Marcin Wroński: Dzień dobry.
Bartłomiej Czekała: Panie Dyrektorze, w swojej prezentacji podsumował Pan ten niezwykle trudny sezon, prawdziwy roller coaster na rynku zbóż i rzepaku. Zbliżamy się do końca tego sezonu, ale poruszył Pan też prognozy i perspektywy dla kolejnego sezonu 2023-24. Wskazał Pan zarówno czynniki, które mogą wpłynąć korzystnie na rynek, jak i zagrożenia, które mogą go rozchwiać. Czego Pan się spodziewa?
Wroński: Straszono nas głodem, ruchami migracyjnymi i brakiem zbóż
Zboża będzie jeszcze więcej
Bartłomiej Czekała: Mówiliśmy o czynnikach pozytywnych i negatywnych. Które z nich będą kluczowe w najbliższych miesiącach?
Marcin Wroński: W najbliższych miesiącach liczyć się będą zbiory, kurs walut, kwestia transportu przez Morze Czarne i zmieniająca się struktura hodowli w Europie. W Polsce mieliśmy problem z kukurydzą w tym roku, z jej importem. Pogłowie trzody chlewnej w Europie spada. Spada nie tylko w Polsce, ale też w Danii (-12%), w Niemczech (-10%), nawet w Hiszpanii – w całej Europie. W nowym roku też są takie prognozy, czyli teoretycznie tych zbóż będzie mniej. To też jest ważny element, bo przed wojną 40% ukraińskiego eksportu kukurydzy trafiało do Unii Europejskiej. Nie trafiało do Polski, ale do krajów takich jak Niemcy, Hiszpania.
Czy kukurydza z Ukrainy stanie się bezpośrednią konkurencją dla naszego polskiego ziarna?
Bartłomiej Czekała: Na rynki rolne wpływa też czynnik polityczny. Teraz Ukraina desperacko próbuje naciskać Unię Europejską, żeby zniesiono zakaz importu głównych
produktów rolnych do Polski. W tej chwili są czasowo wstrzymane. Ukraińscy rolnicy protestują po swojej stronie granicy. A komisarz Wojciechowski toczy dyskusje z Ursulą von der Leyen na temat tego, co dalej zrobić. Jest też obiecana pomoc dla Polski. Jak Pan sądzi, w jakim kierunku te scenariusze się mogą potoczyć? Jakie mogą mieć przełożenie na rynek?
Marcin Wroński: Nie dziwię się ukraińskim rolnikom, że protestują przeciwko ograniczeniom. Każdy by chciał, tak samo, jak my nie mieć żadnych ograniczeń w eksporcie. Ukraińscy rolnicy czy producenci żywności nie chcą ograniczeń do żadnego kraju, w tym do Polski czy krajów ościennych unii. Stworzyły się pewne kanały dystrybucji przez ten rok i oni pewnie pozyskali innych klientów w Polsce, Bułgarii, Rumunii itd. i chcą przywrócić stan sprzed paru miesięcy. Uważam, że Unia Europejska nie będzie w nieskończoność przedłużała tego zakazu. Ale w naszym interesie jest, żeby ten zakaz był, oczywiście, jak najdłużej.
Czy uda się do żniw zrobić miejsce w magazynach?
Marcin Wroński: Powierzchnia magazynowa w Polsce jest duża. Ponad 20 milionów powierzchni magazynowych jest u prywatnych rolników. Jeżeli spojrzymy na to, że wykorzystanie jest większe niż 1,0-1,2 dla zboża czy rzepak, które są zbierane na początku, a później robią miejsce dla kukurydzy czy do innego zboża, to wykorzystanie tych magazynów jest 1,2. Czyli możemy przyjąć, że 24 miliony ton to jest gdzieś u prywatnych rolników. Jeżeli chodzi o ilość zapasów w Polsce, dane są rozbieżne. Od prywatnych ośrodków badawczych, analitycznych, zbożowych po Instytut Ekonomiki ta rozbieżność jest między 4 a 9,5 mln ton. My w KOWR próbowaliśmy oszacować najbardziej realną wartość zapasów. Uważam, że nie będzie ona przekraczała 5 milionów ton wszystkich zbóż.

