Miliardy jaj z polskich gospodarstw. Dlaczego potrzebny jest import?
Na pierwszy rzut oka trudno to pogodzić: mamy dużą produkcję, wysyłamy jaja za granicę, a jednocześnie je kupujemy. Wyjaśnienie tkwi m.in. w tym, kiedy jaj brakuje i ile trzeba za nie zapłacić.
Według danych GUS przywołanych przez Krajową Federację Hodowców Drobiu i Producentów Jaj w 2025 r. polskie gospodarstwa wyprodukowały 12,6 mld jaj konsumpcyjnych. Do tego doszło 1,8 mld jaj wylęgowych. Łącznie dało to rekordowe 14,4 mld sztuk.
Taki roczny wynik nie oznacza jednak, że przez cały czas wszyscy odbiorcy mają pod dostatkiem jaj. Gdy choroba zatrzyma produkcję w części gospodarstw, na rynku pojawia się luka, którą mogą wypełnić dostawy z zagranicy.
Zobacz też: Nadchodzi sezon grypy ptaków. Kilka działań, które pomogą wzmocnić ochronę stad
Import jaj wzrósł o 73%. Skąd trafiają do Polski?
W 2025 r. Polska sprowadziła 52,5 tys. ton jaj, o 73% więcej niż rok wcześniej. Wyeksportowała natomiast 238,4 tys. ton – ponad cztery razy więcej. Takie dane Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz podała Katarzyna Gawrońska w kwietniowej wypowiedzi dla PAP, opublikowanej przez portal wGospodarce.pl.
Kupujemy jaja zarówno w innych państwach UE, jak i poza nią. Wśród pozaunijnych dostawców Gawrońska wskazywała Ukrainę i Turcję. Wyjaśniała też, że import rośnie m.in. przez straty po grypie ptaków i rzekomym pomorze drobiu.
Znaczenie ma również cena. Gdy jaja w Europie mocno drożeją, przetwórcy i inni odbiorcy szukają tańszych dostaw poza UE. Zagraniczne jaja nie muszą więc trafiać bezpośrednio na sklepowe półki – kupują je także zakłady przetwórcze.
Jak import jaj może wpływać na cenę u rolnika?
Rolnik nie musi sam handlować z zagranicą, żeby odczuć zmiany na rynku. Przykładowo: jeśli pakownia lub przetwórnia może uzupełnić zakupy importem, ma większy wybór dostawców. Przy porównywalnym towarze tańsza oferta z zagranicy może ograniczać jej gotowość do podnoszenia cen płaconych w kraju.
Brak jaj w części polskich gospodarstw nie musi więc oznaczać równie dużego wzrostu cen dla pozostałych producentów. Taki mechanizm opisywała również KIPDiP: import może uzupełniać niedobory i osłabiać wpływ lokalnych strat na ceny.
Nie oznacza to jednak identycznej sytuacji dla wszystkich gospodarstw. Sprzedaż dużej partii do pakowni różni się od sprzedaży kilkudziesięciu jaj stałym klientom. W tym drugim przypadku kupujący może brać pod uwagę także bliskość gospodarstwa, sposób chowu i zaufanie do rolnika. Dlatego zmiany cen w hurcie nie muszą przekładać się w tej samej skali na sprzedaż bezpośrednią.
Ceny jaj i paszy: co zostaje producentowi?
Dla rolnika ważne jest przede wszystkim to, ile zostaje ze sprzedaży po pokryciu kosztów. Dane o eksporcie nie zastąpią tego rachunku. Według jesiennej AGROmapy Credit Agricole w lipcu 2026 r. średnia cena jaj klatkowych klasy M wynosiła około 56 zł za 100 sztuk. Była o 8,3% niższa niż rok wcześniej, podczas gdy pasze dla niosek potaniały o 1,9%.
Jaja taniały szybciej niż pasza, więc relacja tych cen pogorszyła się. Bank ocenia to jako sygnał spadku opłacalności. Podana stawka dotyczy konkretnej kategorii jaj – nie jest ceną, którą każdy rolnik uzyska w sprzedaży bezpośredniej.
Zmienił się też eksport. W pierwszym półroczu 2026 r. jego wartość spadła o 1,6% rok do roku. Za granicę trafiło wyraźnie mniej jaj, choć odbiorcy płacili za nie więcej.
Czy wszystkie jaja będą tanieć?
Sytuacja zależy także od systemu chowu. Credit Agricole wskazuje na ograniczoną dostępność niektórych kategorii jaj, zwłaszcza bezklatkowych. To oraz sezonowy popyt hamują spadki cen. Z kolei odbudowa stad i import do UE mogą sprzyjać obniżkom.
Dla producentów sprzedających w kraju dobrą wiadomością jest wzrost spożycia. Według danych GUS przywołanych przez Federację w 2025 r. wyniosło ono 218 jaj na mieszkańca, wobec 201 rok wcześniej. Paweł Podstawka, prezes organizacji, wskazuje, że większy popyt w Polsce pomaga branży łagodzić skutki zawirowań w handlu zagranicznym.
