AG Hodowla Spółdzielnia prowadzona jest przez grupę rolników, będących członkami spółdzielni. Na temat gospodarstwa pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ.
Od kilku lat w gospodarstwie trwają konsekwentnie prowadzone działania, które doprowadziły do dużych sukcesów genetycznych oraz uzyskania znakomitej jakości zwierząt hodowlanych. Pierwsze angusy pojawiły się w Borkach w 2020 r., wówczas dominowały w stadzie krzyżówki ras mięsnych, głównie z udziałem rasy limousine.
Dziś zmiany są widoczne gołym okiem – w stadzie, w strukturze upraw, kosztach chowu, systemie żywienia, ale również w pewności z jaką rolnicy dążą do zamierzonych celów i faktycznie je osiągają, mimo że mierzą bardzo wysoko. Co najciekawsze, bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi.
Obserwujemy tą niesamowitą i trudną pracę od 3 lat, a za każdym razem kiedy odwiedzam gospodarstwo, czymś nowym mnie zaskakują.
Warto zaznaczyć, że w styczniu br. sprzedano ostatnie krowy będące krzyżówkami bez dolewu krwi angusa. Około 500 sztuk to obecnie czystorasowe angusy, a pozostałe zwierzęta mają ponad 50% i więcej udziału tej rasy.
Zobacz cały film! Reszta artykułu znajduje się pod video!
Genetyka budowana sukcesywnie i z sukcesem
Przebudowa stada nie opiera się tu wyłącznie na kryciu naturalnym. W Borkach intensywnie wykorzystuje się inseminację i embriotransfer. Najlepsze samice inseminowane są nasieniem pochodzącym z różnych światowych linii, a uzyskane zarodki trafiają do przygotowanych biorczyń.
– Dzięki temu możemy pozyskiwać cielęta o wysokiej wartości hodowlanej bez konieczności zakupu żywych buhajów, co zawsze wiąże się z dodatkowym ryzykiem zdrowotnym – mówi Magdalena Kryś, członek zarządu AG Hodowli Spółdzielni.
Gospodarstwo kupuje także elitarne zarodki po renomowanych parach rodzicielskich. Jednym z bardziej nietypowych elementów programu hodowlanego jest współpraca z firmą BoviGen Genetic Service w Kanadzie. AG Hodowla utrzymuje tam dwie krowy o najwyższym statusie genetycznym. Rolnicy wskazują nasienie do krycia, a partner pozyskuje zarodki i wysyła je do kraju. Zarodki trafiają do wcześniej przygotowanych biorczyń.
To rozwiązanie pozwala wprowadzać do stada genetykę z wielu linii matecznych, bez transportowania żywych zwierząt między kontynentami.
Lżejsza krowa, regularne wycielenia
W hodowli angusów nie chodzi o maksymalną masę dorosłej krowy. Plan na najbliższe pięć lat zakłada utrzymywanie samic ważących średnio od 600 do 650 kg. Według gospodarzy taka masa ma pozwolić lepiej wykorzystać dostępne surowce oparte przede wszystkim na paszach objętościowych i utrzymać właściwą efektywność rozrodu.
– Przy krowie ważącej 600–650 kg cielę w wieku 250 dni powinno osiągać około 50, a nawet 55% masy matki. To dla nas ważniejsze niż sama produkcja mleka czy maksymalizowanie dziennych przyrostów – podkreśla Fred Zehetner, z Best Beef Academy.
W selekcji liczą się niska masa urodzeniowa cieląt, brak problemów porodowych, płodność, poprawne nogi i racice, spokojny temperament oraz odporność zwierząt. Gospodarstwo zwraca też uwagę na cechy, które pozwalają na lepsze radzenie sobie z upałami, muchami i lokalnym klimatem.
– Najlepszy wynik to wycielenie co 365 dni. Potrzebujemy cielęcia od każdej krowy, która pozostaje w stadzie – zaznacza Fred Zehetner.
Angus bardzo dobrze wykorzystuje pasze objętościowe, ale wymaga systematycznej kontroli kondycji. Zwierzęta o niskich potrzebach pokarmowych mogą szybko nadmiernie się otłuścić, jeśli dawka nie zostanie dobrze dopasowana do grupy technologicznej. Tu angusy potrafią zapaść się na średniej jakości trawie, tak wysoka jest ich zdolność wykorzystania zielonki i pasz objętościowych.
Bez kukurydzy, pszenicy i soi
Baza paszowa gospodarstwa opiera się na trawach, lucernie, sianie, słomie i GPS-ie zbożowym. W żywieniu nie stosuje się kukurydzy, pszenicy ani soi. To założenie jest bezpośrednio powiązane z kierunkiem genetycznym rozwijanym w stadzie.
– Chcemy mieć bydło, które dobrze funkcjonuje na trawie i kiszonce. Nie chcemy krów, które nie radzą sobie z paszą dostępną w naszym gospodarstwie – mówi Fred Zehetner.
Dawki są różnicowane zależnie od wieku, kondycji i stanu fizjologicznego zwierząt. Krowy z cielętami dostają kiszonkę z lucerny, GPS oraz siano. Cielęta mają ponadto dostęp do lucerny i otrąb.
Zużycie otrąb jest dla obsługi stada praktycznym wskaźnikiem. Pozwala ocenić, ile paszy pobierają cielęta, a pośrednio obserwować mleczność matek.
