Konferencja PiS w woj. warmińsko-mazurskim zatytułowana "Alternatywa dla rolników" miała na celu zainicjować dyskusję o przyszłości polskiej wsi i kierunkach zmian w rolnictwie.
Wielokrotnie podkreślano, że szeroka dyskusja ma pomóc stworzyć nowy program rolny PiS.
Ceny w dół, rolnicy mają nóż na gardle
Jedyn z kluczowych elementów spotkania była debata młodych rolników, którzy reprezentują różne sektory produkcji. Łukasz Pergoł, Damian Murawiec, Jarosław Deneka i Rafał Dąbrowski mówili o suszy, Zielonym Ładzie, problemach hodowli i nieuczciwej konkurencji spoza UE, nie szczędząc przy tym gorzkich słów pod adresem polityków i urzędników.
Rolnicy zwracali uwagę, że wzięli udział w dyskusji, aby przedstawić politykom PiS kluczowe problemy.
Debata szybko przerodziła się w mocną krytykę obecnej sytuacji w rolnictwie oraz działań rządu i Unii Europejskiej.
Rafał Dąbrowski, producent mleka i bydła opasowego, zwracał uwagę na dramatyczny spadek cen w sektorze mleczarskim i wołowym.
– W sektorze mlecznym w ostatnim roku cena mocno spadła. Natomiast jeżeli chodzi o bydło opasowe, to od miesiąca jest taki drastyczny spadek – mówił.
Podkreślał również, że region Mazur i Podlasia żyje z produkcji mleka, dlatego – jak zaznaczył – państwo powinno chronić tę gałąź produkcji.
"Są zwierzęta, które kochamy i takie, które jemy"
Jednym z najmocniejszych wystąpień podczas debaty była wypowiedź Jarosława Deneki, producenta trzody chlewnej.
– Sytuacja na rynku trzody chlewnej od długższego czasu jest beznadziejna. W tej chwili cena tucznika to jest 4 zł za kilogram. Jak możemy produkować przy takiej cenie? – pytał.
Deneka zwracał uwagę na brak stabilności rynku oraz uzależnienie cen od niemieckiej giełdy. Przywołał też przykład Finlandii, gdzie – jak mówił – krajowa produkcja jest wyraźnie chroniona.
Największe emocje wywołały jednak jego słowa dotyczące podejścia do zwierząt i ochrony przyrody.
– Są trzy kategorie zwierząt. Są zwierzęta, które kochamy, które przytulamy, są zwierzęta, które jemy i są zwierzęta, do których strzelamy i to jest właśnie ta normalność, która powinna być zachowana – stwierdził.
W dalszej części debaty Deneka mówił także o narastającej biurokracji. – Rolnik ma pracować. Ma mieć czas na pracę, a nie na to, żeby siedzieć za biurkiem – podkreślał, krytykując kolejne obowiązki administracyjne nakładane na gospodarstwa.
Deneka apelował również do polityków, by przestali dokładać rolnikom dodatkowej pracy. – Jeśli już nie pomagacie, to chociaż nie przeszkadzajcie – podkreślał.
"Nasze apele do ministerstwa jak grochem o ścianę"
Damian Murawiec skoncentrował się przede wszystkim na problemach produkcji roślinnej. Mówił o gwałtownym wzroście kosztów nawozów, paliwa i środków produkcji przy jednoczesnym braku wzrostu cen zbóż.
– Żeby kupić tonę nawozu azotowego, cena jest o ok. 50% wyższa niż jeszcze jesienią. A czy ceny zbóż poszły za tym wzrostem kosztów? Oczywiście, że nie – tłumaczył.
Rolnik ostro krytykował także brak skutecznej pomocy państwa. – Nasze apele do ministerstwa, żeby rolnictwo było bardziej priorytetowo traktowane, niestety jak grochem o ścianę – stwierdził.
Murawiec dużo miejsca poświęcił również relacjom handlowym z Ukrainą i krajami bloku Mercosur. Ostrzegał przed nierównymi standardami produkcji oraz napływem żywności produkowanej według innych zasad niż w UE.
W dalszej części debaty apelował o przyjęcie ustawy chroniącej funkcje produkcyjne wsi i ograniczenie sporów pomiędzy rolnikami a nowymi mieszkańcami terenów wiejskich.
Rolnictwo potrzebuje strategii na 15–20 lat
Łukasz Pergoł mówił przede wszystkim o konieczności prowadzenia długofalowej polityki rolnej. Według niego rolnicy stracili zaufanie do polityków, a kolejne decyzje podejmowane są wyłącznie w perspektywie wyborczej.
– Potrzebujemy strategii wieloletniej dla rolnictwa. Nie pięcioletniej od wyborów do wyborów, tylko piętnastoletniej, dwudziestoletniej – podkreślał.
Pergoł dużo mówił również o suszy i konieczności odbudowy retencji. – My potrzebujemy systemowego rozwiązania do walczenia z suszą, czyli retencji wody, zatrzymywania tej wody – zaznaczał.
Krytykował także obecny system ubezpieczeń upraw, wskazując, że rolnicy często pozostają bez odszkodowań mimo realnych strat.
Mocno wybrzmiał również jego apel o rozwój hodowli i uproszczenie procedur inwestycyjnych. – Nie może być tak, że proces decyzyjny trwa 3, 5 czy 7 lat – mówił, odnosząc się do problemów z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę chlewni czy obór.
Rolnicy alarmowali o suszy, bobrach i dzikim ptactwie
W trakcie debaty wielokrotnie wracał temat szkód powodowanych przez dzikie zwierzęta.
Damian Murawiec mówił o ogromnych stratach powodowanych przez bobry, żurawie czy kruki na Żuławach. Uczestnicy podkreślali także potrzebę przyjęcia ustawy o odszkodowaniach za szkody wyrządzane przez ptactwo.
Nie zabrakło również krytyki Zielonego Ładu, śladu węglowego oraz rozbudowanej biurokracji związanej z inwestycjami rolniczymi.
Rafał Dąbrowski zwracał uwagę, że sama procedura uzyskania pozwoleń na budowę nowej obory trwa dziś nawet dwa lata. – To jest ogrom czasu, żeby poświęcić na zebranie tych dokumentów – mówił.
Debata była elementem politycznej ofensywy PiS
Choć spotkanie miało formę dyskusji rolników-praktyków, jego polityczny charakter był widoczny od początku.
Prowadzący debatę Robert Nowacki (rolnik i działacz PiS z powiatu węgorzewskiego) wprost mówił, że celem debaty jest przekazanie postulatów środowiska rolniczego politykom Prawa i Sprawiedliwości oraz budowanie programu rolnego partii przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi.
Wnioski płynące z debaty były jednak znacznie szersze niż bieżący spór polityczny. Rolnicy mówili przede wszystkim o braku stabilności, rosnących kosztach produkcji, biurokracji i obawach o przyszłość gospodarstw rodzinnych.
Wielokrotnie powtarzał się też jeden postulat: państwo powinno wreszcie zacząć traktować rolnictwo jako strategiczną gałąź gospodarki, a nie jedynie temat wyborczy.
Krzysztof Zacharuk
