StoryEditor

Zlikwidował stado, ale dojarka nadal wisi. Rolnik myśli o powrocie do krów

Jeszcze przed ubiegłą Wielkanocą Marek Murawski zrezygnował z produkcji mleka i sprzedał krowy, ale w jego gospodarstwie ten rozdział wcale nie jest zamknięty. Sprzęt został, obora przechodzi przebudowę, a sam rolnik przyznaje, że coraz częściej myśli o powrocie do krów.

03.06.2026., 10:00h

Jeszcze rok temu Marek Murawski z Kamianki Nadbużnej na Mazowszu utrzymywał 30 krów mlecznych i drugie tyle młodzieży. Dziś zamiast doju rozwija firmę Błysk, specjalizującą się w myciu, dezynfekcji i bieleniu obór. Choć z produkcji mleka zrezygnował, nie mówi o niej w czasie przeszłym. Wręcz przeciwnie – przyznaje, że wciąż myśli o powrocie do krów.

Zrezygnowali przed ubiegłą Wielkanocą

Jeszcze niedawno życie rodziny Murawskich było podporządkowane rytmowi pracy w oborze. W gospodarstwie utrzymywano 30 krów mlecznych i około 30 sztuk młodzieży. Decyzja o rezygnacji z produkcji zapadła przed ubiegłą Wielkanocą. Jak opowiada rolnik, złożyło się na nią kilka ważnych powodów, przede wszystkim sytuacja rodzinna, trudność w pogodzeniu pracy w gospodarstwie z działalnością usługową oraz coraz słabsza opłacalność produkcji mleka.

– Żona zaszła w kolejną ciążę i powiedziała, że już nie da rady doić krów. Mamy czworo dzieci, a piąte było w drodze, to już było za dużo na jedną osobę – mówi Murawski.

Rolnik podkreśla, że przy takiej organizacji dnia coraz trudniej było wszystko pogodzić. On sam równolegle prowadził już usługi związane z myciem, dezynfekcją i bieleniem obór, a także zajmował się korekcją racic w okolicy.

– Nie wyrabialiśmy się po prostu, wyjeżdżałem po rozdaniu paszowozu i wracałem w nocy, a ona zostawała z tym sama – tłumaczy Murawski. Ostatecznie stado zostało zlikwidowane jeszcze przed ubiegłoroczną Wielkanocą. Rolnik zaznacza jednak, że krowy nie trafiły do rzeźni.

– Krowy nie poszły na rzeź, szkoda było, tyle lat hodowli i pracy przy tym – mówi i dodaje, że sprzedaż zwierząt przebiegła bardzo szybko.

– Wstawiłem ogłoszenie na grupę na Facebooka i nie zdążyłem kawy wypić, a już znaleźli się kupcy – wspomina rolnik i zaznacza, że nie pozbył się wszystkich zwierząt, bo zostawił całą młodzież.

Słaba opłacalność i problemy z paszą

Jak mówi Murawski, powodów odejścia od mleka było więcej niż jeden. Oprócz spraw rodzinnych i natłoku obowiązków coraz większym problemem była ekonomika produkcji.

– Co to za opłacalność, jak się wychodzi na zero. Może wydajność nie była oszałamiająca, bo nie zawsze wszystko było dopilnowane przez moją pracę, ale jednak ceny mleka nie były zbyt wysokie. Teraz w okolicy płacą około 1,5 zł/l w takich gospodarstwach jak moje. Jak ktoś ma kredyty to w zasadzie albo jest na minusie, albo wychodzi na zero. Nie da się tak na dłuższą metę pracować – mówi rolnik. 

Dodatkowym utrudnieniem okazało się przejście na produkcję ekologiczną kilka lat temu. W praktyce nie przyniosło ono oczekiwanych efektów, a wręcz pogłębiło trudności związane z żywieniem zwierząt.

– Mieliśmy trzydzieści krów mlecznych. Trochę dało w kość, że przeszliśmy na ekologię, zaczęło brakować pasz i też z tego zrezygnowaliśmy – mówi Murawski.

Firma dawała dodatkowy dochód i rozkręcała się z roku na rok

Działalność usługowa nie pojawiła się u Murawskiego dopiero po likwidacji stada. Rolnik od kilku lat rozwijał usługi dla innych hodowców i, jak przyznaje, to właśnie one stanowiły ważne wsparcie dla domowego budżetu. Dziś są jego głównym zajęciem i stanowią główny dochód. Jednak z czasem zleceń przybywało, a doba nie była dłuższa. Było coraz trudniej pogodzić dwa zajęcia.

