Biogazownia wymaga stałego nadzoru i generuje wysokie koszty stałe. Trzeba mieć świadomość, że jej miesięczne utrzymanie kosztuje przynajmniej 70 tys. zł. Kwota ta zawiera m.in. serwis silnika, ubezpieczenie, części zamienne, przeglądy, dodatki i bieżącą obsługę – mówi Kamila Olejniczak z Lubikowa w woj. mazowieckim. Wraz z rozwojem rodzinnego gospodarstwa, wyspecjalizowanego w produkcji i usługowym obieraniu cebuli, jej przypadło zarządzanie obiektem. Ojciec i brat skupili się na produkcji polowej.
Ile kosztuje funkcjonowanie biogazowni?
– Sam serwis urządzeń kosztuje ok. 20 tys. zł miesięcznie. Niezbędne ubezpieczenie biogazowni to ok. 5 tys. zł miesięcznie, ale naszym zdaniem się nie sprawdza, bo odszkodowanie z tytułu braku produkcji przysługuje dopiero po dłuższym (powyżej 10 dni) przestoju, a takie się tu jeszcze nie zdarzyły – dodaje. W historii tej biogazowni nie brakuje natomiast krótszych przerw w produkcji, związanych z wymianą zepsutego mieszadła, serwisem silnika, czy czyszczeniem zbiornika fermentacyjnego. Dużym wydatkiem są również części zamienne silnika, pomp i zaworów. W zapasie mają towaru za ponad 15 tys. euro (ramka) obok.
– Jedna pompa obsługuje całą instalację, dlatego utrzymywanie części rezerwowych jest konieczne, bo każdy przestój to ogromne straty – podkreśla. Koszty generuje też wsad filtrów węglowych do oczyszczania gazu tłoczonego do silnika. Wymiana lub uzupełnianie materiału filtracyjnego odbywa się kilka razy w roku, a jeden zasyp kosztuje ok. 15 tys. zł.
Decyzja o budowie biogazowni zapadła w 2019 r. Początkowo zakładano koszt ok. 7 mln zł, jednak inwestycja przeciągnęła się o kilka lat, m.in. z powodu problemów z finansowaniem i uzyskaniem kredytu. Biogazownia została uruchomiona w grudniu 2023 r. Od początku zakładano, że gospodarstwo nie będzie bazować tylko na własnych substratach, czyli odpadach z cebuli (łuska oraz miąższ) i kiszonce z kukurydzy. Do fermentora, gdzie utrzymywana jest wysoka jak na większość spotykanych w kraju biogazowni temperatura 42°C, trafiają także odpady warzywne, fosfolipidy (produkt uboczny produkcji oleju rzepakowego), serwatka i gnojowica. Dziennie biogazownia przyjmuje ok. 10 t odpadów cebulowych i 20–25 t kiszonki z kukurydzy, zależnie od dostępności pozostałych substratów. Olejniczak podkreśla, że wszystkie towary roślinne zostały wcześniej przebadane w laboratorium. Tylko takie analizy pozwalają określić ich potencjał gazotwórczy i właściwe dawki w procesie.
– Sama kukurydza nie powinna być podstawą biogazowni, ponieważ jest pełnowartościową paszą. Ideą biogazowni jest utylizowanie odpadów, a kukurydza nie jest odpadem – dodaje.
Biogazownia ma duży zbiornik wstępny, który pozwala dozować ilość substratów zależnie od bieżącej produkcji gazu. Dzięki temu instalacja nie powinna zostać przekarmiona. Jak podkreśla rolniczka, duża pojemność zbiornika głównego (ok. 3000 m³) zwiększa bezpieczeństwo procesu. Nawet gdy do instalacji trafi gorszy substrat, nie musi on natychmiast zaburzyć całej fermentacji. To właśnie od właściwego mieszania i zachowania odpowiednich proporcji między surowcami zależy stabilność produkcji biogazu. Orientacyjny czas przebywania masy w fermentorze wynosi ok. 31 dni.
