Miałam 5 lat, gdy tata uczył mnie doić. Zawsze mnie interesowały krowy i maszyny. Zamierzam zostać na wsi – mówi Kinga Cholajda. Co zmieniła w gospodarstwie i jak dogaduje się z rodzicami? – czytaj w najnowszym wydaniu dodatku specjalnego "top bydło".
Przyjechałam z Poznania bardzo późno w nocy. Weszłam do domu, ale usłyszałam krowę. Wiedziałam, że się cieli. Nie było czasu żeby się przebrać... sama wyciągnęłam cielaka – wspomina jedną z wielu takich historii Kinga Cholajda, młoda pasjonatka rolnictwa, która zawodowy rozwój łączy z pracą w rodzinnym gospodarstwie mlecznym, prowadzonym wraz z ojcem Andrzejem, mamą Anną, rodzeństwem Eliaszem i Moniką oraz seniorem rodu – Kazimierzem Warszewskim.
Trochę z przekory
Niespełna rok temu skończyła studia na UP w Poznaniu. Tytuł inżyniera otrzymała po ukończeniu inżynierii rolniczej, magistra – na kierunku rolnictwo.
– Nikt nigdy nie namawiał mnie do pracy w gospodarstwie. Wręcz przeciwnie. Rodzice zawsze powtarzali, że to bardzo ciężka praca i każdy inny zawód stoi dla mnie otworem. Dostałam się na studia rolnicze, ale i fizjoterapię. Poszłam na rolnictwo – chyba trochę z przekory – śmieje się Kinga Cholajda. Podczas studiów trudno było jej usiedzieć w mieście. Myślami była na polu i w oborze. Z pomocą przyszła technika i system zarządzania stadem, który rolniczka wprowadziła do obory z ówczesną obsadą 120 krów, i nad którym cały ...
©℗ Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy AgroHorti Media Sp. z o.o.
KUP LICENCJĘ