Tematem były najbardziej konfliktowe sektory, import z Ukrainy i przyszłość rynku po ewentualnej akcesji Ukrainy do UE. Padały mocne słowa o zagrożeniach dla polskich gospodarstw, ale też deklaracje dalszego dialogu.
Poważne obawy polskich producentów
19 maja w Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odbyło się ponad trzygodzinne spotkanie strony polskiej z przedstawicielami ukraińskiego resortu rolnictwa.
W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele administracji, organizacji branżowych, parlamentarzyści oraz reprezentanci środowisk rolniczych. Po zakończeniu rozmów zorganizowano briefing prasowy, podczas którego wyraźnie wybrzmiało jedno: Warszawa nie zamierza rezygnować z ochrony najbardziej wrażliwych sektorów rolnych.
W centrum rozmów znalazły się kwestie importu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy, przyszłości relacji handlowych po ewentualnym wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej oraz obawy polskich producentów związane z konkurencyjnością ukraińskiego rolnictwa.
To nie koniec rozmów. MRiRW zapowiada dalsze negocjacje
Wiceminister rolnictwa Małgorzata Gromadzka podkreślała, że spotkanie miało przede wszystkim charakter roboczy i nie kończy dialogu między stronami.
– Nie brakuje problemów. Określiliśmy te wrażliwe sektory dla nas, omówiliśmy każdy sektor indywidualnie – mówiła podczas konferencji. Dodała również, że rozmowy mają być kontynuowane zarówno online, jak i podczas kolejnych spotkań bilateralnych.
Jak zaznaczyła, polska strona chce wypracowywać rozwiązania bezpośrednio z Ukrainą, zanim spory będą trafiały na poziom unijny.
– Lepiej jest pracować nad bilateralnymi rozwiązaniami niż nad konfliktem czy niedogadaniem pewnych naszych relacji – podkreśliła Gromadzka.
Wiceminister zwracała również uwagę na problem dezinformacji wokół importu z Ukrainy. Przyznała, że resort regularnie sprawdza sygnały dotyczące transportów zboża i innych produktów. Według niej część informacji rozpowszechnianych w mediach społecznościowych okazuje się nieprawdziwa.
– Nie zgodzę się z szerzeniem dezinformacji – mówiła, dodając, że służby kontrolują transporty i szczelność granicy.
Polska stawia warunki Ukrainie
Mocne stanowisko przedstawił również poseł Mirosław Maliszewski, przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa. Polityk otwarcie mówił o sprzeczności interesów między polskim a ukraińskim rolnictwem.
– Dla rządu ukraińskiego w kwestii rolnej jest dostęp do europejskiego rynku. To jest rynek bogatych 500 milionów konsumentów – stwierdził. Jednocześnie zaznaczył, że pełna liberalizacja handlu z lat 2022–2023 nie odpowiada oczekiwaniom polskich rolników.
Według Maliszewskiego Ukraina jasno komunikuje swoje ambicje związane z wejściem do UE i wspólną polityką rolną, jednak Polska oczekuje ustępstw.
– Jeżeli nie wykona w tych kwestiach jednego, dwóch, trzech kroków wstecz, to polska opinia publiczna w dużej części może się od tej pomocy odwrócić – ostrzegał poseł PSL.
Jednocześnie podkreślał, że rozmowy muszą być kontynuowane, ponieważ bezpieczeństwo Polski pozostaje strategicznie związane z sytuacją Ukrainy.
Drób, jaja i miód. Branże alarmują o skutkach importu
Podczas spotkania głos zabrały również organizacje branżowe. Katarzyna Gawrońska, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz wskazywała, że największe obawy dotyczą rynku drobiu i jaj.
Przedstawicielka branży zwracała uwagę, że obecne mechanizmy ochronne nie zabezpieczają rynku unijnego przed napływem produktów z Ukrainy. Jak podkreślała, ukraińskie firmy są w stanie płacić cła i mimo limitów nadal zwiększać eksport.
– Trzeba pomyśleć nad tym, jak zabezpieczyć nasze rynki, aby ten import nie był nielimitowany – mówiła podczas briefingu.
Z kolei Krzysztof Witwicki, prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego mówił o dużym imporcie miodu z Ukrainy, ale jednocześnie oceniał rozmowy pozytywnie. Zapowiedział nawet gotowość wyjazdu do Ukrainy, aby na miejscu analizować sytuację rynku i przepływ towarów.
Rolnicy: Ukraina walczy o swoje, ale Polska nie może być uległa
W rozmowie po spotkaniu Damian Murawiec, przedstawiciel Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników mówił, że strona społeczna przedstawiła konkretne obawy dotyczące skutków zwiększonego importu z Ukrainy.
Rolnicy zwracali uwagę m.in. na problem różnych standardów produkcji. Według Murawca Ukraina chce, by część produkcji przeznaczonej poza UE nie musiała spełniać unijnych wymogów, co – zdaniem protestujących – mogłoby prowadzić do nierównej konkurencji.
– Musimy postawić jasno swoje żądanie, jasną granicę, że po pierwsze polski rolnik, polskie gospodarstwa i ochrona naszego rynku – podkreślał przedstawiciel OOPR.
Jednocześnie zaznaczył, że są sektory, w których współpraca mogłaby być korzystna dla Polski. Wskazał tu przede wszystkim rośliny białkowe i import soi, który dziś w dużej mierze pochodzi z Ameryki Południowej.
Embargo pozostaje, ale napięcie nie znika
Podczas spotkania z mediami padły również pytania o utrzymanie embarga na wybrane produkty z Ukrainy. Wiceminister Gromadzka potwierdziła, że obowiązujący zakaz pozostaje bezterminowy i temat jego zniesienia nie był przedmiotem wtorkowych rozmów.
Resort rolnictwa zapowiada natomiast dalsze analizy dotyczące najbardziej wrażliwych sektorów. Wśród nich wymieniano m.in. owoce i warzywa mrożone, jaja, drób, wyroby cukiernicze czy olej rzepakowy.
Spotkanie pokazało, że choć obie strony deklarują wolę współpracy, to różnice interesów pozostają bardzo duże.
Polska chce chronić własny rynek i dochody rolników, Ukraina natomiast traktuje dostęp do unijnego rynku jako jeden z kluczowych elementów swojej gospodarczej przyszłości.
Krzysztof Zacharuk
