Pellet znika z rynku szybciej, niż trafia na składy
W wielu regionach kraju pellet pojawia się w składach opału jedynie na krótko. Dostawy są nieregularne, a ilości znacznie mniejsze niż zapotrzebowanie.
– Jak dostaniemy transport pelletu, to znika w jeden czy dwa dni. Nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć wszystkich klientów – mówi pracownik składu opału z woj. lubelskiego.
Składy nie ukrywają, że sytuacja jest trudna zarówno dla odbiorców, jak i sprzedawców. W jednym z punktów na Podlasiu usłyszeliśmy, że „za tydzień może pellet będzie dostępny”, ale za tonę trzeba będzie zapłacić aż 2900 zł. Na Warmii producent pelletu przyznaje, że surowiec pojawia się sporadycznie i jest dzielony między chętnych – za worek 15 kg wychodzi około 30 zł, czyli ok. 2000 zł za tonę.
W województwie mazowieckim pojawiły się natomiast oferty pelletu z certyfikatem w cenie ok. 35 zł za worek 15 kg. Oznacza to koszt około 2315 zł za tonę lub 2500 zł za paletę o wadze 1080 kg.
Jednocześnie w sieci pojawili się oszuści oferujący „tani pellet” z wysyłką za pobraniem. Eksperci i sami rolnicy apelują, by do tego typu ogłoszeń podchodzić z dużą ostrożnością – szczególnie gdy sprzedawca nie ma historii, opinii ani danych firmy.
Składy opału wprowadzają limity na pellet
Aby choć częściowo zaspokoić potrzeby rynku, część punktów sprzedaży, m.in. z województwa podlaskiego, decyduje się na limitowanie sprzedaży pelletu.
– Musimy dzielić pellet między klientów. Jednemu sprzedamy tonę, innemu pół tony, bo inaczej pierwszych kilku wykupiłoby wszystko – tłumaczy właściciel składu opału.
Dla rolników oznacza to konieczność szukania opału w kilku miejscach, częstszych wyjazdów do składów lub gromadzenia zapasów „na raty”. Pewność, że pellet będzie dostępny w momencie największych mrozów, praktycznie przestaje istnieć.
Rolnicy próbują radzić sobie na własną rękę
Brak pelletu zmusza część rolników do podejmowania ryzykownych decyzji. W gospodarstwach pojawiają się próby spalania owsa, kukurydzy czy mieszanek zbóż w kotłach pelletowych.
– Nie robimy tego z wyboru. Jak nie ma pelletu, to człowiek kombinuje, żeby było ciepło – mówi rolnik z Podkarpacia.
O takich próbach coraz częściej można przeczytać również na grupach pelletowych w mediach społecznościowych. Użytkownicy dzielą się doświadczeniami z domieszkami kukurydzy czy owsa, szukając „awaryjnych” rozwiązań na czas kryzysu dostępności pelletu. To jednak wciąż działania eksperymentalne i obarczone dużym ryzykiem technicznym.
Zobacz także: Rolnictwo pod presją: brak substancji czynnych i innowacje jako jedyna szansa na ochronę upraw
Producenci kotłów pelletowych ostrzegają przed konsekwencjami
Serwisanci i producenci urządzeń grzewczych nie mają wątpliwości: klasyczne kotły pelletowe nie są przystosowane do spalania zbóż.
– Każde inne paliwo to ryzyko spieków, zapchania palnika i uszkodzeń. W razie awarii gwarancja może nie obowiązywać – ostrzega serwisant obsługujący kotły pelletowe na Mazowszu.
Eksperci przyznają, że „metodą prób i błędów” można sprawdzić, czy dany kocioł zniesie niewielkie ilości owsa czy mieszanek, ale jest to zawsze działanie na własne ryzyko. Rolnicy mają tego świadomość, jednak w obliczu braku paliwa i spadających temperatur czują się często zmuszeni do improwizacji.
Składy opału też są bezradne
Sprzedawcy pelletu podkreślają, że problem nie leży po ich stronie.
– My byśmy chcieli sprzedawać normalnie, ale nie mamy towaru. Producenci ograniczają dostawy, a popyt jest ogromny – słyszymy w jednym ze śląskich składów opału.
Brak stabilnych dostaw sprawia, że nawet stali klienci nie mają gwarancji zakupu paliwa. Wiele składów rezygnuje z przyjmowania zamówień „na zapas”, bo nie są w stanie ich zrealizować w rozsądnym terminie.
Co dalej z ogrzewaniem w gospodarstwach rolnych?
Dla rolników pellet to nie tylko wygoda czy ekologia, ale często jedyne źródło ciepła w domu i budynkach gospodarczych. Brak dostępności paliwa uderza bezpośrednio w funkcjonowanie gospodarstw.
– Nie chodzi o luksus. Chodzi o normalne ogrzewanie. Bez pelletu zostajemy z drogim kotłem i problemem – podsumowuje rolnik z Kujaw.
Obecna sytuacja pokazuje, jak niebezpieczna może być zależność od jednego rodzaju paliwa. Rolnicy, sprzedawcy i serwisanci są zgodni: potrzebne są szybkie i systemowe rozwiązania, wsparcie dla alternatywnych źródeł ciepła oraz jasne zasady na rynku pelletu. Dalsza improwizacja może przynieść więcej strat niż korzyści – zarówno dla domowych budżetów, jak i dla samych urządzeń grzewczych.
fot. envato elements
