Cena mleka w ciągu roku spadła o 60 groszy za litr (z 2,30 zł na 1,70 zł), a koszty produkcji nie podążają za nią w dół. W takiej sytuacji liczy się każdy element rachunku – od wydajności stada, przez własną pracę, po moment podejmowania kolejnych inwestycji.
W gospodarstwie Glików od lat wszystko podporządkowane jest jednej zasadzie: inwestycja ma pracować na gospodarstwo. Przy wysokich ratach nie ma miejsca na przypadkowe zakupy. Nowa obora, robot udojowy, ciągnik czy monitoring mają przede wszystkim ułatwiać pracę, podnosić wydajność i ograniczać jednostkowy koszt produkcji mleka. Dziś, gdy cena surowca jest wyraźnie niższa niż przed rokiem, takie podejście ma jeszcze większe znaczenie.
Gospodarstwo zaczynało od 4 ha i 4 krów. Z czasem Jan Glik stopniowo zwiększał zarówno areał, jak i stado. Przez lata pracował również poza gospodarstwem, m.in. jako kierowca samochodu odbierającego mleko. W 2005 r. całkowicie zajął się produkcją rolniczą.
– W dużym stopniu do rozwoju gospodarstwa przyczyniła się nasza rodzina, ponieważ często korzystałem z doświadczenia i porad moich szwagrów, którzy są bardziej doświadczonymi hodowcami – wspomina rolnik.
Dziś w oborze jest ok. 60 krów w doju. Od 4 lat gospodarze korzystają z robota udojowego, a średnia wydajność stada wynosi około 13 tys. kg mleka od krowy rocznie.
– Przy tej wydajności można to udźwignąć, ale trzeba cały czas kalkulować i kombinować – mówi Jan Glik.
To właśnie wydajność jest jednym z najważniejszych elementów ich rachunku ekonomicznego. Budynek, wyposażenie i finansowanie kosztują niezależnie od tego, czy krowa wyprodukuje 9 czy 13 tys. kg mleka. Większa produkcja pozwala więc rozłożyć część kosztów stałych na większą ilość surowca.
Niełatwy bilans
Dziś ta kalkulacja jest szczególnie ważna. Średnia cena mleka w gospodarstwie w okresie od sierpnia 2025 do lipca 2026 r. wyniosła 1,93 zł netto/l. W tym samym czasie średni koszt wyprodukowania litra mleka wyniósł 2,15 zł netto, ten koszt obciążają w dużej mierze zobowiązania kredytowe (w wyliczeniu nie uwzględniono kosztów pracy oraz wpływów ze sprzedaży krów na rzeź).
Różnica między ceną a kosztem pokazuje, jak trudna stała się ekonomika produkcji. W ciągu roku cena mleka mocno spadła. Jednocześnie np. ceny paliwa mocno podskoczyły i poszczególne wydatki zmieniają się z miesiąca na miesiąc.
Gospodarze na bieżąco porównują wpływy ze sprzedaży mleka z wydatkami. Nie każdy miesiąc się bilansuje, różnicę trzeba pokryć z innych źródeł.
– Sprzedaż krów na rzeź czasem ratuje płynność finansową gospodarstwa – mówi Leokadia Glik. Wysoka cena wołowiny w ostatnim czasie pomogła zwiększyć przychód.
Przy obecnej skali produkcji gospodarze mają kilka dużych zobowiązań. Sama rata związana z nową oborą wynosi około 14 tys. zł miesięcznie. Kolejnym obciążeniem jest finansowanie ciągnika, który kosztował około 680 tys. zł. Część kwoty została pokryta ze środków własnych, a pozostała została rozłożona w kredycie fabrycznym. Dla właścicieli nie liczy się jednak wyłącznie wysokość raty. Ważniejsze jest to, co dana maszyna daje gospodarstwu.
– Dzięki dobrze dobranym maszynom możemy poprawić ekonomię i jakość produkowanych pasz, co ma odzwierciedlenie w jakościowej i ilościowej produkcji mleka – podkreśla Jan.
Jednak nie wszystkie inwestycje w gospodarstwie to nowe sprzęty. Przykładem jest używana przyczepa do zbioru traw firmy Krone, którą gospodarze kupili za ok. 240 tys. zł. Nowa kosztowałaby ok. 0,5 mln zł.
– Stara przyczepa miała pojemność 25 m3, obecna ma 37 i dodatkowo zapewnia lepsze cięcie zielonki, co wpływa na jakość paszy i szybsze wykonanie zbioru. Przy krótkich oknach pogodowych ma to duże znaczenie – mówi Leokadia Glik.
Inwestycja dla kolejnego pokolenia
Największą inwestycją była budowa nowej obory, uruchomionej cztery lata temu. Początkowo Glikowie planowali rozbudowę w innym miejscu, na polu za gospodarstwem. Nie uzyskali jednak zgody na budowę, dlatego ostatecznie budynek powstał tuż za domem, częściowo w miejscu starej obory.
Inwestycja przypadła na okres gwałtownego wzrostu cen materiałów i dużej niepewności na rynku. Wielu rolników rezygnowało wtedy z planów budowlanych. Glikowie zdecydowali się jednak kontynuować przedsięwzięcie.
Powód był nie tylko produkcyjny. Jan Glik patrzył już na gospodarstwo z perspektywy kolejnego pokolenia.
– Wiedziałem, że jeżeli nie zainwestuję w nowoczesną oborę, mój syn może nie chcieć tego gospodarstwa przejąć. Trzeba było zaryzykować, wziąć kredyt i zbudować – mówi hodowca.
Dziś syn Franciszek prowadzi gospodarstwo razem z rodzicami. Nowoczesna obora, robot udojowy i technologie mają sprawić, że jego praca będzie łatwiejsza niż ta, którą przez lata wykonywali jego rodzice.
Sama budowa obory kosztowała około 600 tys. zł, przy czym znaczną część prac gospodarze wykonali we własnym zakresie. Gospodarze korzystali również z dofinansowania na wyposażenie, ale inwestycja wymagała odpowiedniego przygotowania finansowego.
– Dużo sami zrobiliśmy, między innymi spawałem wszystkie elementy nowej obory. Dlatego trudno powiedzieć, ile dokładnie kosztowałaby ta inwestycja, gdybyśmy wszystko zlecili – zaznacza właściciel.
Właśnie takie podejście pozwoliło ograniczyć część kosztów inwestycji. Dzięki umiejętnościom i warsztatowi właściciel wiele maszyn czy przeróbek w gospodarstwie wykonuje we własnym zakresie.
Więcej o inwestycjach w gospodarstwie rodziny Glików w październikowym wydaniu top bydło.
Ten artykuł pochodzi z wydania top bydło 10/2026
czytaj więcej