– Zarejestrowałem działalność i jakoś się kręci, chociaż teraz widać po zleceniach, że jest kryzys w mleczarstwie. Inny rolnicy oszczędzają właśnie na takich dodatkowych usługach, z których korzystali wcześniej – mówi rolnik.

Murawski zauważa, że mniejsze zainteresowanie myciem, dezynfekcją i bieleniem obór nie wynika z przypadku. Jego zdaniem to bezpośredni skutek pogłębiającej się likwidacji stad i spadających cen mleka.

– To wynika tylko i wyłącznie z tej ceny, po prostu widać, że ta likwidacja się pogłębia. Cena to jedno, drugie następcy. Na wsiach zostają przy krowach starzy kawalerzy. Kilkanaście godzin w oborze, na polu i na rodzinę nie zostaje czasu – mówi Murawski. Brak następców to problem powszechny, a nawet jeśli są, to nie chcą pracować godzinami i niewiele z tego mieć, wolą iść na etat – stałe godziny pracy, stały dochód, a nie wieczna huśtawka i ryzyko.

Nie dalej jak dwa dni temu rozmawiałam z młodym rolnikiem, który również podjął decyzję o rezygnacji z produkcji mleka. Poniżej jego komentarz…

- Ojciec jest po operacji, a opłacalność też jaka jest, taka jest. 6 lat temu przejąłem gospodarstwo, było wtedy 36 dojnych krów. Teraz znowu nam z mleczarni obcięli 7 gr/l i jeszcze mamy płacić 3 gr od litra mleka za ocenę użytkowości. To już się po prostu od dłuższego czasu nie spina, a poza tym człowiek życia nie ma, praca świątek, piątek czy niedziela. To już przemyślana decyzja decyzję, po prostu mam dosyć. Jestem magistrem inżynierem budownictwa drogowego, będę miał co robić. Pójdę na etat i będzie spokój. Najprawdopodobniej wydzierżawimy ziemię. Od dobrego pół roku, od grudnia ceny mleka spadały. Decyzja o likwidacji zapadła, ale krowy jeszcze są. Nie pójdą na rzeź, odkupi je wuj który ma duże gospodarstwo - mówi młody gospodarz z woj. podlaskiego.

To przykre, że małe gospodarstwa nie mają szansy się utrzymać, ale niestety bardzo prawdziwe i coraz powszechniejsze. Jeśli dłużej kryzys w branży się utrzyma to fala likwidacji pójdzie jeszcze dalej i dotknie coraz to większych gospodarstw.

W okolicy mleka ubywa z roku na rok

Rolnik nie ma wątpliwości, że jego historia jest częścią większego zjawiska. Jak podkreśla, w najbliższej okolicy liczba gospodarstw mlecznych skurczyła się dramatycznie.

– W naszej okolicy jeszcze niedawno od Nura do Zaszkowa było 50 gospodarstw mlecznych, były trzy z moim, zostały dwa – mówi Murawski.

Jego zdaniem problemy branży odbijają się nie tylko na producentach mleka, ale również na firmach świadczących usługi około hodowlane. Sam przyznaje, że także w tej działalności coraz trudniej o poczucie stabilności.

– Myślę, że też w tych usługach nie ma takiej pewności do końca, bo jak nam się gospodarstwa pozamykają, to nie będę miał czego czyścić i bielić. Wcześniej było 7 firm na cały kraj, a teraz w tym roku otworzyło się ze 30 w okolicy – mówi rolnik.

Sprzęt został, obora przechodzi przebudowę

Mimo likwidacji stada Murawski nie pozbywa się wyposażenia do produkcji mleka. W gospodarstwie nadal ma około 40 ha pól, utrzymuje też jałówki i byczki. Planuje ponadto wstawienie kur niosek. To pokazuje, że gospodarstwo nadal funkcjonuje, choć dziś w nieco innym kierunku.

Rolnik przyznaje też, że celowo nie sprzedaje maszyn i urządzeń, które mogłyby się jeszcze przydać, jeśli zapadnie decyzja o powrocie do krów.

