Capwatt rozwija projekty biogazowe w Polsce
Capwatt to firma specjalizująca się w zintegrowanych i zdecentralizowanych rozwiązaniach energetycznych, rozwija swoją działalność na polskim rynku. Spółka, obecna m.in. w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech i Meksyku, ma doświadczenie w rozwijaniu, budowie, zarządzaniu i eksploatacji instalacji energetycznych. Teraz jednym z kierunków jej rozwoju w Polsce są biogazownie i biometanownie.
Capwatt powstał w 2008 roku, wykorzystując doświadczenie Grupy zdobywane od końca lat 80. w obszarze zdecentralizowanej produkcji energii. Firma działa jako niezależny producent energii i rozwija rozwiązania obejmujące m.in. produkcję energii, zarządzanie aktywami oraz eksploatację i utrzymanie instalacji. Jak podkreśla spółka, jej działalność opiera się na łączeniu produkcji energii, usług energetycznych i sprzedaży energii, a także na poszukiwaniu rozwiązań odpowiadających potrzebom odbiorców przemysłowych i usługowych.
Polska jest kolejnym kierunkiem rozwoju Capwatt. Firma chce wykorzystać potencjał krajowego rolnictwa i rozwijającego się rynku biogazu oraz biometanu. W planach są kolejne inwestycje, dla których kluczowe znaczenie ma dostęp do lokalnych substratów, odpowiednia lokalizacja oraz współpraca z rolnikami i samorządami.
To właśnie ten ostatni element może okazać się jednym z największych wyzwań. Sama technologia i dostępność surowca nie gwarantują bowiem powstania instalacji. Inwestorzy muszą również zmierzyć się z procedurami administracyjnymi, planowaniem przestrzennym, logistyką oraz coraz częściej z obawami mieszkańców.
O tym, jak wygląda przygotowanie takich projektów w Polsce, skąd mają pochodzić substraty i dlaczego biogazownie mogą być ważnym elementem przyszłości polskiej wsi, ale jednocześnie napotykają na opór części mieszkańców, rozmawiamy z Michałem Narejko, dyrektorem ds. Lokalizacji i Substratów.
Rynek biogazu i biometanu w Polsce dopiero się rozwija, ale zdaniem Michała Narejki potencjał jest ogromny. Firma, w której odpowiada za lokalizację inwestycji i pozyskiwanie substratów, chce rozwijać projekty biometanowe w różnych częściach kraju. Kilka z nich jest już na zaawansowanym etapie przygotowania.
- Chcemy w ten rynek biogazu i biometanu wejść, bo uważamy, że temat jest dobry i przyszłościowy. Temat jest przede wszystkim bardzo rozwojowy - mówi Narejko.
Rolnictwo ma dostarczyć surowca
Podstawą planowanych instalacji mają być przede wszystkim substraty pochodzenia rolniczego. Wśród potencjalnie wykorzystywanych surowców wymieniane są m.in. obornik, gnojowica, pomiot kurzy, wysłodki buraczane, odpady z produkcji ziemniaków, młóto browarniane i gorzelniane, kiszonki, a także różnego rodzaju słoma.
Kluczowe jest jednak to, że każda instalacja będzie miała nieco inny zbiór surowców. Wszystko zależy od lokalnego rolnictwa.
- W zależności od tego, jak jest zlokalizowana będzie biogazownia, to będziemy mieli dostęp do różnych rzeczy. Bo gdzieś będzie produkcja roślinna, a gdzieś będzie produkcja zwierzęca - tłumaczy dyrektor.
Firma prowadzi rozmowy z gospodarstwami i zbiera listy intencyjne dotyczące dostaw substratów. Pozwala to sprawdzić, jaki potencjał surowcowy istnieje w danym regionie jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji. W przypadku jednej z analizowanych lokalizacji zakładano pozyskanie około 200 tys. ton substratów w promieniu do 50 kilometrów.
Największe ryzyko? Substraty
Pozyskanie odpowiedniej ilości surowca jest jednym z najważniejszych elementów biznesplanu biometanowni. Problemem może być nie tylko jego dostępność, ale także sezonowość i zmienność cen.
- Cena zawsze jest ważna. I generalnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak się zachowają ceny w okresie kwartału, pół roku, roku, pięciu lat - przyznaje Narejko.
Zobacz także: Połączyli siły 3 gospodarstw mlecznych. Dziś produkują gaz i uzyskują dodatkowy dochód
Jako przykład podaje słomę, której cena może znacząco różnić się w zależności od pory roku i lokalnej sytuacji. Dlatego przyszła instalacja musi być oparta na odpowiednio zdywersyfikowanym systemie dostaw. W jednym regionie większą rolę może odgrywać produkcja zwierzęca, w innym roślinna. - To jest układanka, która sobie cały czas żyje - podkreśla.
Biogazownia może rozwiązać problem odpadów
Zwolennicy rozwoju biogazowni wskazują, że instalacje mogą jednocześnie rozwiązywać problemy, z którymi rolnictwo już dziś się mierzy. Jednym z przykładów jest zagospodarowanie obornika i innych pozostałości po produkcji zwierzęcej. Substraty trafiają do zamkniętej instalacji, gdzie są poddawane fermentacji. Produktem procesu jest biogaz, który może zostać wykorzystany do produkcji energii albo po oczyszczeniu biometanu. Powstaje również poferment, który może wrócić do rolnictwa jako nawóz. W jego ocenie takie rozwiązanie może być szczególnie interesujące w regionach o dużej koncentracji produkcji zwierzęcej.
