Krowy mleczne od czterech pokoleń
Rodzina Czerniak gospodaruje w wielkopolskiej Kuźnicy Czarnkowskiej. Małgorzata i Jan Czerniak otrzymali od rodziców pani Małgorzaty gospodarstwo o powierzchni 35 hektarów i stado liczące 30 sztuk bydła.
Przez lata powiększyli gospodarstwo, podwajając liczbę hektarów i krów. W 2017 roku przekazali je synowi Marcinowi oraz jego żonie Renacie. Marcin miał rodzeństwo, ale to właśnie on od najmłodszych lat najbardziej interesował się rolnictwem. Jako młody człowiek pracował za granicą, a zarobione pieniądze przeznaczył na zakup ponad 30 hektarów ziemi.
Dziś Renata i Marcin Czerniak gospodarują na ponad 100 hektarach i utrzymują 300 sztuk bydła. W pracę angażują się także ich trzy córki: 21-letnia Martyna, 18-letnia Agata i 13-letnia Zosia.
Martyna studiuje zootechnikę, Agata kończy technikum rolnicze, a najmłodsza Zosia również chętnie pomaga w gospodarstwie, choć dopiero zastanawia się nad wyborem szkoły średniej.
„Do rolnictwa trzeba się nadawać”
Renata Czerniak od początku wspierała męża w pracy przy gospodarstwie.
- Już jak tylko się poznaliśmy, pomagałam Marcinowi. Rano wstawałam przed pracą i szłam do krów. Czy były wykopki, czy siano w kostkach, zawsze pomagałam, kiedy tylko mogłam - wspomina.
Jej teść Jan dodaje, że pomoc synowej była szczególnie ważna w trudniejszych momentach.
- Kiedy żona złamała nogę, synowa chodziła ze mną doić krowy - mówi.
Córki od dzieciństwa poznawały codzienną pracę przy zwierzętach. Agata wspomina, że przed budową nowej obory razem z Martyną pomagały przy ręcznym usuwaniu obornika.
- Tata budził nas rano. Zanim mama z dziadkiem weszli doić, my z Martyną wyrzucałyśmy obornik od krów - opowiada.
Martyna podkreśla, że rodzice nie zmuszali córek do pracy, lecz uczyli je odpowiedzialności i pokazywali sens gospodarstwa.
- Tata musiał nas wszystkiego nauczyć, żebyśmy polubiły to, co robimy, i żeby sprawiało nam to przyjemność. Chodziło też o to, abyśmy widziały sens w tej pracy - mówi.
Córki pomagają nie tylko przy krowach
Agata przyznaje, że na początku nie dostawały za pomoc kieszonkowego, ale praca w gospodarstwie była dla nich naturalną częścią codzienności.
- Zawsze przychodziłyśmy pomagać. Nigdy nie było tak, że siedziałyśmy w domu. Od małego ciągnęło nas tutaj - mówi.
Dziś Agata potrafi samodzielnie obsługiwać maszyny. Podpina agregat, talerzówkę, aerator czy wał łąkowy i wykonuje potrzebne zabiegi agrotechniczne. Gdy Marcin Czerniak pracuje w polu z ojcem i pracownikiem, dziewczyny przejmują część obowiązków w gospodarstwie.
- Kiedy chłopaki wyjeżdżają w pole, dziewczyny ogarniają wszystko same. To naprawdę duża pomoc - podkreśla gospodarz.
130 krów mlecznych i dwa roboty udojowe
Sercem gospodarstwa jest stado liczące 130 krów mlecznych oraz około 170 jałówek i młodzieży. Pasza dla zwierząt pochodzi głównie z własnych pól. Na 25 hektarach rodzina uprawia zboża, na kolejnych 25 hektarach kukurydzę, a z 50 hektarów użytków zielonych przygotowuje sianokiszonkę i siano.
W gospodarstwie nie ma własnej mieszalni pasz. Mieszanka jest przygotowywana przez mobilną mieszalnię, a jej skład ustalany jest wspólnie z żywieniowcem.
Krowy przed wycieleniem trafiają na porodówkę, gdzie dostają dawkę dostosowaną do zbliżającego się porodu. Po wycieleniu przez około tydzień pozostają pod opieką Renaty i Jana Czerniaków. Są wtedy dojone, a mleko trafia do cieląt.
Później krowy przechodzą do obory wolnostanowiskowej wyposażonej w dwa roboty udojowe.
- Tutaj nikt nie przychodzi ich doić. Roboty pracują przez całą dobę, a krowy same przemieszczają się od stołu paszowego do bramki selekcyjnej - wyjaśnia Marcin Czerniak.
