Jak co roku Międzynarodowy Dzień Kobiet Wiejskich przypada na 15 października. Nie kto inny jak Zgromadzenie Ogólne ONZ wyszło z tą propozycją obchodów prawie 20 lat temu i tym sposobem w 2008 roku świętowano ten dzień po raz pierwszy na całym świecie. Celem było podkreślenie kluczowej roli kobiet w rozwoju obszarów wiejskich, zaspokajaniu potrzeb żywnościowych oraz ich walki z ubóstwem na świecie.
GUS podaje, że na 100 mężczyzn na wsi przypada 101 kobieta a ponad 30% osób pracujących w polskim rolnictwie to kobiety. Statystyki podają również, że kobiety angażują się nie tylko w życie rodzinne i w gospodarstwie, ale również z społeczne. Świadczy o tym jeszcze liczba 19 000 – to ilość Kół Gospodyń Wiejskich, które znane są z aktywności i kreatywności mieszkanek polskich wsi.
Od dziecka najbardziej lubiła jazdę ciągnikiem i pracę przy zwierzętach
Anna Kalata urodziła się, wychowała z czwórką rodzeństwa i mieszka do dzisiaj w Olesznej Podgórskiej koło dolnośląskiego Lubomierza, który znany jest z Festiwali Filmowych „Sami Swoi”. Od małej dziewczynki kochała gospodarstwo, w którym się wychowała. Kupili je jej rodzice Józefina i Józef w 1966 roku i od samego początku były tutaj krowy, koń, owce i kury. Anna uwielbiała zajmować się zwierzętami i jeździć z tatą starym ciągnikiem na pole. Pomagać w domu nie lubiła. Nie znosiła sprzątać ani zmywać naczyń, ale za to kochała przebywać na podwórzu, w oborze i w owczarni. -Nie umiałam w domu nic zrobić, bo nie lubiłam ani sprzątać, ani gotować. Nie cierpiałam tego robić. Ja chciałam tylko jeździć z tatą na ciągniku, czyścić stajnię i oborę, pomagać przy sianie. To było dla mnie najważniejsze! – wspomina Anna Kalata.
Jako kilkunastoletnia dziewczynka woziła autobusem ser, śmietanę i masło na targ do Gryfowa Śląskiego, bo tam właśnie uczęszczała do szkoły średniej. Nabiał robiła jej babcia, potem mama a teraz również ona. Skończyła szkołę krawiecką, potem wyszła za mąż, przejęła gospodarstwo i zrobiła kurs rolniczy. Obecnie ma 53 lata, męża Wojciecha (54), syna Krzysztofa (31), córkę Edytę (30), Zosię (19) i dwoje wnucząt.
Od rana krowy, potem targ. Tak wygląda jej zwykły dzień
Każdy dzień zaczyna się ok. godz. 6.00. Po wypiciu kawy ok. godz. 6.30, pani Ania bierze bańkę i idzie doić 5 ze swoich 15 krów, które są mieszanką mleczno-mięsną i dają ponad 20 litrów mleka dziennie. Potem wypuszcza zwierzęta na pastwisko, sprząta obornik, ścieli słomę, zbiera jajka i jedzie przed godz. 8.00 na targ. W zależności od dnia tygodnia sprzedaje nabiał na straganie w Gryfowie, Mirsku lub Lubomierzu. Oferuje tam mleko w cenie 6 zł./l, śmietanę 28zł/l i jajka 1,50/ szt. Które z tych miast lubi najbardziej? -Lubię Mirsk, bo tam ludzie mają czas. Nie spieszą się, pogadają… ale lubię też Lubomierz, bo tutaj jest wesoło i blisko domu - tłumaczy rolniczka.
Z Gryfowa i Lubomierza wraca o 10.00 a z Mirska o 12.00 i spędza krowy do obory, aby sobie odpoczęły a sama bierze się za gotowanie obiadu… choć nadal nie lubi gotować. A śniadanie je o 6.00? – Śniadanie o 6.00? A po co? Śniadanie się je na targu. Tam chłopaki są fajne a zwłaszcza pan Dominik. Idą do sklepu, kupują bułkę, kiełbasę i jakieś picie i wołają: „Aniu to dla ciebie, bo jesteś tu z nami!” – opowiada ze śmiechem pani Anna.
Po obiedzie ok. 14.00 biegnie do krów na drugie dojenie. Potem ma chwilę, aby wypić z mamą (która mieszka z rodziną pod jednym dachem) herbatę lub kawę, zająć się wnukami, spotkać z sąsiadką np. panią Ludwiką, czy po prostu odsapnąć na ławeczce przed domem.
Po 16.00 nadchodzi pora ponownego wypędzenia krów na pastwisko, sprzątania obory, doglądnięcia ok. 200 kur, pozbierania jajek i ogarnięcia podwórka. O 19.00 sprowadza krowy i doi je trzeci i ostatni raz.
Ma mało czasu dla siebie, ale gospodarstwo daje jej dużo satysfakcji
Czy ma czas dla siebie lub na spotkanie z koleżankami? – Raczej nie… No mogę urwać się na godzinkę… Chyba, że jakiś pogrzeb jest, to już musowo… - przyznaje Anna Kalata, która pomimo braku czasu dla siebie, jest osobą bardzo pogodną i zadowoloną. -To przez cieszenie się drobnymi sprawami. Lubię, gdy ktoś przyjedzie, pochwali obiad, opowie co u niego słychać… Lubię krzątać się po gospodarstwie, widzieć jak rodzi się nowe życie, cieszyć się, że nic nie choruje. Ale umiem się też wkurzyć… a wtedy idę rąbać drewno – przyznaje ze śmiechem rolniczka.
Anna Kalata cieszy się swoją decyzyjnością i niezależnością. Co wymyśli – to zrealizuje. Takim przykładem jest zakup wylęgarni. Właśnie wylęgło się ponad 50 kurczaków, które przeznaczone są na dalszy chów – sprzedaż jajek jest obok nabiału tym, co przynosi gospodarstwu wymierny dochód.
Czy ma jakieś marzenie? Następuje długie milczenie, po którym pani Ania przyznaje skromnie: -To by była trudna sprawa… Żeby nadal zdrowie dopisywało, żeby się nic nie psuło.
Życzenia dla innych rolniczek
Czy kobiety na wsi mają dobre życie? Anna Kalata zastanawia się a po chwili przyznaje, że kobiety na wsi mają trochę mało czasu dla siebie (sama jest takim przykładem), ale dobrze byłoby go mieć trochę więcej.
„Energii, nie poddawać się i dążyć do celu
Anna Kalata: – Energii. Nie poddawać się i dążyć do celu. Tego, żeby miały tę chęć do pracy, ten zapał i aby się nie dały. Żeby były silne…
Wojciech Kalata – mąż pani Anny: -Wytrwałości w tym zawodzie, bo to jest ciężki zawód. Trzeba się narobić a efektów jest z tego mało.
Ludwika Stefan – sąsiadka:- Żeby im zdrowie służyło, bo to jest najważniejszy punkt w życiu. Jak będzie zdrowie, to wszystko dadzą radę.
