O perspektywach uprawy soi w Europie Środkowej i o tym czy gatunek ten może stać się trwałym i opłacalnym źródłem białka mówił nasz prelegent z Austrii – Wolfgang Kastenhuber, niezależny doradca agrotechniczny.
– W tym roku w Polsce przekroczyliście pod względem powierzchni areał uprawy soi w Austrii. Jednak dla nas soja jest to czwarta uprawa pod względem znaczenia po kukurydzy, pszenicy ozimej i jęczmieniu ozimym. Ponadto w Austrii ok. 1/3 upraw soi to uprawy ekologiczne. Rolnicy uzyskują tam ok. 80% plonów soi konwencjonalnej. Ta ostania w tym roku plonować będzie słabo, bo ok. 3 t/ha. W poprzednich latach plony niejednokrotnie w Austrii przekraczały 4,5 t/ha – mówił Wolfgang Kastenhuber.
Dodał, że Austria ma lepsze warunki klimatyczne i pod względem długości dnia. W zasadzie pod uprawę nadają się tylko rejony południowo-wschodnie. Tymczasem praktyka pokazuje, że soja pojawia się w innych rejonach.
Pasza z polskiej soi
Dr Marek Tański, prezes firmy Agrolok mówił o potencjalne polskiego rolnictwa pod względem uprawy soi. Obecny poziom uprawy ponad 100 tys. ha nie zdziwił go.
– Gdy zaczynaliśmy w firmie budowę Zakładu Uszlachetniania Białka Roślinnego w Golubiu Dobrzyniu szacowaliśmy, że można ten gatunek uprawiać nawet na powierzchni 500–600 tys. ha – powiedział dr Tański. Wskazał jeszcze na jedną właściwość polskiej soi w porównaniu do surowców z Ameryk czy z Ukrainy.
– Pasze wyprodukowane w naszej technologii charakteryzuje wysoka jakość, a to przekłada się na jakość ostateczną mięsa czy mleka. Nie powinniśmy konkurować np. z Ukrainą ceną, bo temu nie jesteśmy w stanie sprostać. Powinniśmy stawiać na wysoką jakość konwencjonalnych odmian soi i pasz z niej wyprodukowanych – mówił prezes Agroloku.