– Nie wyprzedaję na razie sprzętu, bo jeszcze mi zostało w sumie ze 40 hektarów pola. Paszowóz stoi, bo nie opłaca się mieszać dla jałówek i byków, dojarka wisi, jak wisiała. Co raz wody wleję, puszczę pompę, żeby chłodziło zbiornik, żeby się nie popsuło – mówi Murawski.

Co więcej, w budynku trwa obecnie przebudowa. Dawna obora uwięziowa jest dostosowywana do systemu wolnostanowiskowego z wybiegiem. Z jednej strony to sposób na lepsze wykorzystanie budynku, z drugiej – wyraźny sygnał, że temat mleka w tym gospodarstwie nie jest zamknięty. I trochę kącikiem ust się uśmiecham, bo wiem do czego zmierzamy w rozmowie.

– Była uwięziówka i teraz w końcu mam okazję to wszystko porobić, tak jakbym chciał, żeby to było porobione. Jeszcze mi miesiąc zejdzie, żeby to zmienić, bo tam już mam wszystkie wygrodzenia praktycznie – mówi rolnik. A ja słucham dalej i czekam na to jedno zdanie, bo już wiem, że nie chcą do końca zrezygnować.

Powrót do krów?

Choć w okolicy stoi coraz więcej pustych obór, Murawski nie wyklucza, że sam jeszcze wróci do produkcji mleka. Jak przyznaje, to jest coś, od czego trudno całkowicie się odciąć.

– Przerabiam teraz oborę z uwięziowej na wolnostanowiskową z wybiegiem. Może coś mnie jeszcze podkusi, żeby wrócić do krów i mleka, pasza jest, może będziemy doić za rok, za dwa – mówi Murawski. Z drugiej strony rolnik realistycznie ocenia sytuację w terenie. Wiele gospodarstw po likwidacji stad nie wraca już do produkcji.

– Aczkolwiek tutaj patrząc po terenie, to mnóstwo pustych obór stoi. Raczej jak ktoś zrezygnował to nie wróci, z nami jest inaczej, bo trochę się za tym tęskni – mówi Murawski.

Najbardziej dały mu się we znaki pierwsze miesiące po sprzedaży krów. Jak mówi, brak codziennej pracy przy stadzie okazał się trudniejszy, niż początkowo przypuszczał.

– Te pierwsze dwa, trzy miesiące bez krów to było straszne, nie było co z czasem zrobić, tęskni się za tymi krówkami. I teraz tylko patrzę, kiedy mi się pocielą i pewnie znowu będziemy doić – mówi rolnik. Co ważne, o powrocie do mleka myśli nie tylko on.

– Żona też mówi, że jej brakuje, że chciałaby znowu ze 20 chociaż mieć – dodaje. Zdaje sobie sprawę, że dla wielu osób taki scenariusz może wydawać się nieracjonalny. Sam jednak podchodzi do tego inaczej.

– Ludzie mi mówią, że jestem głupi, że chcę kiedyś wrócić. Ale jak się to lubi, od dziecka się chciało gospodarzyć, no to trudno to teraz tak zostawić – mówi rolnik.

Ile kosztuje mycie i bielenie obory?

Dziś głównym profilem działalności Marka Murawskiego jest firma Błysk, która zajmuje się myciem, dezynfekcją i bieleniem obór. Jak zaznacza, zajmuje się tym już szósty rok, a oprócz tego wykonuje także korekcję racic, choć bez szerokiego reklamowania tej konkretnie usług.

– Mycie, z bieleniem obór z materiałem to mniej więcej 6,15 zł netto, razy długość, razy szerokość budynku – tłumaczy Murawski i dodaje, że korekcji nie reklamuje, no jest bardzo duża konkurencja i wykonuję tę usługę w okolicznych gospodarstwach.

Między nowym zajęciem a dawną pasją

Historia Marka Murawskiego pokazuje, że rezygnacja z produkcji mleka nie zawsze oznacza definitywne zamknięcie tego rozdziału. W jego przypadku decyzję wymusiły rodzina, organizacja pracy i ekonomia. Z drugiej strony wciąż pozostały zwierzęta, sprzęt, pasza, modernizowana obora i – być może najważniejsze – sentyment do krów i produkcji mleka oraz życia, które przez lata wyznaczały.

 

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
03. czerwiec 2026 10:07