StoryEditor

Handel drobiem pod presją. Bliski Wschód w centrum zmian

Rynek drobiu na Bliskim Wschodzie rośnie, ale wojna i nowe ograniczenia importowe zaczynają coraz mocniej wpływać na handel, koszty i bezpieczeństwo dostaw. To już nie jest tylko problem regionu.

18.03.2026., 14:30h

Bliski Wschód od kilku lat przyciąga uwagę eksporterów drobiu z całego świata. Powód jest prosty: w wielu krajach tego regionu rośnie liczba ludności, zwiększa się spożycie mięsa, rozwija się gastronomia, a państwa chcą wzmacniać własne bezpieczeństwa żywnościowe. To wszystko napędza popyt. Jednocześnie nie wszędzie udaje się nadążyć z krajową produkcją, więc import nadal odgrywa dużą rolę.

Dziś ten obraz zaczyna się jednak komplikować.  Na rynek drobiu coraz mocniej oddziałuje konflikt na Bliskim Wschodzie. Do tego dochodzą nowe decyzje administracyjne, jak saudyjskie ograniczenia importowe. W efekcie sektor musi mierzyć się jednocześnie z rosnącym popytem, większą niepewnością i wyższymi kosztami. Nie przeciągając, przejdźmy do szczegółów.

Bliski Wschód to coraz ważniejszy rynek dla drobiu

Jak opisał Poultry World w swojej analizie, Bliski Wschód stał się jednym z najbardziej dynamicznych rynków drobiu na świecie. Region przyciąga eksporterów, bo łączy wzrost liczby ludności, urbanizację i rozwój sektora HoReCa, czyli branży hotelarskiej i gastronomicznej, z wciąż dużym zapotrzebowaniem na import.

Stig Munck Larsen, główny konsultant Duńskiej Rady ds. Rolnictwa i Żywności oraz przewodniczący Grupy Roboczej ds. Handlu AVEC, zwrócił uwagę, że do 2029 r. populacja Bliskiego Wschodu ma wzrosnąć o 20 mln osób, a polowa tego przyrostu przypadnie na osoby poniżej 25. roku życia. Jak stwierdził: „Ta nowa sytuacja demograficzna zwiększy spożycie mięsa drobiowego zarówno teraz, jak i w przyszłości”.

Według tego samego źródła obecny popyt importowy regionu wynosi około 2,5 mln ton. Z kolei think tank IndexBox prognozuje, że do 2035 r. rynek może osiągnąć 10 mln ton, a jego wartość przekroczy 20 mld dolarów.

To ważne tło dla całej sprawy. Bo jeśli region tak mocno potrzebuje drobiu, to każde zakłócenie transportu, handlu czy produkcji od razu odbija się szerzej niż tylko lokalnie.

Wojna nie zatrzymuje rynku, ale zaczyna go destabilizować

To właśnie pokazują najnowsze analizy. Rabobank w raporcie z 12 marca ocenił, że konflikt na Bliskim Wschodzie wywołuje wielowarstwowy wstrząs w światowym sektorze rolno-spożywczym. W centrum są energia i logistyka, a dalej skutki rozchodzą się na nawozy, pasze, opakowania i handel żywnością.

Dla rynku drobiu ten mechanizm jest szczególnie istotny. Rabobank podkreśla, że Bliski Wschód jest dużym importerem białka zwierzęcego, a w samym drobiu region odpowiada za 15% światowego handlu i prawie 10% globalnego wzrostu produkcji. Mimo inwestycji w lokalne fermy kilka krajów pozostaje mocno uzależnionych od importu mięsa drobiowego i kluczowych komponentów, takich jak pasza. W raporcie wskazano zwłaszcza Iran, Kuwejt, Oman, Irak, Bahrajn i ZEA.

To oznacza, że wojna nie musi fizycznie zniszczyć ferm, aby uderzyć w sektor. Wystarczy, że podniesie koszt energii, utrudni transport i zakłóci regularność dostaw.

Sprawdź również: Czy konflikt na Bliskim Wschodzie uderzy w rynek mleka? Ekspert prognozuje co czeka rolników

Najmocniej uderza energia, transport i pasze

Poultry World w swojej niedawnej analizie zwrócił uwagę, że europejscy producenci drobiu już odczuwają pierwsze skutki konfliktu. Chodzi przede wszystkim o rosnące ceny energii i większą zmienność na rynkach pasz.

Międzynarodowa Rada Drobiu (IPC) podkreślała, że „produkcja drobiu jest wrażliwa na koszty energii, ponieważ ogrzewanie, energia elektryczna, przetwórstwo i transport są energochłonne”. To ważna uwaga, bo dobrze tłumaczy, dlaczego konflikt zbrojny setki czy tysiące kilometrów od fermy może wpływać na opłacalność produkcji także w Europie.

Do tego dochodzą nawozy. Rabobank wskazał, że przez cieśninę Ormuz przechodzi 25–30% światowego eksportu azotu. Jeśli ten kanał pozostaje zakłócony, rośnie ryzyko droższych nawozów, a to z kolei może podbijać koszty produkcji kukurydzy i soi, czyli podstawowych składników pasz.

W praktyce wygląda to więc tak: wojna podnosi ceny energii, to wpływa na nawozy i logistykę, a później ten wzrost kosztów przechodzi dalej na pasze, fermę, ubojnię i transport gotowego mięsa.

image

30% światowej produkcji mocznika zablokowane. Jakie są ceny nawozów?

Handel morski robi się mniej pewny i droższy

W drobiu szczególnie ważna jest też logistyka. Materiał genetyczny, jak jednodniowe pisklęta, zwykle dociera drogą lotniczą, ale sam handel mięsem drobiowym w dużej mierze opiera się na transporcie morskim. A właśnie ten element łańcucha staje się dziś mniej przewidywalny.

