Łukasz Marciniak prowadzi gospodarstwo regeneratywne Szalony Pasterz w Podaninie pod Chodzieżą, w woj. wielkopolskim. Na około 2,5 ha utrzymuje kaczki, perliczki, brojlery i kury nioski w systemie pastwiskowym. Podczas wrześniowej wizyty opowiadał nam, jak organizuje pracę przy kilku gatunkach drobiu, radzi sobie bez ciągnika i sprzedaje mięso oraz jaja bezpośrednio klientom.
Chciał produkować żywność dla siebie
Gospodarstwo i marka Szalony Pasterz nie powstały według gotowego biznesplanu. Na początku Łukasz szukał sposobu na produkowanie żywności dla własnej rodziny.
– Ja po prostu chciałem mieć dostęp do zdrowej żywności. Trafiłem na Joela Salatina i książkę „You Can Farm”. Spodobało mi się, że u niego próg wejścia jest niski, nie potrzeba dużego areału, żeby zacząć, a wszystko jest mobilne. Studiowałem logistykę, pracowałem w transporcie, więc połączyłem te kropki i wpadłem w ten mobilny system gospodarowania – opowiada.
Salatin to amerykański rolnik i autor związany z Polyface Farm w Wirginii. Łukasz zaczerpnął od niego przede wszystkim pomysł na regularną zmianę kwater na pastwisku i lekkie, mobilne konstrukcje, w których utrzymuje drób. Teraz dopasowuje je do własnego gospodarstwa.
Rolnictwo nie było mu jednak całkiem obce. Jego rodzice w latach 80. i 90. utrzymywali brojlery, a później kury nioski korzystające z wybiegu. Gdy zakończyli produkcję, rodzina zajęła się transportem. Dawne kurniki przeznaczono na inne cele. Łukasz ma też za sobą prowadzenie firmy recyklingowej, a w transporcie międzynarodowym przepracował około 12 lat.
Zaczął od około 50 kurczaków w dwóch mobilnych domkach. Nie inwestował od razu w dużą halę. Chciał sprawdzić, czy potrafi prowadzić taki chów. Z niedowierzania rodziny i przyjaciół, z którym spotkał się na początku, powstała nazwa gospodarstwa.
– Kiedy zacząłem czytać książki, interesować się tym i opowiadać o pomyśle rodzinie, każdy uważał, że to, co chcę robić, jest nienormalne, zwariowane i szalone. Pomyślałem: będę wypasał drób, wszystko będzie na pastwisku, więc będę pasterzem. A skoro nikt w to nie wierzył, przełożyłem tę krytykę na coś pozytywnego i stwierdziłem, że będę Szalonym Pasterzem – opowiada.
Nioski zostają na pastwisku także zimą
Łukasz gospodaruje łącznie na około 2,5 ha, rozdzielonych pomiędzy dwa pastwiska i teren przy gospodarstwie. Jedno pastwisko nadal dzierżawi. Działkę o powierzchni 1,3 ha, którą wcześniej również dzierżawił, kupił krótko przed naszym przyjazdem. To jego pierwsza własna ziemia.
– Mam pierwszą ziemię – 1,3 ha. Zobaczcie, jaki gospodarz! – żartuje.
Podczas naszej wizyty w połowie września 2026 r. utrzymywał około 1550 ptaków: 350 perliczek, 600 kaczek, 300 brojlerów i 300 kur niosek. Najwięcej drobiu utrzymuje latem. Od czerwca do sierpnia liczba ptaków przebywających jednocześnie w gospodarstwie rośnie nawet do 2,5-3 tys. sztuk.
Łukasz mówi o swoim gospodarstwie, że jest sezonowe. Drób na mięso utrzymuje od wiosny do listopada, zależnie od pogody i zamówień. Nioski zostają przez cały rok – także zimą na pastwisku, w mobilnych kurnikach. Wtedy jednak nie przestawia ich na kolejne kwatery. Kury spędzają zimę na jednej, a gdy trzeba, dokłada im słomę, żeby nie podwiewało do środka i ptakom łatwiej było znieść zimowe warunki.
Zimą częściej przyjeżdża też po jajka. Pilnuje zwłaszcza tych na najniższej półce, żeby nie zamarzły. Choć sezon na drób mięsny się kończy, do niosek nadal trzeba zaglądać.
W czasie naszej wizyty rolnik mówił, że zbiera zwykle 120-140 jaj dziennie. Docelowo chciałby utrzymywać 350 niosek podzielonych na dwie grupy.