Bramka odczytuje numer zwierzęcia i sprawdza, czy od ostatniego doju minęło wystarczająco dużo czasu. Jeśli krowa może być dojona, trafia do poczekalni przy robocie.
- To trochę jak w markecie. Krowa może wejść, ale nie może wyjść bez „zapłacenia” przy kasie, czyli bez oddania mleka - żartuje gospodarz.
Nowa obora miała odciążyć rodzinę
Roboty udojowe pracują w gospodarstwie od pięciu lat. Wcześniej krowy utrzymywane były w starych budynkach po rodzicach.
- Wiedziałem, że w tych starych budynkach fizycznie się wykończymy. Podjęliśmy decyzję o budowie nowej obory, która miała pomóc nam w pracy i pozwolić spłacać kredyt - mówi Marcin Czerniak.
Jak dodaje z uśmiechem, inwestycja okazała się opłacalna.
- Miało być na raty i przysłowiowy chleb. Czasem zostanie też na chipsy, więc warto było podjąć tę decyzję - śmieje się.
Inseminacja krów we własnym zakresie
Każdy członek rodziny ma w gospodarstwie własne obowiązki. Renata Czerniak zajmuje się cielętami, przygotowuje legowiska i razem z teściem odpowiada za część pracy przy udoju. Marcin odpowiada za żywienie stada, analizę danych z systemu oraz zdrowotność i rozród krów.
Kilka lat temu ukończył kurs inseminatora organizowany przez Wielkopolskie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt.
- Rano albo wieczorem widzę, które krowy są do inseminacji. Zabieram je na izolatkę i wykonuję zabieg sam. Zajmuje mi to 10 -15 minut i pozwala oszczędzić pieniądze - wyjaśnia.
Krowy kryte są głównie nasieniem HF. W przypadku starszych sztuk lub problemów z zacieleniem gospodarstwo wykorzystuje nasienie rasy Angus.
Wydajność rośnie, ale parametry mleka pozostają wyzwaniem
Krowy pozostają w stadzie zazwyczaj przez trzy lub cztery laktacje. Jeśli pojawiają się problemy zdrowotne albo spada wydajność, zwierzęta są sprzedawane. Duża liczba urodzeń pozwala rodzinie regularnie wprowadzać do stada własne jałówki.
Mleko z gospodarstwa spełnia wymagania klasy ekstra. Marcin Czerniak podkreśla, że współpraca z żywieniowcem przełożyła się na wzrost wydajności.
- Od kiedy zaczęliśmy poważnie pracować nad żywieniem, wydajność rośnie z roku na rok. Dziś średnio przekracza 15 tys. kg mleka od sztuki - mówi.
Hodowca przyznaje jednak, że wysoka wydajność nie zawsze idzie w parze z oczekiwanymi parametrami tłuszczu i białka.
- Somatyka i mikrobiologia pozostają w klasie ekstra. Przy wysokiej wydajności trudniej jednak osiągnąć wyższy poziom tłuszczu i białka. Nadal nad tym pracujemy - zaznacza.
Czy hodowla krów mlecznych nadal się opłaca?
Marcin Czerniak uważa, że produkcja mleka może być opłacalna, choć obecny rok jest trudniejszy z powodu niższej ceny mleka oraz wysokich kosztów paliwa, energii i środków do produkcji.
Mleko trafia do pobliskiego zakładu Mlekovity. Wcześniej gospodarstwo współpracowało z OSM Czarnków.
- Były lata lepsze i gorsze. Dziś sprzedajemy mleko po około 1,70 zł za litr. Trzy lub cztery lata temu w Czarnkowie płacono 2,60 zł, a w innych mleczarniach nawet 3,20 zł. Jesteśmy jednak nauczeni skromnego życia i jakoś udaje się wszystko pospinać - mówi hodowca.
Siłą gospodarstwa jest rodzina
Czerniakowie podkreślają, że największą wartością gospodarstwa są rodzinne relacje i gotowość do wzajemnej pomocy. W codziennej pracy uczestniczą trzy pokolenia, a kolejne już zdobywa wykształcenie związane z rolnictwem i hodowlą zwierząt.
Nawet podczas wizyty w gospodarstwie było widać, że pomoc rodzinna nie kończy się na pracy przy krowach. Pod opieką bliskich został trzymiesięczny Fryderyk, syn bratanicy Marcina Czerniaka, która musiała załatwić pilne sprawy w Czarnkowie. Najbardziej z wizyty malucha cieszyła się Zosia.
– Za Fryderykiem wskoczyłaby w ogień – śmieje się rodzina.
Tekst i zdjęcia: Anna Malinowski
Realizacja video i montaż: Michał Heluszka
