Zaloguj
Strona główna>Artykuły>Prawo>Aktualności>

Czy wiemy co jemy? Zamieszanie ze składem wyrobów mięsnych

Branża mięsna odrzuca zarzuty o przekraczanie obowiązujących norm azotynów, azotanów oraz antybiotyków. Informacje te szkodzą dobrej marce polskiego mięsa i wędlin, a zarazem całej polskiej żywności twierdzi Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy. Także Narodowy Instytutu Zdrowia Publicznego uspokaja konsumentów, że zarzuty nie mają żadnego potwierdzenia. Ale ich autorzy nie zamierzają się z nich wycofywać.

wk29 sierpnia 2019, 10:07

Sprawa zarzutów pod adresem polskiej żywności była już przedmiotem konferencji prasowej ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego, któremu towarzyszyli szefowie instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności. Teraz odniosła się do nich branża mięsa, która jest zbulwersowana bezpodstawnym rozpowszechnianiem szkalujących informacji na temat zawyżonych ilości azotanów, azotynów i antybiotyków w mięsie i jego przetworach. „Informacje te szkodzą dobrej marce polskiego mięsa i wędlin, a zarazem całej polskiej żywności. W opinii SRW RP niezbędne jest podjęcie działań wymienionych wyżej Inspekcji oraz jednostek naukowo-badawczych, tj.: Instytutu Biotechnologii Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowego Instytutu Weterynarii oraz Instytutu żywności i żywienia. Oczekujemy od tych instytucji pisemnego stanowiska dotyczącego stawianych branży mięsnej zarzutów oraz ogłoszenie ich w mediach. Kolejnym krokiem powinno być zgłoszenie sprawy do Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa”- napisał w komunikacie Janusz Rodziewicz prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy.


Głos nauki

Pierwsze takie oświadczenia ze strony instytutów naukowych już się pojawiły. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny zwrócił uwagę, że analizy laboratoryjne żywności są wykonywane w laboratoriach akredytowanych, a wiarygodność uzyskiwanych wyników jest gwarantowana poprzez wprowadzone w laboratoriach systemy jakości oraz udział laboratoriów w badaniach biegłości. W podsumowaniu stanowiska NIZP-PZH czytamy, że „brak jest danych potwierdzających wiarygodność wyników zawartości azotanów w warzywach, owocach, mięsie i przetworach mięsnych uzyskiwanych przy użyciu przenośnego urządzenia (testera). Jedynie wyniki badań uzyskane za pomocą zwalidowanych metod analitycznych mogą być wiarygodnym źródłem danych dotyczących zawartości azotanów i azotynów w środkach spożywczych.”


Działacze rolniczy podtrzymują zarzuty

Ale działacze rolniczy, którzy są przyczyną całego zamieszania podtrzymują swoje zarzuty. Podczas wczorajszej konferencji w Sejmie podkreślili, że raporty NIK o jakości żywności nie pozostawiają suchej nitki na rządach PiS, a także PO-PSL.
- Mamy dzisiaj do czynienia z bardzo poważnymi zarzutami pod adresem przemysłu rolno-spożywczego, mamy do czynienia z kwestionowaniem przez Najwyższą Izbę Kontroli nadzoru nad systemem bezpieczeństwa żywności, który nadzoruje pięć instytucji. Pięć niewydolnych instytucji - powiedział Krzysztof Tołwiński, który dodał, że stężenie azotanów i innych dodatków chemicznych wielokrotnie przekraczają dopuszczalną normę, a w produktach przeznaczonych dla dzieci nawet o 400-500%.

Z kolei Marcin Bustowski ze Związku Zawodowego Rolników „Solidarni” zapewnił, ze urządzenie, którym wykrył podwyższone normy azotynów i azotanów jest w pełni wiarygodne.
- Mamy do czynienia ze wzrostem zachorowalności na raka. Dzisiaj przemysł rolno-spożywczy to przemysł chemiczny, a dyskonty powinny zmienić nazwę na dyskonty chemiczne - dodał M. Bustowski.  
Przypomnijmy, że zarówno K. Tołwiński jak i M. Bustowski kandydują do Sejmu z list komitetu wyborczego „Konfederacja Wolność i Nadzieja”. wk


Przewiń W GÓRĘ LUB KLIKNIj aby WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