nowych technologii wymagają dużych nakładów i czasu na ich zwrot.
– Jeśli spojrzymy na gospodarstwo, pięć lat to właściwie nic, ponieważ rolnicy muszą planować z myślą o kolejnych pokoleniach. Muszą również mieć możliwość odzyskania pieniędzy zainwestowanych w gospodarstwo – podkreślał Diesselhorst.
W jego ocenie ważnym elementem stabilności są relacje pomiędzy rolnikami a mleczarniami. W Niemczech funkcjonują długoterminowe kontrakty, często zawierane na pięć lat lub dłużej, a w niektórych przypadkach nawet na 12 lat. – Jeśli mamy długoterminowe umowy i długoterminowe kontrakty, daje nam to przestrzeń do planowania i inwestowania – mówił. Umowy obejmują również zobowiązanie do odbioru całej ilości mleka objętej kontraktem.
6% więcej mleka. Gdzie zagospodarować dodatkowy surowiec?
Niemiecki sektor stoi dziś przed paradoksem: liczba gospodarstw spada, ale dzięki rosnącej wydajności produkcja mleka może rosnąć. Diesselhorst wskazał, że w tym roku produkcja była o 6% wyższa niż rok wcześniej. Zwiększyła się również zawartość białka i tłuszczu, co oznacza jeszcze większą ilość składników do zagospodarowania przez przemysł.
Ekspert zobrazował skalę zjawiska, odnosząc ją do sali, w której odbywało się forum. Ma ona 622 m kw. powierzchni, a przy wysokości ośmiu metrów ilość dodatkowego mleka z jednego dnia odpowiadałaby – według jego wyliczenia – objętości całej sali. – Do końca konferencji mielibyśmy dwie takie sale, wraz z galerią, wypełnione dodatkowym mlekiem, które trzeba przetworzyć – mówił.
Jednocześnie przemysł nie może w nieskończoność zwiększać mocy przetwórczych. – Musimy realistycznie podchodzić do rozbudowy mocy produkcyjnych – zaznaczył.
Nie wystarczy produkować taniej. Liczy się wartość dodana
Większa produkcja musi znaleźć odbiorców, dlatego ogromne znaczenie ma eksport. Jak mówił Diesselhorst, 50% mleka zebranego i przetworzonego w Niemczech trafia na eksport, przy czym około trzy czwarte sprzedaży kierowane jest do innych państw europejskich, a jedna czwarta na rynek światowy.
Niemcy nie chcą jednak konkurować wyłącznie ceną. – Nie możemy konkurować tylko kosztami. Musimy się dywersyfikować i być gotowi spełniać szczególne wymagania oraz potrzeby rynku światowego – podkreślał. Jednym z przykładów jest produkcja sera, do której trafia około połowa niemieckiego mleka.
Znaczenia nabierają także produkty białkowe, w tym te pozyskiwane z serwatki. – Rynek białka będzie rósł i będzie rósł jeszcze bardziej ze względu na zmiany demograficzne – mówił ekspert. Rosnące zapotrzebowanie na białko, m.in. w związku ze starzeniem się społeczeństw, może być więc dla mleczarstwa szansą na rozwój produktów o wyższej wartości.
Pryszczyca pokazała, jak szybko można stracić rynek
Na sytuację sektora wpływają nie tylko ekonomia i popyt, ale również bezpieczeństwo zdrowotne zwierząt. Diesselhorst przypomniał przypadek pryszczycy w Niemczech, która została wykryta w stadzie 14 bawołów wodnych utrzymywanych przez hodowcę hobbystycznego.
– Zakażenie w stadzie zaledwie 14 bawołów wodnych zatrzymało na kilka dni cały handel produktami mlecznymi – powiedział. Niemcy stosunkowo szybko wznowiły handel z innymi państwami UE, ale znacznie większym wyzwaniem było przywrócenie eksportu na rynki państw trzecich. Dlatego – zdaniem eksperta – równie ważne jak otwieranie nowych rynków jest ich utrzymanie.
Przykładem konieczności dostosowania się do wymagań odbiorców jest Indonezja. Rosnący rynek oznacza możliwości dla eksporterów, ale jednocześnie wymaga spełnienia określonych wymagań, m.in. dotyczących produktów halal. – Jeśli chcemy eksportować nasze produkty do Indonezji, musimy spełnić określone wymagania – wskazał.
Europa musi myśleć o mleczarstwie jak o jednym rynku
Otwieranie i utrzymywanie rynków eksportowych wymaga współpracy przemysłu, polityków i instytucji międzynarodowych. Diesselhorst wskazał m.in. na Światową Organizację Handlu, Światową Organizację Zdrowia Zwierząt oraz Unię Europejską.
Jego zdaniem Europa powinna w większym stopniu wykorzystywać siłę wspólnego rynku. – Musimy lepiej wykorzystywać naszą siłę jako Unia Europejska, jeśli chodzi o otwieranie rynków – przekonywał.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że problem jednego kraju może szybko stać się problemem całej UE – Musimy myśleć o naszym rynku jako o rynku unijnym. Jeśli jakiś kraj nie może sprzedawać ani eksportować swoich produktów na inne rynki, pozostają one na rynku unijnym – zauważył ekspert.
Krzysztof Zacharuk