Domki przesuwa ręcznie albo terenówką
Łukasz Marciniak podchodzi do niskiej mobilnej zagrody bez podłogi, w której tymczasowo przebywają młode kury nioski. Podnosi jej boki, zakłada niewielkie koła i własnymi rękami przesuwa konstrukcję na kolejny fragment trawy. Kury najpierw trzymają się z tyłu, po chwili ruszają na świeżą kwaterę.
– To jest taka praca trochę „nie filmowa” – mówi w czasie przestawiania.
Całość zajmuje kilka minut i odbywa się na terenie gospodarstwa, bez specjalnych maszyn.
Mobilne kurniki Łukasza mają różne rozmiary i kształty. Te bez podłogi to chicken tractory: ptaki chodzą w nich bezpośrednio po ziemi, a po przesunięciu zagrody mają pod nogami kolejny fragment trawy. Służą głównie do chowu drobiu mięsnego, choć na pewien czas trafiają do nich także młode nioski.
Część to niskie, prostokątne konstrukcje, w tym domki o wymiarach około 3 × 3 m. Łukasz ma też wyższe, łukowe. Mniejsze przestawia ręcznie, do przesuwania części większych wykorzystuje terenówkę.
Dla niosek przeznaczone są egg mobile, czyli mobilne kurniki na kołach. Łukasz nazywa je „kurowozami”. Podłoga jest wykonana z metalowej kratki, dzięki czemu odchody spadają na pastwisko. Pod gniazdami znajduje się szuflada na jaja, do której kury mają ograniczony dostęp. Chodzi o to, żeby nie dobierały się do świeżo zniesionych jaj.
Ciągnika Łukasz nie ma, więc do wielu zadań wykorzystuje swój samochód. Terenówką przesuwa część mobilnych kurników, a podczas wyjazdów na oddalone pastwiska staje się magazynem i warsztatem na kołach. Wozi w niej narzędzia, paszę, pojemniki i inne rzeczy potrzebne z dala od zabudowań.
– W tym roku już tyle się namęczyłem, że spaliłem sprzęgło w samochodzie. Mam teraz dziewczynę, która mi pomaga. Nie chcę, żeby wszystko było zależne ode mnie – mówi.
Dlatego zależy mu na konstrukcjach, z którymi poradzi sobie również ktoś z rodziny albo osoba pomagająca w gospodarstwie. Mniejszy i bardziej zwrotny domek łatwiej przestawić. Na jego działkach nie każde większe rozwiązanie się sprawdzi.
Jako przykład podaje około dziesięciometrowy domek, który zna z gospodarstwa Tomasza Majdy, prowadzącego Manufakturę Dobra. Jak opowiada Łukasz, do jego przemieszczania potrzebny jest ciągnik, a druga osoba musi pilnować ptaków.
– A u mnie jest jeszcze za mały teren. Ja muszę mieć konstrukcje zwrotne i małe – wyjaśnia.
W sezonie zagrody dla drobiu mięsnego przestawia prawie codziennie. Częstotliwość zmiany kwater zależy od liczby ptaków i ich zagęszczenia. Po przejściu stada trawa musi mieć czas na odrost. Więcej ptaków na tych samych działkach oznaczałoby, że szybciej wrócą w miejsce, z którego niedawno zeszły.
– Jaj mam cały czas za mało, ale ograniczenia ziemi powodują, że nie mogę po prostu mocno zwiększyć liczby niosek. Rotacja musi być utrzymana, a gleba musi odpocząć – zaznacza.
Łukasz pokazuje fragmenty pastwiska, na których dostrzega już zmiany: gęstszą trawę, więcej koniczyny i inny kolor roślinności niż tam, gdzie ptaków jeszcze nie było. Ich odchody mają nawozić pastwisko. Na razie są to jednak obserwacje gospodarza. Pobrał próbki gleby na początku i zapowiada kolejne badania po kilku latach. Dopiero wtedy będzie mógł porównać wyniki.
Młode ptaki muszą poczekać na pastwisko
W połowie września noce były już chłodniejsze, a część młodych kurczaków nadal pozostawała w odchowalni, żeby lepiej się opierzyć. Pierwsze tygodnie drób spędza właśnie tam. Łukasz pilnuje ciepła, suchej ściółki oraz dostępu do paszy i wody. Stosuje głęboką ściółkę, regularnie dokładając świeży materiał.
