Dla polskich rolników to temat szczególnie wrażliwy, bo wciąż pamiętają skutki kryzysu zbożowego z lat 2022–2023. Tym razem kluczowe pytanie brzmi: czy uda się pogodzić pomoc Ukrainie z ochroną krajowego rynku?
Rosyjskie ataki zmuszają Ukrainę do szukania nowych tras eksportu
Eksport produktów rolnych od lat należy do najważniejszych filarów ukraińskiej gospodarki. Przed wybuchem pełnoskalowej wojny zdecydowana większość zboża opuszczała kraj przez porty nad Morzem Czarnym. Dziś sytuacja ponownie się komplikuje.
Rosyjskie ataki na infrastrukturę portową oraz zagrożenie dla żeglugi sprawiają, że Kijów szuka alternatywnych dróg wywozu swoich produktów.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha przekazał, że prowadzone są rozmowy z Polską, Rumunią, Mołdawią, Słowacją i Węgrami. Celem jest wykorzystanie infrastruktury kolejowej, drogowej i portowej tych państw, aby ukraińskie zboże mogło docierać do odbiorców w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie.
Władze w Kijowie podkreślają, że chodzi wyłącznie o tranzyt. Produkty rolne mają przejechać przez kraje sąsiadujące i trafić do portów, skąd zostaną wysłane na rynki państw trzecich.
W kolejnym wpisie Sybiha przypomniał, że w 2022 roku, gdy Rosja rozpoczęła nielegalną blokadę ukraińskich portów morskich, globalny indeks cen żywności w niektórych okresach wzrósł o ponad 25%, co doprowadziło do "ostrego niedoboru bezpieczeństwa żywnościowego dla milionów rodzin".
– Rosja próbuje teraz osiągnąć ten sam rezultat, atakując cywilne statki w ukraińskich portach oraz wzdłuż morskiego korytarza Ukrainy. Konsekwencje dla świata mogą być równie poważne, jak były w 2022 roku. Wzywamy dotknięte regiony i kraje do zabrania głosu oraz społeczność międzynarodową do zwiększenia presji na Moskwę w celu żądania zakończenia ataków na wolność żeglugi i globalne bezpieczeństwo żywnościowe na Morzu Czarnym – stwierdził szef ukraińskiego MSZ.
Dlaczego sprawa budzi niepokój w Polsce?
Informacja o możliwym zwiększeniu tranzytu szybko zwróciła uwagę polskich producentów zbóż. Powód jest oczywisty – wielu z nich nadal odczuwa skutki wydarzeń z lat 2022–2023.
Wówczas część transportów, które miały jedynie przejechać przez Polskę, pozostała na krajowym rynku. Nadpodaż zbóż przełożyła się na spadek cen skupu, wywołując protesty rolników i gorącą debatę o skuteczności unijnych rozwiązań.
To doświadczenie sprawia, że dziś producenci nie pytają już, czy tranzyt jest potrzebny, lecz czy będzie odpowiednio nadzorowany.
Co zmieniło się od kryzysu zbożowego?
Obecna sytuacja różni się od tej sprzed trzech lat. Administracja państwowa dysponuje większym doświadczeniem w organizacji tranzytu, a system monitorowania transportów został rozbudowany. Zmieniły się również zasady współpracy handlowej pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą.
Nie oznacza to jednak, że ryzyko całkowicie zniknęło. Powodzenie nowego rozwiązania będzie zależeć przede wszystkim od skuteczności kontroli przewozów oraz sprawnej współpracy służb granicznych, kolei, operatorów logistycznych i portów.
Powrót do znanego rozwiązania
Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji Unia Europejska uruchomiła tzw. korytarze solidarnościowe. Dzięki nim Ukraina mogła eksportować produkty rolne mimo ograniczeń w żegludze na Morzu Czarnym, a światowe rynki uniknęły gwałtownego ograniczenia dostaw żywności.
Doświadczenia z tamtego okresu pokazały jednak, że sprawna logistyka musi iść w parze z równie skutecznym nadzorem. Nawet pojedyncze nieprawidłowości mogą wywołać napięcia na lokalnych rynkach i podważyć zaufanie producentów.
Czy nowy tranzyt wpłynie na ceny zbóż?
Na razie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Nie wiadomo jeszcze, jaka byłaby skala przewozów ani kiedy mogłyby zostać uruchomione nowe szlaki transportowe.
Eksperci podkreślają jednak, że sam tranzyt nie musi oznaczać spadku cen, o ile będzie skutecznie kontrolowany. Zwracają uwagę, że największym sprawdzianem będzie szczelność całego systemu.
Jeżeli każdy transport będzie monitorowany od granicy aż do portu, ryzyko zakłóceń na rynku pozostanie ograniczone. – Problemy pojawiają się dopiero wtedy, gdy część towaru nie dociera do miejsca przeznaczenia – mówi w rozmowie z naszą redakcją analityk, który nie chciał, aby podawać jego nazwisko.
Powiedział wprost, że tranzyt ukraińskiego ziarna to "sprawa polityczna" i na pewno nie uzyska aprobaty polskiego rządu. – Na rok przed wyborami parlamentarnymi nie spodziewam się takiego ruchu – zauważył i stwierdził, że Ukraińcy szybciej dogadają się z Węgrami niż z Polską.
