StoryEditor

„Pługa się nie wyzbędę”. Rolnik nie stawia na jedną metodę uprawy

Pług nadal stoi w gospodarstwie Roberta Szymczaka, ale rolnik nie traktuje go jako jedynej odpowiedzi na problemy z uprawą gleby. Z własnej praktyki wie, że orka, bezorka, no-till i uprawa pasowa mają sens tylko wtedy, gdy pasują do gleby, wilgotności, resztek pożniwnych i planu pracy na konkretnym polu.

01.09.2026., 12:30h

Pług nadal stoi w gospodarstwie

W rozmowach o uprawie gleby łatwo wpaść w skrajności. Jedni bronią orki, inni przechodzą na bezorkę, kolejni szukają oszczędności w no-till albo uprawie pasowej. Robert Szymczak, rolnik z Wielkopolski, patrzy na to inaczej.

W jego gospodarstwie pług nadal stoi. I nie wygląda na to, żeby miał szybko zniknąć.

– Pług stoi, pługa się nie wyzbędę. Powiem prosto i wyraziście: nie ma idealnego sposobu uprawy, tak jak nie ma lekarstwa na wszystko – mówi Robert Szymczak.

Pytanie nie brzmi: orka czy bezorka? Ważniejsze jest to, kiedy dana technologia ma sens i co ma zrobić na konkretnym polu.

Orka ma zalety. Bezorka też nie jest bez wad

Szymczak nie ukrywa, że każda metoda ma swoją cenę.

  • Orka potrafi pomóc w określonych warunkach, ale wymaga paliwa, czasu i mocnej ingerencji w glebę.
  • Bezorka ogranicza część przejazdów i może lepiej chronić strukturę gleby, ale również nie rozwiązuje wszystkich problemów.
  • No-till kusi ograniczeniem pracy, jednak wymaga dobrze dobranej maszyny, stanowiska i warunków wilgotnościowych.

– Pług ma swoje zalety i swoje wady, bezorka ma swoje wady i zalety, no-till ma swoje wady i zalety, i uprawa pasowa ma swoje zalety – wylicza rolnik.

W praktyce wybór technologii nie powinien zaczynać się od hasła, tylko od pola. Liczy się gleba, woda, resztki pożniwne, roślina następcza i efekt, jaki rolnik chce uzyskać.

Czasem mniej przejazdów daje lepszy efekt

W gospodarstwie Szymczaka ważna jest też organizacja pracy. Rolnik zwraca uwagę, że więcej przejazdów nie zawsze oznacza lepiej przygotowane pole. Czasem można zrobić mniej i uzyskać wystarczający efekt.

– Ktoś powie, że ciągniki powinny pracować. Zgodzę się, ale praca to też są koszty. Może lepiej pomyśleć nad większą maszyną, lepszą zmianą technologii, a może odpuścić jakiś zabieg – mówi.

Jako przykład podaje wiosnę, kiedy część rolników chciała bardzo dokładnie przygotować stanowisko i wjeżdżała kilka razy. Później swoje zrobił wiatr.

– Niektórzy chcieli niby bardzo dobrze, uprawiali trzy razy, wiatr zrobił resztę. Może i pole nie wygląda idealnie po jednej uprawie, ale naprawdę to jest wystarczające. Ropy mniej, godzin mniej, mniej godzin w siodle i zrobione – dodaje.

No-till? Najpierw trzeba dopasować maszynę do ziemi

Wątek no-till w tym gospodarstwie nie zaczyna się od mody, tylko od obserwacji warunków. Szymczak podkreśla, że rozwiązania podpatrzone u innych trzeba przepuścić przez własne gleby i własny klimat.

– Wybrałem, dlaczego no-till, siewnik redełkowy, a nie talerzowy, bo obserwuję lepszych na filmikach, czyli cały świat – mówi.

Z jego obserwacji wynika, że siewniki talerzowe dobrze sprawdzają się tam, gdzie gleby są mocniejsze i nie brakuje wilgoci. W Wielkopolsce warunki często są inne.

– Tam, gdzie dobre ziemie i dużo wilgoci, siewnik talerzowy jak najbardziej. Tam, gdzie słabsze ziemie, czyli jak Wielkopolska, z wilgocią jest różnie – tłumaczy Szymczak.

– Siewniki redełkowe z kopiowaniem, tak jak Sprinter SL z Horscha, otwierają bruzdę, czyszczą ją i jednocześnie zamykają. I nie potrzebują dużej mocy – mówi.

Wielkopolska uczy pokory do wilgoci

Na dobrych, wilgotnych stanowiskach siewnik talerzowy może być bardzo dobrym rozwiązaniem. Na słabszych glebach, gdzie woda często decyduje o powodzeniu uprawy, trzeba patrzeć inaczej. Liczy się nie tylko samo umieszczenie nasion, ale też zamknięcie bruzdy i możliwość pracy bez dużego zapotrzebowania na moc.

Podobnie jest z całą uprawą. Pług, bezorka, no-till i uprawa pasowa nie są dla Szymczaka etykietami. Są narzędziami, które trzeba sprawdzić w konkretnych warunkach.

Wiedza z własnego pola jest najważniejsza

Rolnik przyznaje, że utrzymywanie kilku technologii i różnych maszyn nie zawsze broni się prostą kalkulacją. Daje jednak coś, czego nie da się kupić razem z katalogiem maszyny: własne doświadczenie.

– To się nie opłaca, ale lubię mieć różne maszyny, porównywać – mówi Szymczak.

I dodaje, że najbardziej zależy mu nie na samym parku maszynowym, ale na wiedzy.

– Moją największą rzeczą, za którą chciałbym, żeby ludzie mnie podziwiali, jest moja wiedza. Lubię poszerzać swoją wiedzę, przede wszystkim na podstawie własnej praktyki – podkreśla.

W tym gospodarstwie technologia ma więc pomagać w podejmowaniu decyzji, a nie zastępować myślenie. Pług zostaje, bo w określonych warunkach nadal może być potrzebny. Bezorka i no-till są sprawdzane, bo mogą ograniczać pracę i lepiej pasować do części stanowisk. Uprawa pasowa też ma swoje miejsce, jeśli odpowiada na konkretny problem.

Pług nie jest symbolem cofania się

W dobrym gospodarstwie technologia ma pasować do pola, a nie odwrotnie. Dlatego pług nadal stoi. Nie po to, żeby udowadniać wyższość orki, ale po to, żeby rolnik miał wybór, gdy warunki tego wymagają.

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
18. październik 2026 03:22