Podczas niedawnego posiedzenia Poselskiego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Żywności w Sejmie Łukasz Pergoł, rolnik z powiatu działdowskiego reprezentujący Warmińsko-Mazurską Izbę Rolniczą i ojciec dzieci w wieku szkolnym oraz przedszkolnym, pytał, dlaczego przed wdrożeniem zmian nie przeprowadzono pilotażu.
Przedstawiciele administracji przekonywali, że celem przepisów jest poprawa jakości żywienia, a nie eliminacja produktów zwierzęcych.
Rolnik zbulwersowany brakiem pilotażu
Nowe zasady żywienia w szkołach i przedszkolach obowiązują od 1 września 2026 r. Ich wdrażanie budzi pytania nie tylko o skład posiłków, lecz także o koszty, organizację pracy stołówek i akceptację nowych dań przez dzieci.
Podczas posiedzenia 13 października Łukasz Pergoł zwrócił uwagę, że przed wprowadzeniem zmian zabrakło pilotażu, który pozwoliłby sprawdzić ich skutki w praktyce. – Dlaczego państwo nie wprowadzili pilotażu, tylko narzucili całe koszty społeczne na pracowników przedszkoli, szkół, na rodziców? – pytał.
Jako przykład podał sytuację w placówce, do której uczęszcza jego syn. Według jego relacji opłata za wyżywienie wzrosła tam o 40%. To przykład z konkretnej placówki, a nie dane pokazujące skalę zmian w całym kraju.
Pergoł mówił również o swoich obawach dotyczących samopoczucia syna po powrocie z przedszkola. Pytał o odpowiednie zbilansowanie jadłospisów, w tym podaż białka, żelaza hemowego i witaminy B12. Podnosił także kwestię potrzeb żywieniowych dzieci wymagających szczególnego podejścia.
Ile jedzenia zostaje na talerzach?
W dyskusji powróciło pytanie, czy prawidłowo zaplanowany jadłospis rzeczywiście przekłada się na odpowiednie odżywienie dzieci. Waldemar Sieński, aktywista społeczno-gospodarczy z Wielkopolski, zwracał uwagę na potrzebę zebrania danych i sprawdzenia, ile jedzenia dzieci faktycznie spożywają.
– Nie twierdzę, że dieta planetarna z definicji jest szkodliwa. Nie twierdzę, że zagraniczne badania są bezwartościowe. Pytam, czy przed wdrożeniem sprawdzono jej działanie w polskich warunkach społecznych, ekonomicznych i organizacyjnych. Dziecko nie je tabeli – argumentował.
Jak podkreślał, sam jadłospis nie daje odpowiedzi na pytanie, ile dziecko rzeczywiście zjada. Istotne jest również to, które posiłki akceptuje i ile jedzenia zostawia na talerzu.
Przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia przyznał, że przed wprowadzeniem nowych zasad organizatorzy żywienia nie mierzyli systematycznie skali marnowania jedzenia. Brakuje więc danych, które pozwoliłyby rzetelnie porównać ilość odpadów przed zmianą i po jej wprowadzeniu.
Nie można zatem stwierdzić, że nowe zasady zwiększyły marnowanie żywności. Aby ocenić ich skutki, potrzebne są pomiary prowadzone w placówkach już po wdrożeniu przepisów.
Czy szkolne stołówki staną się szansą dla polskich producentów?
Zmiany w szkolnym żywieniu mogą wpłynąć na strukturę zakupów placówek oświatowych. Dla rolników istotne jest, czy nowe jadłospisy przełożą się na większe zapotrzebowanie na warzywa, owoce i nasiona roślin strączkowych, a także jak zmienią popyt na pozostałe produkty rolne.
Na razie nie ma jednak podstaw, by przesądzać, że reforma automatycznie zwiększy zakupy od lokalnych gospodarstw. O możliwościach dostawców zdecydują nie tylko same jadłospisy, lecz także sposób organizacji zamówień, ich wielkość, wymagania dotyczące dostaw i budżety placówek.
Dla producentów ważne będzie więc nie tylko to, jakie produkty znajdą się w zaleceniach żywieniowych, ale również to, czy szkoły będą miały środki i warunki, by kupować je w odpowiedniej jakości i ilości.
Cena czy jakość? Stołówki potrzebują pieniędzy i zaplecza
Realizacja nowych zasad wymaga odpowiednich warunków organizacyjnych. Przygotowanie posiłków z udziałem roślin strączkowych i innych produktów wymaga planowania, umiejętności kulinarnych oraz uwzględnienia tego, czy dania zostaną zaakceptowane przez dzieci.
Jeden z uczestników dyskusji zwrócił uwagę, że przy zamówieniach na żywienie nie należy kierować się wyłącznie ceną. – Musimy kłaść większy nacisk nie na cenę, a na tę jakość – podkreślał.
Wskazywał również na znaczenie finansowania, przygotowania personelu i wyposażenia kuchni. Zwracał uwagę, że zamówienia oparte wyłącznie na kryterium ceny mogą nie zapewniać odpowiedniej jakości usług. Nawet dobrze opracowane zalecenia mogą być trudne do wdrożenia, jeśli placówka nie dysponuje odpowiednim budżetem, sprzętem i personelem.
To właśnie na styku wymagań żywieniowych i codziennych możliwości stołówek rozstrzygnie się, jak nowe przepisy będą funkcjonować w praktyce.
Czy nowe zasady oznaczają koniec mięsa w szkolnych posiłkach?
W debacie zmiany określano mianem "diety planetarnej", co może sugerować całkowite odejście od produktów pochodzenia zwierzęcego. Przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia wyjaśniał jednak, że przepisy nie eliminują tych produktów i nie narzucają jednolitej diety opartej wyłącznie na żywności roślinnej.
Deklarowanym celem jest poprawa jakości i różnorodności posiłków, zwiększenie udziału warzyw i produktów pełnoziarnistych oraz ograniczenie żywności o niskiej wartości odżywczej. Określenie "dieta planetarna" używane w dyskusji nie jest więc równoznaczne z zakazem podawania mięsa czy innych produktów zwierzęcych.
Dla placówek i dostawców kluczowe będzie to, jak wymagania zostaną przełożone na konkretne jadłospisy, zakupy i organizację pracy kuchni.
Retransmisję posiedzenia zespołu można obejrzeć tutaj.
Krzysztof Zacharuk
