StoryEditor

Tragedia z cielnymi krowami przy granicy tureckiej. Winna biurokracja i choroba niebieskiego języka

Co wydarzyło się podczas transportu ciężarnych krów do Turcji? Choroba niebieskiego języka i biurokracja stały się przyczyną dramatu. Historia odbiła się szerokim echem w mediach.

05.12.2024., 08:11h

69 ciężarnych krów utknęło na granicy Bułgarii i Turcji. Dlaczego?

Dwa transporty z 69 krowami w zaawansowanej ciąży wyruszyły 12 września 2024 roku z Brandenburgii w Niemczech. Celem była Turcja, gdzie zwierzęta miały trafić do hodowli mlecznej. Plan zakładał pokonanie 3500 kilometrów w pięć dni. Jednak już po czterech dniach ciężarówki utknęły na granicy bułgarsko-tureckiej.

Zobacz też: Choroba niebieskiego języka: jest pierwsze ognisko w Polsce? Jakie są konsekwencje dla gospodarstwa i w okolicy ogniska?

Co było powodem zatrzymania? Jak informuje topagrar.com, powołując się na reportaż ZDF, była to choroba niebieskiego języka, powszechnie występująca w niektórych regionach Europy, w tym w Polsce. Mimo negatywnych wyników testów i spełnienia wymogów eksportowych, tureckie służby weterynaryjne odmówiły wjazdu. Zwierzęta nie mogły też wrócić do Unii Europejskiej, gdyż formalnie opuściły jej granice.

Brak pomocy, wody, paszy i odpowiednich warunków. Kierowcy sam na sam z cierpiącymi zwierzętami

To spowodowało, że krowy oraz ich opiekunowie (czyli kierowcy) zostali uwięzieni w „ziemi niczyjej” – zamkniętej strefie bez dostępu do odpowiednich warunków sanitarnych, wody i paszy. Betonowe mury, drut kolczasty i monitoring uniemożliwiały interwencje organizacji humanitarnych.

Krowy, będące w zaawansowanej ciąży, zaczęły rodzić w ciężarówkach. Wiele cieląt zmarło z powodu wycieńczenia. Kierowcy, w tym Heinrich, który ma 45-letnie doświadczenie w transporcie zwierząt, opłacili paszę z własnych środków, starając się utrzymywać zwierzęta przy życiu.

- To, co zrobiono tym zwierzętom, jest niewybaczalne. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Każdego dnia walczyliśmy o ich życie, ale nikt nam nie pomógł – mówił rozgoryczony kierowca Heinrich w wywiadzie dla ZDF.

Kto ponosi odpowiedzialność?

Choroba niebieskiego języka, która zaostrza przepisy dotyczące transportu zwierząt w Europie, jest chorobą zakaźną przenoszoną przez owady. W Brandenburgii, skąd pochodziły krowy, nie odnotowano nowych przypadków w promieniu 150 km od miejsca załadunku zwierząt.

Jak pisze topagrar.com, powołując się na niemiecką służbę weterynaryjną, „takiemu cierpieniu zwierząt spowodowanemu zbyt długimi transportami oraz niewłaściwymi warunkami hodowli i metodami uboju można zapobiec jedynie poprzez ogólny zakaz transportu żywych zwierząt do krajów trzecich spoza UE. Nie leży to jednak w gestii poszczególnych okręgów, ale może być możliwe jedynie na mocy rozporządzenia krajowego”. 

Brak jednolitych regulacji między krajami związkowymi sprawił, że tureckie władze wykorzystały ten argument, aby odmówić wjazdu. Eksperci i rolnicy wskazują, że niejasne przepisy międzynarodowe w przypadku chorób zwierzęcych są poważnym problemem, który prowadzi do cierpienia zwierząt i strat finansowych hodowców.

image

41,3 tys. gospodarstw w obszarze objętym ograniczeniami chorobą niebieskiego języka!

„To było jedyne rozwiązanie”. Czym zakończył się transport krów do Turcji? 

Po ponad 30 dniach w tragicznych warunkach niemieckie władze we współpracy z eksporterem zdecydowały się na eutanazję pozostałych zwierząt. Zwierzęta, które przeżyły, były w tragicznym stanie i nie mogły kontynuować transportu. Jak tłumaczyli przedstawiciele urzędu weterynaryjnego, decyzja o eutanazji była „najtrudniejszą, ale jedyną możliwą w tej sytuacji”.

Tragiczny przypadek z Niemiec jako przestroga dla polskich rolników

Ten tragiczny przypadek ujawnia poważne braki w systemie regulacji transportu zwierząt. Niemieckie Ministerstwo Rolnictwa oraz organizacje hodowców bydła podkreślają, że brak spójnych przepisów przynajmniej na poziomie ogólnokrajowym to problem, który wymaga pilnych działań.

Z punktu widzenia polskich rolników sprawa ta jest przestrogą. Wielu polskich eksporterów również eksportuje zwierzęta na odległe rynki, co wiąże się z podobnymi ryzykami. Brak jednolitych standardów w handlu międzynarodowym oraz zaostrzające się przepisy mogą prowadzić do strat i trudnych sytuacji, takich jak ta na granicy turecko-bułgarskiej.

na podst. topagrar.com, ZDF

Maria Khamiuk
Autor Artykułu:Maria Khamiuk

Maria Khamiuk – dziennikarka pisząca o rolnictwie, rynkach produktów rolnych oraz polityce rolnej Unii Europejskiej. Od ponad pięciu lat przygotowuje artykuły, analizy i reportaże dotyczące sytuacji w rolnictwie oraz międzynarodowego handlu produktami rolnymi, publikowane m.in. na łamach topagrar.pl (Top Agrar), tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy), a także inne portale AgroHorti Media. Najczęściej opisuje to, co dzieje się na rynkach rolnych – takich jak rynek mleka, świń, bydła mięsnego czy zbóż – a także tematy związane z hodowlą zwierząt gospodarskich, chorobami zwierząt i polityką rolną UE. Na co dzień pracuje z danymi statystycznymi, dokumentami instytucji krajowych i unijnych oraz raportami branżowymi, starając się przekładać liczby i przepisy na prosty, zrozumiały język. W swoich tekstach stawia na rzetelność informacji i jasne wyjaśnianie zmian, tak aby rolnicy mogli szybko zorientować się, co nowe decyzje i dane oznaczają w praktyce.
Obszary tematyczne: rynki rolne, polityka rolna UE, Wspólna Polityka Rolna, handel międzynarodowy w rolnictwie, rynek mleka, rynek trzody chlewnej, rynek bydła mięsnego, rynek zbóż, choroby zwierząt gospodarskich.
Kontakt: [email protected]
LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maria-khamiuk-8b62b226b/

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
08. maj 2026 01:24