– My musimy się dostosowywać do świata, bo świat do nas się na pewno nie dostosuje – mówi Wiesław Gryn, rolnik z woj. lubelskiego, wiceprezes Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego.
Po ostatnich rozmowach polskich i ukraińskich rolników, które odbyły się 19 maja w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Gryn nie ukrywa obaw o przyszłość krajowego rolnictwa. Pisaliśmy o tym tutaj.
Jego zdaniem Polska nie jest dziś przygotowana na konkurencję z Ukrainą, a utrzymywanie obecnych ograniczeń może doprowadzić do poważnego kryzysu gospodarstw.
"Będziemy zdani sami na siebie"
Wiesław Gryn nie pozostawia złudzeń co do nastrojów po rozmowach prowadzonych w resorcie rolnictwa. Jak podkreśla, sygnały płynące po spotkaniach z ukraińską stroną pokazują, że walka o interesy polskich gospodarstw dopiero się zaczyna.
– Można się domyślać, że zostaniemy zostawieni sami sobie – ocenia rolnik. Jego zdaniem Ukraina będzie bardzo twardo walczyć o własne warunki wejścia na unijny rynek, a europejscy producenci mogą znaleźć się w niezwykle trudnej sytuacji konkurencyjnej.
Szczególne emocje budzi kwestia okresów przejściowych i stosowania środków ochrony roślin zakazanych już w Unii Europejskiej. Gryn uważa, że postulowane przez stronę ukraińską rozwiązania są dla polskich rolników wyjątkowo niebezpieczne.
– To jest cios poniżej pasa – mówi wprost.
Nie damy rady konkurować?
Według Gryna problem nie dotyczy wyłącznie samego importu zbóż czy rzepaku. Chodzi o całkowicie odmienne warunki produkcji rolnej.
Rolnik zwraca uwagę, że ukraińskie gospodarstwa funkcjonują na znacznie większą skalę i nie są obciążone tak restrykcyjnymi regulacjami, jak gospodarstwa w Unii Europejskiej. W jego opinii polskie rolnictwo nie ma szans w starciu z takim modelem produkcji, jeśli nadal będzie związane dodatkowymi ograniczeniami.
– My z naszymi obwarowaniami i z tak wysokimi wymaganiami po prostu przegramy – ostrzega.
Jednocześnie podkreśla, że Polska powinna zacząć dostosowywać własne przepisy do nowych realiów rynkowych. Chodzi m.in. o logistykę, przepisy dotyczące transportu czy terminy nawożenia.
– Musimy podnieść tonaż pojazdów rolniczych, zmienić warunki nawożenia. Nie może być wyznaczanych sztywnych terminów nawożenia, przecież widzimy, jaka jest pogoda – argumentuje.
Problem nie dotyczy tylko zboża
W ocenie wiceprezesa Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego debata publiczna zbyt mocno skupia się wyłącznie na surowcach rolnych. Tymczasem do Polski trafiają także produkty przetworzone.
– Nie mówi się o tym, że jeśli nie wjeżdża rzepak, to wjeżdża olej rzepakowy czy śruta rzepakowa – zauważa.
Jego zdaniem Ukraina rozwija dziś nie tylko produkcję roślinną, ale również przetwórstwo, co dodatkowo wzmacnia jej pozycję konkurencyjną wobec europejskich producentów.
Gryn podkreśla, że obecny system dopłat nie rekompensuje rolnikom kosztów wynikających z coraz większej liczby regulacji i ograniczeń.
– Dzisiejsze dopłaty i dotowanie rolnictwa europejskiego nie pokrywa strat, jakie mamy z nałożonymi na nas sankcjami – ocenia.
"Ministerstwo nie może zrzucać odpowiedzialności na rolników"
Znany rolnik sceptycznie podchodzi również do pomysłu tworzenia wspólnych grup roboczych polskich i ukraińskich producentów. Jego zdaniem najważniejsze decyzje i tak należą do administracji państwowej.
– Ministerstwo odpycha od siebie problem i mówi, że rolnicy między sobą powinni to rozwiązać. Tego się nie da zrobić! – podkreśla.
Jak dodaje, to państwo odpowiada za kontrolę rynku i zasady importu, a nie sami producenci rolni.
Wypowiedź Wiesława Gryna pokazuje, że obawy związane z przyszłą integracją Ukrainy z unijnym rynkiem rolnym pozostają bardzo silne. Dla wielu gospodarstw kluczowe staje się dziś pytanie nie o to, czy konkurencja nadejdzie, ale na jakich warunkach polscy rolnicy będą musieli z nią konkurować.
Krzysztof Zacharuk
