Rolnik w gospodarstwie utrzymuje około 100 szt. bydła w trzech budynkach. Jeden z nich stanowi wiata dobudowana do długiej ściany murowanej stodoły. Takich wiat w ostatnich latach powstało mnóstwo, wiele z nich odwiedziliśmy i jest według mnie, jest to jeden z najlepszych systemów chowu bydła mięsnego - dla hodowcy i dla bydła. Są wygodne dla rolnika przy zadawaniu paszy i wybieraniu obornika, zwierzęta latem mają świeże powietrze, a zima im nie straszna, zwierzęta są odporniejsze i zdrowsze.
Trzy ściany to za mało
W tym akurat przypadku chodziło o wiatę o wymiarach 8 x 30 m, w której – jak podkreśla gospodarz – na czas chłodów montowana jest osłona z siatki. Warto dodać, że w wiacie może przebywać jednocześnie nawet 60 szt. spełniając wymagania dobrostanowe.
Zaznacza, że w poprzednich latach takie rozwiązanie nie było kwestionowane, jednak w tym roku zostało uznane za niewystarczające. Będzie to spora strata dla gospodarza jeśli nie otrzyma pełnych 180 zł do opasa do zwiększonej o 50 proc. powierzchni. Czeka, podobnie jak wszyscy hodowcy na wypłatę dopłaty do dobrostanu. Część bydła przebywa w pełnych budynkach i im przysługuje całkowita dopłata do ekochematu praktyki zwiększającej powierzchnię bytową o 50 proc.
- Teraz urzędnicy uznali, że otwarta wiata nie spełnia warunków programu, co jest dziwne, bo w ubiegłych latach nie było z tym problemu. Czekam na przelew i będę wiedział, ile dokładanie zostało obcięte, bo z decyzji nic nie da się zrozumieć – mówi rolnik. Podkreśla, że takich gospodarstw w jego okolicy z podobnymi budynkami i wynikami kontroli było kilka.
Dokładnie ten sam temat został poruszony podczas spotkania rolników z ministrem rolnictwa w Siedlcach, więc resortowi rolnictwa sytuacja powinna być znana. Obiecano wówczas przyjrzeć się tej sprawie.
Zapytaliśmy o aktualną interpretację przepisów ARiMR i MRIRW dotyczących tego typu budynków i dlaczego w ubiegłych latach przechodziły kontrole, a w tej kampanii stwierdzono, że nie jest to zgodne w wymaganiami. Czekamy na odpowiedź.
Mimo tych komplikacji wielopokoleniowe, rodzinne gospodarstwo – ma mnóstwo pomysłów na alternatywny dochód i usprawnienie pracy. Warto to pokazać w kontekście ucięcia dopłat za brak jednej ściany...
Jałówki żywione na sucho dobrze przyrastają
Rodzinne gospodarstwo oprócz opasu byków i jałówek zajmuje się również tuczem świń i uprawą ziemniaków. Co roku do gospodarstwa wprowadzane są różne innowacyjne rozwiązania aby poprawiać komfort zwierząt i usprawniać pracę rolników.
Niedawno w gospodarstwie w żywieniu wprowadzono suchy TMR dla jałówek, które w tym systemie bardzo dobrze przyrastają. Rolnicy kupują cielęta w wadze około 100 kg od lokalnych producentów mleka, ich ceny sięgają od 800 do 1500 zł/szt.
Jałówki utrzymywane są w systemie żywienia „na sucho”, opartym głównie na sianie, mieszance zbóż i koncentracie białkowym. Rolnik ocenia, że takie rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze, jak zaznacza, kluczowe jest dobre siano i stały dostęp do paszy treściwej. Przez cały okres opasu na sztukę przypada około 6 kg mieszanki paszowej własnej produkcji. Przy obecnych cenach zbóż, to rozwiązanie wychodzi na plus.
Podkreśla, że wie, że w ostatnich dniach ceny bydła spadły, ale na razie nie ma żadnej grupy gotowej do sprzedaży.
- Na bydło w ostatnich miesiącach nie ma co narzekać. Ceny w skupach są satysfakcjonujące, bydło dało zarobić – mówi rolnik z Mazowsza.
Ziemniaki i tuczniki alternatywnym dochodem
Rolnik od wielu lat jednocześnie stawia na produkcję tucznika - do chlewni wstawia 100 prosiąt. Od lat niezmiennie od jednego hodowcy. Tuczniki utrzymywane są na ściółce zgodnie z wymogami dobrostanu. Z jednej strony to alternatywny dochód dla bydła, choć w ostatnich miesiącach, jak zaznacza raczej cienki.
Na szczęście ceny tuczników poszły nieco w górę i teraz ubojnia proponuje nawet 7,4 zł/kg w WBC. Kolejną partię zamierza sprzedać przed Wielkanocą, więc akurat załapie się na wyższe stawki.
Co ciekawe podkreśla, że od lat – niezależnie od koniunktury na rynku produkuje ziemniaki, które są istotnym filarem dochodu w gospodarstwie.
W minionym sezonie obsadzono nimi 8 hektarów. Mimo bardzo trudnej sytuacji na rynku ziemniaka w ostatnim sezonie, praktycznie cały plon udało się sprzedać. Rolnik ma stałą sieć odbiorców, wozi ziemniaki workowane po 15 kg głównie do lokalnych sklepów, szkół, restauracji i przedszkoli.
Dostarcza towar kilka razy w tygodniu. Jak podkreśla, własne kanały zbytu dają większą stabilność niż sprzedaż na rynku. Część ziemniaków trafia również w postaci surowej dla bydła. W ostatnich miesiącach udawało się sprzedać tygodniowo nawet 400 worków po 15 kg. Cena za kilogram to 1 zł, taniej niż w sklepie, drożej niż w hurcie.
Rolnik mówi, że w tym roku plony były rekordowe, a cotygodniowa sprzedaż zasila regularnie rodzinny budżet i daje bezpieczeństwo pomiędzy okresową sprzedażą bydła i tuczników.
Może warto pochylić się nad zmianą przepisów
Przypadek tego gospodarstwa pokazuje, że nawet przy dobrze prowadzonej i zorganizowanej produkcji rolnicy zderzają się z problemami formalnymi. Utrata dopłaty do dobrostanu może oznaczać spore straty finansowe. Sytuację może ratować sprzedaż tuczników i ziemniaków, ale tu także ważna jest koniunktura. Dla takich gospodarstw te dodatkowe środki z dopłat to cenna wartość, którą wkładają co roku w rozwój rodzinnego gospodarstwa. Może czasami warto sprawdzić czy niektóre przepisy mają tak naprawdę sens i nie krzywdzą tych, którzy prowadzą wzorowe, jak mówili niektórzy politycy gospodarstwo mieszane o długiej rodzinnej tradycji, gdyż o taką wartość trzeba dbać, a nie podcinać skrzydła.
Nazwiska rolnika nie podajemy celowo, z wiadomych względów.
Jeśli masz podobną historię, zapraszam do kontaktu – razem łatwiej zmieniać rolnictwo.
dkol