Według Poultry World utrudnienia na światowych szlakach mogą ograniczać eksport mięsa na Bliski Wschód albo wręcz czasowo go wstrzymywać. Stig Munck Larsen ostrzegł, że część wolumenów może zostać przekierowana na inne rynki, zwłaszcza do Afryki, co negatywnie wpłynie na ceny hurtowe. Dodatkowo zmiana trasy przez Republikę Południowej Afryki może wydłużać dostawy o 10–14 dni i podnosić koszty.

Podobny mechanizm opisał Rabobank. Zwrócił uwagę, że Brazylia, czyli kluczowy dostawca drobiu do regionu, już mierzy się z wyższymi kosztami frachtu i ubezpieczeń. Część transportów dociera do portów nad Morzem Czerwonym, a potem jedzie dalej lądem, inne dostawy trzeba przekierowywać dłuższą drogą.

Nie wszyscy eksporterzy reagują tak samo

Wojna zmienia też układ sił między dostawcami. Poultry World pisał wcześniej, że Brazylia nadal dominuje w imporcie drobiu do regionu, ale o większy udział walczą też UE, Rosja, Ukraina, Turcja i inni gracze.

Problem w tym, że nie każdy wchodzi w ten kryzys z taką samą pozycją. Ukraina, według cytowanych przez portal przedstawicieli branży, straciła część konkurencyjności cenowej z powodu wojny, wyższych kosztów logistyki i problemów z regularnością dostaw. Z kolei Rosja zwiększała sprzedaż do krajów Zatoki, inwestując m.in. w certyfikację halal.

Polska i szerzej UE widzą w Bliskim Wschodzie kierunek ważny z punktu widzenia dywersyfikacji eksportu. Ale wciąż przegrywają ceną z tańszymi konkurentami. Katarzyna Gawrońska z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) zwracała uwagę, że dla krajów arabskich kluczowym czynnikiem pozostaje cena, a unijna produkcja jest droższa przez wyższe wymogi regulacyjne.

Arabia Saudyjska pokazuje, że rynek zależy też od decyzji politycznych

Do wojny i kosztów dochodzi jeszcze trzeci czynnik: regulacje. I tu bardzo mocnym sygnałem jest najnowsza decyzja Arabii Saudyjskiej. Jak poinformował wczoraj Poultry World, saudyjski urząd ds. żywności i leków wprowadził od 1 marca całkowity zakaz importu surowego drobiu i jaj konsumpcyjnych z 40 krajów. Kolejne ograniczenia objęły wybrane regiony w 16 państwach. Oficjalnym powodem jest ochrona przed wysoce zjadliwą grypą ptaków.

Jednocześnie Arabia Saudyjska nadal rozwija własną produkcję. Tamtejsze ministerstwo podało, że krajowa produkcja drobiu przekroczyła 1,31 mln ton rocznie, podczas gdy w 2023 r. wynosiła 1,1 mln ton.

Ta decyzja budzi pytania w regionie. Część eksporterów uważa, że tak szeroki zakres ograniczeń może służyć nie tylko bioasekuracji, ale też ochronie własnego rynku. Szczególnie krytycznie oceniali to przedstawiciele Egiptu, dla których eksport drobiu do Arabii Saudyjskiej jest ważnym źródłem dewiz potrzebnych do zakupu kukurydzy i soi na paszę.

To pokazuje bardzo wyraźnie, że rynek drobiu na Bliskim Wschodzie zależy nie tylko od popytu i wojny, ale także od szybkich decyzji administracyjnych podejmowanych przez państwa regionu.

Jest też druga strona: drób zwykle broni się lepiej niż droższe mięsa

Nie wszystkie sygnały dla sektora są jednak jednoznacznie złe. Międzynarodowa Rada Drobiu przypomniała, że w czasie pogorszenia koniunktury drób często okazuje się bardziej odporny niż inne gatunki mięsa. Powód jest prosty: pozostaje jednym z najtańszych źródeł białka zwierzęcego.

To może oznaczać, że jeśli wojna będzie dalej podbijać inflację i osłabiać siłę nabywczą konsumentów, część gospodarstw domowych będzie ograniczać droższe zakupy i przesuwać popyt właśnie w stronę drobiu. To nie zlikwiduje problemu kosztów, ale może amortyzować spadki konsumpcji.

Rynek rośnie, ale robi się coraz trudniejszy

Z punktu widzenia rolnika i całego łańcucha drobiarskiego wniosek jest dziś dość jasny. Bliski Wschód pozostaje rynkiem o dużym potencjale. Popyt nie znika, a w części krajów będzie nadal rósł. Jednocześnie wojna pokazuje, jak krucha bywa opłacalność w sektorze zależnym od energii, pasz, frachtu i stabilnych kierunków eksportu.

Do tego dochodzi coraz mocniejsza rola państw, które z jednej strony chcą zabezpieczyć dostawy żywności, a z drugiej chronić własny przemysł. Dlatego najbliższe miesiące mogą być dla rynku drobiu okresem nie tyle załamania, ile narastającej niestabilności.

I właśnie to wydaje się dziś najważniejsze: Bliski Wschód nadal potrzebuje drobiu, ale wojna sprawia, że dostarczenie go staje się trudniejsze, droższe i bardziej ryzykowne.

Oprac. Maria Khamiuk na podst. Poultry World, Rabobank

Maria Khamiuk
Autor Artykułu:Maria Khamiukdziennikarz, współpracownik PWR Online
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
18. marzec 2026 16:13