Inaczej żywione są wysokocielne jałówki. W ich dawce znajdują się kiszonka z traw i siano, bez GPS-u zbożowego oraz lucerny. Z kolei wolce w sezonie pastwiskowym otrzymują wyłącznie zielonkę z pastwiska i słomę. Zimą ich żywienie ma być uzupełniane kiszonką z lucerny oraz GPS-em.
– Nie widzimy obecnie znaczącego wpływu takiego systemu na przyrosty. W późniejszym okresie liczymy na kompensację – wyjaśnia Andrzej Bączyk, członek zarządu AG Hodowli Spółdzielni.
Całe baloty zamiast TMR-u
Najbardziej widoczna zmiana w gospodarstwie dotyczy zadawania paszy. AG Hodowla zrezygnowała z wozu paszowego i TMR, a w wielu grupach przeszła na żywienie całymi balotami. Decyzję podjęto wraz ze wzrostem udziału czystorasowych angusów w stadzie.
– Angus ma niższe zapotrzebowanie na pasze i bardzo dobrze je wykorzystuje. Podawanie całych balotów ogranicza liczbę roboczogodzin oraz zużycie paliwa – mówi Andrzej Bączyk.
Zmiana nie sprowadzała się jedynie do odstawienia wozu paszowego. W części budynków konieczna była przebudowa stołów paszowych oraz przesunięcie ogrodzeń. Także nowa obora wymagała dostosowania do innego sposobu pracy.
W jednej części obiektu baloty podawane są bezpośrednio, natomiast tam, gdzie układ budynku tego wymagał, gospodarstwo zastosowało maszynę do rozwijania balotów. Urządzenie FK Machinery, kupione za pośrednictwem firmy Morolma, może rozwijać balot w obu kierunkach.
– Maszyna kosztowała kilkanaście tysięcy złotych, ale bardzo skróciła czas zadawania paszy. Jest prosta w obsłudze i w naszym przypadku warta swojej ceny – ocenia Andrzej Bączyk.
Pięć do ośmiu godzin pracy na sztukę
Efekty nowej organizacji są mierzone nie tylko zużyciem paliwa, lecz także czasem pracy przypadającym na jedną sztukę w skali roku. Obsługa zwierzęcia polegająca na opisie genetycznym zajmuje około ośmiu godzin rocznie. W budynkach z wybiegami wskaźnik wynosi około siedmiu godzin, a na pastwiskach spada do około pięciu godzin.
To analiza roboczogodzin stała się podstawą do zmian w systemie żywienia i organizacji zespołu.
– Dzięki temu udało nam się skrócić czas pracy do czterech dni w tygodniu. Początkowo pracownicy byli zaskoczeni, ale później zaczęli się z tego cieszyć – mówi Andrzej Bączyk.
Gospodarstwo łączy więc oszczędność paliwa z ograniczeniem liczby codziennych czynności przy zadawaniu paszy. Przy stadzie liczącym blisko tysiąc sztuk nawet niewielkie skrócenie obsługi jednej grupy daje wyraźny efekt w skali roku.
Zdrowotne zabezpieczenie i ograniczenia w handlu
Stado jest zabezpieczone w kierunku IBR, BVD i BTV, jednak sprzedaż prowadzona jest wyłącznie na rynku krajowym. Gospodarstwo wskazuje, że przeszkodą w eksporcie pozostają niespójne przepisy weterynaryjne.
Problem dotyczył także krajowego obrotu. Ograniczenia w przemieszczaniu bydła między strefami związane z BTV okresowo utrudniały sprzedaż zwierząt.
Mimo tych barier AG Hodowla kontynuuje rozbudowę stada angusów i wzmacnia ofertę dla hodowców oraz producentów opasów. Połączenie programu genetycznego z prostszym systemem żywienia ma pozwolić utrzymać kontrolę nad kosztami bez rezygnacji z jakości materiału.
Jałówki cielne, buhaje rozpłodowe i wolce na sprzedaż
Zmienił się także profil sprzedaży. Początkowo gospodarstwo koncentrowało się na opasanych zwierzętach oraz krowach brakowanych. Obecnie głównym kierunkiem jest sprzedaż materiału hodowlanego i wolców do dalszego opasu.
– Oferujemy buhaje zarodowe z gwarancją krycia, cielne jałówki z gwarancją wycielenia oraz wolce do dalszego opasu – wylicza Magdalena Kryś.
Buhaje sprzedawane są w wieku około 16 miesięcy, gdy są już przygotowane do krycia. Jałówki dostępne są z 50-, 75- lub 100-procentowym udziałem krwi angusa i znajdują się między trzecim a piątym miesiącem ciąży. Wolce trafiają do odbiorców w wieku od siedmiu do ośmiu miesięcy, przy masie około 280 kg i większej.
W ubiegłym roku gospodarstwo sprzedało kilkanaście buhajów, kilkadziesiąt cielnych jałówek oraz kilkaset wolców. Każdy klient otrzymuje wsparcie i doradztwo przy wyborze buhaja lub pierwszej grupy jałówek, dopasowanych do warunków jego gospodarstwa.
– Naszą produkcję kierujemy przede wszystkim na uzyskiwanie materiału hodowlanego najwyższej jakości oraz materiału opasowego. Do uboju trafiają głównie sztuki wybrakowane – podkreśla Magdalena Kryś.
W Borkach kolejne lata będą należały do dalszej selekcji, poprawy płodności i wzrostu udziału czystorasowych angusów. Przy niemal tysiącu sztuk w stadzie efekty tej strategii będą widoczne nie tylko w rodowodach, ale przede wszystkim w organizacji produkcji i ofercie zwierząt dla krajowych gospodarstw.