„Mieszkańcy chcą komfortu mieszkania”
Technologia i dostępność surowca to jednak nie wszystko. Jednym z największych wyzwań przy planowaniu nowych inwestycji okazuje się lokalna akceptacja. Narejko przywołuje przykład gminy, w której rolnicy byli zainteresowani powstaniem biogazowni. Jeden z gospodarzy deklarował nie tylko dostarczanie substratów, ale również odbiór pofermentu i organizowanie jego lokalnej dystrybucji. Inwestycja napotkała jednak opór związany z podejściem mieszkańców i planowaniem przestrzennym. - Mamy jedno duże miasto, mamy drugie duże miasto. Te dwa małe miasta po drodze robią się sypialniami dla tamtych miast. Biogazownie mają być wykreślone z profili dodatkowych, dlatego że mieszkańcy życzą sobie wyraźnie: ma być komfort mieszkania - relacjonuje.
To problem, który może być coraz bardziej widoczny na polskiej wsi. Do miejscowości położonych w pobliżu dużych miast przeprowadzają się osoby, które oczekują innych warunków życia niż te, które przez lata były naturalną częścią terenów rolniczych. - Są też bardzo różne wyobrażenia o tym, jak wygląda wieś - zauważa Narejko.
Jak wskazuje, dla osób związanych z rolnictwem od lat zapach obornika, przejeżdżające ciągniki, pył podczas prac polowych czy praca gospodarstw do późnych godzin są elementem codzienności. Dla nowych mieszkańców mogą być natomiast uciążliwością. Obawy mieszkańców nie dotyczą wyłącznie zapachów. Ważnym argumentem jest również zwiększony ruch samochodów. Przy biometanowni o zakładanej mocy 3–5 MW konieczne będzie dostarczanie dużych ilości substratów, a następnie wywożenie pofermentu. - Średnio, tak licząc to, co potrzebujemy przejechać w całym roku, to są jakieś dwa TIR-y na godzinę - mówi Narejko. Dlatego sposób organizacji transportu może mieć znaczenie dla akceptacji inwestycji. Jednym z rozważanych rozwiązań jest ograniczenie godzin, w których odbywają się dostawy i odbiory. - Celem też firmy jest to, żeby robić ze zrozumieniem, z akceptacją, z porozumieniem. My tak chcemy działać - podkreśla.
Biogazownia potrzebuje nie tylko działki
Problemem są także procedury administracyjne i planowanie przestrzenne. Gminy przygotowują plany ogólne, które mogą umożliwiać albo utrudniać realizację tego typu inwestycji. W praktyce oznacza to, że nawet projekt mający odpowiednią działkę, dostęp do substratów i zainteresowanych rolników może zatrzymać się na etapie formalnym. - Stać się może coś na każdym etapie, bo to nie jest do końca przewidywalne - zaznacza Narejko. Jednocześnie w przypadku kilku projektów, nad którymi pracuje firma, sytuacja jest już zaawansowana. Są lokalizacje, w których sformalizowano kwestie własności działek, rozpoczęto procedury środowiskowe lub projektowanie inwestycji.
Rolnicy mogą być beneficjentami inwestycji
Zdaniem Narejki rozwój biogazowni może przynieść korzyści nie tylko inwestorom. To również nowe źródło przychodów dla gospodarstw rolnych, zapotrzebowanie na usługi transportowe oraz dodatkowe wpływy dla gmin. Przy większej liczbie instalacji potrzebne będą osoby zajmujące się logistyką, obsługą dostaw i dystrybucją pofermentu. - Jeśli takich inwestycji powstanie 5 czy 6 biometanowni, to pracy jest full - mówi. W jego ocenie inwestycje mogą też generować dodatkowe wpływy podatkowe i przyczyniać się do rozwoju lokalnej infrastruktury.
Przyszłość jest, ale łatwa droga to nie będzie
Polska ma potencjał, aby rozwijać rynek biogazu i biometanu. Rolnictwo dostarcza duże ilości substratów, a instalacje mogą jednocześnie produkować energię, zagospodarowywać odpady i dostarczać rolnictwu poferment. Największym wyzwaniem pozostaje jednak połączenie interesów wszystkich stron: inwestora, rolników, samorządu i mieszkańców.
- Wymaga bardzo dużo edukacji. I u rolników, i u mieszkańców, i u włodarzy gmin. I czasami przepisów, które będą troszkę korzystniejsze, i tych ścieżek łatwiejszych do wydeptania - podsumowuje Michał Narejko.
Rozwój biogazowni może więc być jednym z kierunków transformacji polskiej wsi, ale o tym, ile instalacji rzeczywiście powstanie, zdecydują nie tylko dostępność substratów i opłacalność projektu. Równie ważne będą lokalizacja, procedury oraz gotowość do rozmowy z mieszkańcami, którzy coraz częściej stają się jednym z kluczowych uczestników procesu inwestycyjnego.
Patrycja Bernat