Rolnicy oczekują konkretnych gwarancji bezpieczeństwa
Negatywnie do pomysłu tranzytu podchodzą za to producenci zbóż. Justyna Jasińska, prezes zarządu Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych, podkreśla, że środowisko rolnicze nie kwestionuje potrzeby wspierania Ukrainy, jednak nie może zgodzić się na rozwiązania, które ponownie zagrożą stabilności ekonomicznej polskich gospodarstw.
– Nie odwracamy się od solidarności z Ukrainą, bo wspieramy ją na wielu płaszczyznach. Musimy jednak pamiętać, że polscy rolnicy do dziś odczuwają skutki niekontrolowanego napływu zboża z 2023 roku. Nadwyżki, które wówczas pozostały na rynku, nadal wpływają na sytuację producentów, a wiele gospodarstw w ostatnich sezonach nie osiągnęło oczekiwanej dochodowości – wskazuje Jasińska.
Jak dodaje, nawet najbardziej rygorystyczny system kontroli tranzytu nie rozwiewa wszystkich obaw producentów.
– Musimy wiedzieć, z jaką skalą transportu będziemy mieli do czynienia i jakie będą jego konsekwencje dla naszego rynku. Jeżeli Polska ma ponownie uczestniczyć w takim przedsięwzięciu, rolnicy oczekują konkretnych gwarancji bezpieczeństwa oraz rozwiązań, które ochronią ich dochody. Nie chcemy po raz kolejny znaleźć się w sytuacji, w której to polskie gospodarstwa poniosą największe koszty pomocy udzielanej Ukrainie – podkreśla prezes PZPRZ.
Jasno określone warunki i gwarancje bezpieczeństwa
Jak zaznacza, problemem nie jest wyłącznie sam tranzyt, lecz również sytuacja ekonomiczna polskich gospodarstw. Wysokie koszty produkcji, słabsze plony w wielu regionach kraju oraz utrzymujące się niskie ceny zbóż sprawiają, że wielu producentów funkcjonuje dziś na granicy opłacalności.
– Nawet jeśli tranzyt będzie szczelnie kontrolowany, pozostaje pytanie o konkurencję na rynkach eksportowych. Polscy i ukraińscy producenci będą zabiegać o tych samych odbiorców, ale funkcjonują w zupełnie innych realiach ekonomicznych. Polskie gospodarstwa rodzinne nie mają już przestrzeni do dalszego obniżania cen, dlatego oczekujemy rozwiązań, które pozwolą chronić ich konkurencyjność – podkreśla prezes PZPRZ.
Jasińska dodaje, że organizacja nie wyklucza rozmów o nowych rozwiązaniach, jednak ich podstawą powinny być jasno określone warunki i gwarancje bezpieczeństwa dla krajowego rynku.
– Jeżeli mamy uczestniczyć w takim przedsięwzięciu, musimy wiedzieć, z jaką skalą transportu będziemy mieli do czynienia i jakie będą jego konsekwencje. Rolnicy oczekują konkretnych zabezpieczeń. Nie chcemy ponownie znaleźć się w sytuacji, w której to właśnie polskie gospodarstwa poniosą największe koszty pomocy udzielanej Ukrainie – zaznacza.
Polscy rolnicy nie mogą związać końca z końcem
Prezes PZPRZ zwraca uwagę, że pomoc dla Ukrainy nie może prowadzić do pogorszenia sytuacji ekonomicznej polskich gospodarstw. Jej zdaniem solidarność powinna iść w parze z rozwiązaniami, które nie przerzucają kosztów wsparcia na krajowych producentów zbóż.
– Czy tylko my mamy być dobrym wujkiem i pomagać naszemu bratu, a potem być ofiarą tej pomocy? – pyta Jasińska.
Polskie porty mogą zyskać, ale czekają je nowe wyzwania
Jeżeli rozmowy zakończą się porozumieniem, większą rolę mogą odegrać porty w Gdańsku, Gdyni oraz zespół portów Szczecin–Świnoujście. Oznaczałoby to większy ruch kolejowy i drogowy oraz nowe możliwości dla operatorów logistycznych.
Jednocześnie konieczne będzie sprawne pogodzenie tranzytu z eksportem polskich płodów rolnych. W okresie po żniwach przepustowość terminali ma kluczowe znaczenie zarówno dla krajowych eksporterów, jak i dla sprawnego funkcjonowania całego łańcucha dostaw.
Stawką jest bezpieczeństwo żywnościowe i stabilność rynku
Ukraina od wielu lat należy do grona najważniejszych światowych eksporterów pszenicy, kukurydzy i oleju słonecznikowego. Każde ograniczenie jej możliwości eksportowych wpływa nie tylko na sytuację gospodarczą tego kraju, lecz także na światowy rynek żywności i państwa uzależnione od importu zbóż.
Jednocześnie Unia Europejska musi chronić stabilność własnych rynków rolnych. Oznacza to konieczność znalezienia równowagi pomiędzy wsparciem dla ukraińskiego eksportu a ochroną interesów producentów z państw członkowskich.
Krzysztof Zacharuk
