StoryEditor

Nasze pierwsze lata - Porozumienie kluczem do szczęścia

Mateusz Kulecki uparcie zabiegał o względy przyszłej żony. Ona potrafiła dostrzec wartość jego uporu i dla niego zmieniła swoje życiowe plany. Są otwarci na wzajemne potrzeby i doskonalą umiejętność porozumiewania się.
09.02.2018., 13:02h
– Agnieszka była jak częstochowski klasztor, a ja jak szwedzki potop. Całe szczęście, że nie było Kmicica – żartobliwie rozpoczyna opowieść o początkach znajomości z żoną pan Mateusz. Poznali się przez znajomych. Musiało minąć pół roku, nim Agnieszka zgodziła się na pierwszą randkę.

Agnieszka

Pani Agnieszka miała powód, by się opierać. Choć pochodziła ze wsi Trzciano, położonej niedaleko miejscowości Sadłuki, nie chciała tam wracać po studiach. Naukę podjęła na uniwersytecie 
w Gdańsku. Pan Mateusz starał się 
o jej względy. Dziewczyna zrewidowała swoje plany, by dać szansę uczuciu. Najpierw przeniosła się z Gdańska do Olsztyna, gdzie studiował Mateusz. Porzuciła też marzenia o życiu w mieście, co jak sama przyznaje, było trudną decyzją i już jako żona zamieszkała w maleńkiej wsi. Znalazła pracę, co pozwoliło jej ruszyć z miejsca. Pomogli też teściowie.

Mateusz

Mateusz przyznaje, że rolnictwo kocha od dzieciństwa i wybrał je jako zawód. Akceptuje wady tej profesji: wahania cen i zmienność pogody. Nie narzeka, choć często doba jest za krótka. – Gospodarstwo to przedsiębiorstwo. A tu ja jestem szefem. Satysfakcja z pracy jest ważna, dlatego wspieram rozwój zawodowy żony. Pani Agnieszka pracuje w biurze 
i przyznaje, że wróci do pracy, jak tylko dzieci podrosną – uśmiecha się pan Mateusz.

Nigdy nie zakładałem, że żona musi mi pomagać w gospodarstwie, choć Agnieszka to robi. Żona to ozdoba domu, dba o to, jaka panuje w nim atmosfera. Taki dom, jaki stworzyliśmy z Agnieszką, zawsze mi się marzył. Agnieszka jest niezwykła. Potrafi mnie zaskoczyć, ale i zdenerwować. Nie jest jednak pamiętliwa i coś, co zakłóciło spokój w ciągu dnia, wieczorem nie ma już znaczenia. Oboje wiemy, że musimy się dogadać.

Hodowla

Młodzi w ramach programu Ochrony zasobów genetycznych zwierząt gospodarskich hodują świnie rasy złotnickiej białej.  – Chcę zwiększyć liczbę loch do 120 sztuk, dlatego planuję rozbudowę chlewni. Mój ojciec korzystał z dofinansowań i ja też to robię. Planowanie inwestycji zakłada operowanie znacznymi kwotami, które wręcz przerażają moją żonę. Jestem tego świadom i dlatego zawsze wspólnie omawiamy moje gospodarskie pomysły – mówi Mateusz.


O wspólnych pasjach Agnieszki i Mateusza oraz o ich planach na przyszłość przeczytasz w lutowym numerze top agrar Polska.  Agata Dobak
Top Agrar
Autor Artykułu:Top Agrar
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
13. kwiecień 2024 23:28