Z przenosinami na pastwisko nie spieszy się za wszelką cenę. Przy jednym z wcześniejszych odchowów wywiózł około trzytygodniowe kaczki, po czym przyszła zimna i wilgotna noc. Padło wtedy około 20 sztuk. Dlatego patrzy nie tylko na wiek ptaków, ale też na ich opierzenie i prognozę pogody. Jeśli warunki są niekorzystne, dłużej zostają pod dachem.
Ochrona ptaków przed drapieżnikami
Na pastwisku dochodzi pilnowanie, żeby do stad nie dostały się drapieżniki. Przy nioskach stosuje ogrodzenia elektryczne i siatki chroniące z góry. W domkach dla brojlerów zabezpiecza krawędzie przed podkopaniem. Podkreśla, że nie ma zabezpieczenia skutecznego raz na zawsze: kuna może znaleźć szczelinę, lis podkopać konstrukcję, a ptaki drapieżne ominąć osłony. Trzeba je więc regularnie sprawdzać i poprawiać.
Zdarza się też, że to same ptaki wychodzą poza ogrodzenie. Perliczki są ruchliwe i płochliwe, a przy ich zawracaniu czasem przydaje się suczka Chilli. To australijski pies pasterski rolnika. Nie pracuje stale przy stadach. Łukasz szkoli ją, zabierając również na różne zajęcia przy owcach, aby doskonaliła sztukę zaganiania.
Podczas obchodu Chillie zaczepiała mnie, chwytając za kostki i zachęcając do zabawy.
– Nie przez przypadek łapie za kostki, bo to Australian Cattle Dog. Za oceanem mówi się na nie „blue heelery” i one właśnie chwytają za kostki. Ciebie też łapała, bo szukała zaczepki, chciała się pobawić i pobiegać – tłumaczy Łukasz.
Choć na razie ma drób, a nie bydło, chciałby kiedyś wykorzystać psa także przy większych zwierzętach. Do tego znów potrzebowałby więcej ziemi.
Paszę miesza sam
Ptaki korzystają z pastwiska, ale dostają też paszę, którą Łukasz sam przygotowuje z kupowanych surowców. Część poddaje fermentacji, a skład mieszanek dopasowuje do gatunku i wieku ptaków.
– Korzystam z przepisu Salatina z książki „Pastured Poultry Profits”, ale trochę przerobiłem go na polskie warunki. Z surowców białkowych stosuję pełnotłustą soję ekstrudowaną, łubin i groch. Do tego kukurydza, owies i jęczmień – wylicza.
„Na razie niektóre nioski mają dożywocie”
Łukasz chce też sam odchowywać kolejne pokolenia kur. Ma własną odchowalnię i założył stado zarodowe, ale duża część obecnych niosek to jeszcze ptaki kupione już po odchowie. Część młodego drobiu nadal sprowadza z zewnątrz.
– Założyłem swoje stado zarodowe i chcę już w cyklu zamkniętym mieć własne kury – mówi.
W stadzie są kury w różnym wieku. Niektóre mają już około czterech lat i nadal znoszą jaja, choć robią to rzadziej – według hodowcy raz na cztery lub pięć dni. W okresie pierzenia nieśność spada, a w większej grupie nie zawsze łatwo ustalić, która kura przestała się nieść.
– Na razie niektóre mają u mnie dożywocie. Przy australorpach celuję w czteroletni cykl – wyjaśnia.
Będzie jednak obserwował ich kondycję i to, ile znoszą jaj. Gdy starsze kury będą niosły wyraźnie mniej, część z nich przeznaczy na rosół.
Nie tylko drób, ale też króliki pastwiskowe
Własne stado chce założyć również przy królikach. W 2025 r. kupił ponad 20 młodych sztuk i odchował je na pastwisku. W sezonie 2026 miał tylko kilka, bo reszta szybko znalazła nabywców. Przy dużym zainteresowaniu drobiem zabrakło mu już czasu na więcej królików.
– W przyszłym roku będą króliki. Chcę założyć własne stado zarodowe, na początek z czterema samicami. Z tyłu powstanie dla nich specjalny namiot, a młode będą później trafiały na pastwisko – zapowiadał, mówiąc o sezonie 2027.
Z własną jednostką ubojową
Łukasz nie wozi drobiu do zewnętrznej ubojni. Ubój prowadzi w gospodarstwie, jak wyjaśnia, w ramach sprzedaży bezpośredniej. Do tego również sam zbudował niewielką mobilną jednostkę. Później tuszki trzeba jeszcze schłodzić, zapakować, zamrozić albo przygotować do odbioru i wysyłki.