W praktyce dokładny czas zależy od rodzaju i ilości podawanego wsadu. Aby zmniejszyć użycie kukurydzy, rodzina rozważa dalsze inwestycje w rozdrabnianie substratów, szczególnie w związku z możliwością przyjmowania buraków i innych warzyw. Właściciele planują również powiększenie zbiornika gazowego. Większa pojemność pozwoliłaby na dłuższe przetrzymywanie gazu, np. na czas serwisu silnika i lepsze odsiarczanie przed skierowaniem go do spalania.
– Przy większym zbiorniku gaz miałby więcej czasu na naturalne oczyszczenie, co mogłoby ograniczyć ilość siarki trafiającej do jednostki kogeneracyjnej – wskazuje.
Poferment jest regularnie badany. Według podanych informacji w każdej tonie zawiera średnio 4–4,5 kg azotu, 4 kg potasu i 0,3 kg fosforu, choć jego dokładny skład zależy od stosowanych substratów. Na swoje grunty gospodarstwo wykorzystuje ok. 70% z 9 tys. m³ pofermentu. Reszta pofermentu trafia do gospodarstw współpracujących, m.in. w zamian za odpady warzywne czy gnojowicę.
Dzięki pofermentowi w gospodarstwie w niektórych sezonach całkowicie rezygnowano z nawozów mineralnych. – W tym sezonie w ogóle nie rozsiewaliśmy nawozu, co obniżyło wydatki gospodarstwa o ok. milion złotych – mówi Kamila Olejniczak i dodaje, że poferment nie zastępuje wszystkich składników. Przy niskiej zasobności gleby konieczne może być stosowanie dodatkowych nawozów, np. wapna lub siarczanu wapnia. Deszcz pozostaje niezbędny, ponieważ nawet dobrze dobrany poferment nie zadziała bez odpowiedniej ilości wody.
Najpierw kalkulacja
Kierowniczka biogazowni wskazuje, ze tylko przy dużym rygorze kosztów i uniknięciu poważnych awarii możliwe jest uzyskanie ok. 1 mln zł zysku rocznie, ale nie można tego zakładać w ciemno. W planach rodziny Olejniczaków znajduje się także uzyskanie zgody na przetwarzanie większej ilości odpadów. Pozwoliłoby to zwiększyć ilość przyjmowanego materiału i poprawić ekonomikę instalacji. W pełni wykorzystane nie jest jeszcze ciepło. Myślą o budowie suszarni kukurydzy, która mogłaby korzystać z nadmiarowej energii cieplnej, powstającej podczas pracy silnika kogeneracyjnego. Inwestycja wymaga jednak ok. 300 tys. zł, dlatego decyzja musi zostać poprzedzona dokładną kalkulacją. Choć niewykorzystane ciepło jest jedną z możliwości poprawy opłacalności, to każda dodatkowa instalacja oznacza kolejne koszty, rurociągi, wymienniki, wykopy i obsługę.
– Największym problemem rynku są zbyt wysokie koszty budowy, marże wykonawców i brak odpowiedzialności za błędy projektowe. Dlatego przy kolejnej inwestycji chcielibyśmy zrezygnować z generalnego wykonawcy i podzielić prace między sprawdzonych specjalistów: osobno budowa zbiorników, montaż silnika, instalacje rurowe i automatyka – planuje rolniczka.
Do takich przemyśleń skłoniło ich doświadczenie. W pierwszej instalacji wiele elementów zostało wykonanych niewłaściwie i wymaga modernizacji. Problemy dotyczyły m.in. dachu zbiornika gazowego, mieszadeł, izolacji i rozwiązań technicznych. Właściciele podkreślają, że projekt i wykonanie powinny być dokładnie kontrolowane, bo późniejsze naprawy są bardzo kosztowne.
Ten artykuł pochodzi z wydania top agrar Polska 9/2026
czytaj więcej
