Korzystna cena skupu soi nie oznacza, że koszty uprawy można przestać liczyć. Mariusz Wojtyna z SPS radzi przyjrzeć się całemu rachunkowi: od przygotowania pola i zakupu nasion po nawożenie, ochronę i zbiór. Część wydatków da się ograniczyć, ale nie każda oszczędność jest równie bezpieczna.
Dlaczego stanowiska pod soję nie warto wybierać w ostatniej chwili?
Przede wszystkim soja potrzebuje pola w dobrej kulturze, najlepiej z niewielkim bankiem nasion chwastów. To szczególnie ważne dla rolników, którzy dopiero zaczynają jej uprawę. Częstym błędem jest przeznaczanie pod soję pola, na którym nie wiadomo, co innego zasiać.
– Wybór stanowiska warto zaplanować rok wcześniej lub jeszcze przed tym terminem. Zachwaszczone pole może zwiększyć nakłady na ochronę, a przy pierwszej próbie uprawy przesądzić o niepowodzeniu – zaznacza Wojtyna.
Czy uprawa bezorkowa obniży koszty?
Jednym z miejsc, w których ekspert widzi możliwość oszczędności, jest przygotowanie pola. Soja może być uprawiana bezorkowo, co pozwala ograniczyć liczbę zabiegów. Dzięki silnemu systemowi korzeniowemu soja dobrze sprawdza się w uprawie bezorkowej.
– Mniej przejazdów oznacza mniejsze nakłady na przygotowanie stanowiska. System uprawy trzeba jednak dobrać do warunków pola, a nie traktować jako rozwiązanie dla każdego gospodarstwa – radzi plantator soi.
Kiedy można uniknąć dodatkowego zabiegu na chwasty?
Na polu o mniejszej presji chwastów rośnie szansa, że ochrona doglebowa wystarczy i nie będzie potrzebny późniejszy zabieg nalistny. To kolejny argument za starannym wyborem stanowiska. Nie chodzi o rezygnację z ochrony, lecz o stworzenie warunków, w których dodatkowy zabieg może okazać się zbędny.
Według Mariusza Wojtyny do wytworzenia 1 t/ha plonu soja potrzebuje około 80 kg/ha azotu. Przy plonie 3 t/ha daje to zapotrzebowanie rzędu 240 kg azotu na hektar. Nie należy jednak odczytywać tej liczby jako dawki nawozu azotowego.
– Szczepimy nasiona, bo chcemy stworzyć na korzeniach roślin "fabrykę azotu", opartą na pracy bakterii brodawkowych – tłumaczy Wojtyna. W praktyce oznacza to potrzebę zadbania o skuteczne działanie bakterii brodawkowych, a nawożenie pozostałymi składnikami oparcia na wynikach badań gleby. Ekspert wskazuje przede wszystkim na fosfor i potas.
Dlaczego ekspert zaleca ostrożność z chlorkami?
Rolnik radzi wybierać nawozy o małej lub zerowej zawartości chlorków, mając na uwadze warunki działania bakterii brodawkowych. Przestrzega też przed założeniem, że chlorki zastosowane jesienią na pewno przemieszczą się przed siewem soi poza istotną dla niej strefę gleby.
– Skuteczność takiego rozwiązania zależy między innymi od opadów, przepuszczalności gleby i systemu uprawy – podkreśla ekspert. To ważne również na polach, na których soja była już uprawiana. Według obserwacji Wojtyny pozostające tam bakterie nadal mogą mieć znaczenie dla wiązania azotu i plonowania.
Czy własne nasiona to dobra oszczędność?
– Kwalifikowany materiał siewny kosztuje sporo, nawet ponad tysiąc złotych na hektar, ale jego parametry są znane. Informacja o jakości i zdolności kiełkowania pomaga ustalić normę wysiewu. Przy nasionach z niepewnego źródła trudniej ocenić odmianę, zdrowotność i przydatność materiału do warunków gospodarstwa. Moim zdaniem nie jest to właściwe miejsce na cięcie kosztów – mówi Wojtyna o zastępowaniu kwalifikowanego materiału własnymi nasionami.
Ekspert przypomina również, że ponowny wysiew może wiązać się z opłatami licencyjnymi. Przed podjęciem decyzji trzeba sprawdzić zasady dotyczące konkretnej odmiany. Koszt zakupu nasion warto natomiast zestawić z ich jakością, planowanym plonem i wsparciem dostępnym w danym roku.
Najprostsza zasada? Szukać oszczędności tam, gdzie można ograniczyć zbędne zabiegi lub lepiej dopasować nakłady do pola. Nie tam, gdzie tańszy wybór zwiększa ryzyko słabych wschodów albo utraty plonu.
tcz