Zdobyte doświadczenie wykorzystuje też przy projektowaniu wyposażenia dla małych ubojni gospodarskich. Z tym tematem dotarł do Sejmu. Podczas posiedzenia podkomisji poświęconego dobrostanowi podczas uboju i ubojowi pastwiskowemu mówił o małych jednostkach dla drobiu i królików, choć dyskusja dotyczyła głównie bydła i jeleniowatych.
Łukasz chciałby, aby jedna w pełni wyposażona jednostka jeździła między gospodarstwami na terenie powiatu. Rolnicy mogliby korzystać z niej wspólnie i nie musieliby budować osobnych, kosztownych obiektów.
Współpraca z weterynarią nie jest łatwa
Osobnym problemem jest dla niego współpraca z Inspekcją Weterynaryjną. W jego ocenie gospodarstwo oparte na takim systemie nie pasuje do standardowych schematów tworzonych z myślą o innym sposobie produkcji. Jak mówi Łukasz Marciniak, zamiast praktycznej pomocy spotyka się z niechęcią i opieszałością.
– Weterynaria nie pomaga i nie chce pomagać, raczej zwalcza takich rolników jak ja. Mój sposób gospodarowania nie wpisuje się we współczesne rozporządzenia i przepisy. Stąd, w mojej ocenie, bierze się opieszałość wobec mojego gospodarstwa – mówi.
Brak porozumienia z urzędem jest jednak z perspektywy hodowcy jedną z barier w prowadzeniu i rozwijaniu gospodarstwa.
Internet robi największą robotę
Mięso i jaja Łukasz sprzedaje przede wszystkim bezpośrednio klientom. Współpracuje z jedną restauracją, dla której hoduje głównie kaczki. W sklepie gospodarstwa można znaleźć jaja, tuszki drobiowe i królicze, podroby oraz kaczy smalec. To, co akurat jest dostępne, zależy od sezonu i kolejnych partii drobiu.
– Wysyłam jajka, mięso i mięso mrożone w specjalnych opakowaniach zwrotnych. Można też przyjechać do gospodarstwa albo spotkać mnie na targu na Dolnej Wildzie w Poznaniu, ale tak naprawdę internet robi największą robotę – mówi Łukasz.
Na odchowaniu ptaków jego praca się więc nie kończy. Sam zbiera zamówienia, odpowiada klientom, przygotowuje przesyłki i pilnuje terminów dostaw. Pokazuje też odbiorcom, jak prowadzi gospodarstwo. Tu przydaje się doświadczenie z transportu i logistyki.
W planowaniu chowu pomagają rezerwacje konkretnych terminów i przedpłaty. Takie rozwiązanie opisuje firma, która wdrażała sklep internetowy gospodarstwa. Dzięki wcześniejszym zamówieniom Łukasz wie, ile ptaków przygotować, a część pieniędzy na ich odchów dostaje z góry. Później musi jednak dostarczyć towar na czas, nawet jeśli pogoda pokrzyżuje plany albo ptaki będą rosły wolniej, niż zakładał.
Małe zwierzęta i dużo pracy
Według własnych wyliczeń Łukasza w ubiegłym sezonie gospodarstwo przyniosło około 37 tys. zł zysku w przeliczeniu na hektar. Podczas naszej rozmowy liczył, że w tym sezonie uda mu się dojść do około 45 tys. zł z hektara.
W tych kwotach mieści się zarówno chów, jak i sprzedaż bezpośrednia oraz współpraca z restauracjami. Są to szacunki gospodarza. Nie znamy szczegółowego rachunku, który pokazywałby, jak wycenił własną pracę, pomoc rodziny i zużycie sprzętu, więc trudno porównywać ten wynik z innymi gospodarstwami.
Najwięcej pracy ma przy przenoszeniu ptaków między odchowalnią a pastwiskiem, a później przy przygotowaniu ich do sprzedaży. W gospodarstwie pomagają mu też dzieci i rodzina.
– Na małym areale chcę mieć małe zwierzęta. Im mniejsze zwierzę, tym mniejszy areał jest potrzebny, ale więcej pracy jest wokół niego. Na początku każdy mówił mi, że to takie „hobby”. Nie, to nie jest hobby, to praca, która przynosi zysk. Po tych trzech latach to jest dla mnie realny biznes. Jestem w stanie się z tego utrzymać – podkreśla Łukasz.
