W gospodarstwie Tomasza Krysiaka w Grodkowie, w powiecie brzeskim, o powierzchni blisko 600 ha, tegoroczna susza mocno uderzyła w uprawy. Rolnik, który zajmuje sie także hodowlą bydła mlecznego ocenia, że tegoroczne zbiory mogą być w sumie o połowę niższe niż w ubiegłym roku.
Gospodarstwo znajduje się w południowo-zachodniej części Opolszczyzny, która w tym roku doświadcza bardzo dużych niedoborów wody.
Jak mówi Krysiak, od początku roku spadło w gospodarstwie około 180 litrów deszczu. Ostatni opad nie rozwiązał problemu niedoboru wody. – Jest dalej bardzo sucho, kurzy się i pyli – mówi rolnik.
W gospodarstwie trwają siewy rzepaku i przygotowanie pól pod kolejne uprawy. Prace odbywają się jednak w trudnych warunkach ze względu na bardzo suchą glebę.
Plony znacznie poniżej oczekiwań
Tegoroczne zbiory są wyraźnie niższe. Rzepak dał około 2,5 t/ha, pszenica od 5 do 6 t/ha, a żyto i jęczmień około 6 t/ha. Krysiak ocenia, że w sumie tegoroczne zbiory mogą być mniej więcej o połowę niższe niż przed rokiem.
– Tak w sumie jest połowa tego, co było w ubiegłym roku – mówi.
Jedną z najbardziej dotkniętych upraw jest soja. W gospodarstwie zajmuje około 110 ha. W normalnych warunkach średni plon wynosi około 3 t/ha. W tym roku rolnik szacuje, że może zebrać maksymalnie 1,5 t/ha. – Soja w chwili obecnej to dramat. Przypaliło ją – tłumaczy Krysiak.
Rośliny żółkną i zasychają. Na części z nich są pojedyncze strąki, ale – jak opisuje rolnik – znajdujące się w nich nasiona nie rozwijają się prawidłowo.
Kukurydza nie zawiązała kolb
Problemy dotyczą także kukurydzy. W gospodarstwie uprawia się około 150 ha tej rośliny. Krysiak ocenia, że w jego okolicy realny może być plon na poziomie 6–8 t mokrej kukurydzy z hektara.
Jednym z problemów były wysokie temperatury w okresie pylenia. Szczególnie ucierpiały późniejsze siewy. – W momencie wyrzucania pyłku było bardzo gorąco. Pyłek zamierał w powietrzu. Po prostu nie ma zapylenia – tłumaczy.
Na kolbach widać skutki tych warunków. – Jeden, dwa ziarniaki na całej kolbie są zapylone. Wczesne siewy uciekły jeszcze w miarę. Późne siewy nie trafiły – opisuje rolnik.
Podobną sytuację Krysiak pamięta sprzed 4–5 lat, gdy wysokie temperatury przypadły na okres pylenia kukurydzy i również pojawiły się problemy z zapyleniem.
Rolnicy pytają o sprzedaż kukurydzy na pniu
Skutki suszy widać także w okolicznych gospodarstwach. Krysiak mówi, że w ostatnim czasie otrzymuje coraz więcej telefonów od rolników zainteresowanych sprzedażą kukurydzy na pniu.
Propozycje dotyczyły działek o powierzchni 5, 10, 20, a nawet 30 ha. Przy bardzo niskich plonach rolnicy zaczynają kalkulować, czy zbiór w ogóle będzie ekonomicznie uzasadniony. – Kto sypie 2 t, 3 t kukurydzy mokrej, a gdzie kombajn, gdzie jeszcze odwóz i inne rzeczy? – pyta Krysiak.
Część rolników wstrzymała jednak decyzje w związku z informacjami o komisjach szacujących straty. – Teraz większość chce to zostawić, żeby pokazać komisji – mówi.
Trawa stanęła. Coraz trudniej o paszę
W gospodarstwie około 50 ha zajmują łąki. W tym roku wykonano dwa pokosy, ale na kolejny trudno liczyć. Trawa po prostu przestała rosnąć. – Ta trawa po prostu stanęła, stoi i nie rośnie – mówi Krysiak.
Od 3 czerwca nie udało się zrobić kolejnego pokosu. Przy produkcji zwierzęcej, w tym bydła mlecznego, oznacza to konieczność szukania dodatkowych źródeł paszy.
Krysiak obserwuje już taki mechanizm w okolicy. Rolnicy z problemami na plantacjach kukurydzy szukają odbiorców, a gospodarstwa ze zwierzętami muszą jednocześnie zabezpieczyć paszę.
– Nie można czegoś takiego doprowadzić, żeby zwierzęta likwidować, bo nie masz paszy. Kupujesz za wszelką cenę i od innych rolników – podkreśla.
Duża różnorodność upraw utrudnia ocenę strat
Rolnik hodujący bydło mleczne zwraca również uwagę na problem szacowania strat w gospodarstwie o mocno zróżnicowanej produkcji. – Przy produkcji zwierzęcej, w takim gospodarstwie, które jest nastawione na dużą dywersyfikację upraw, od soi, buraka, po zboża, trawy nasienne i inne rzeczy, to nikt 30% strat nie wyszacuje – mówi.
Tomasz Krysiak obawia się, że duże straty w poszczególnych uprawach mogą być trudne do wykazania w skali całego gospodarstwa. W rozmowie wskazuje także na wcześniejsze doświadczenia z szacowaniem szkód po wiosennych przymrozkach.
Susza zatrzymuje zakupy maszyn i nawozów
Słaby sezon wpływa także na decyzje inwestycyjne. Rolnicy ograniczają wydatki, ponieważ nie wiedzą, z jakim wynikiem zakończą rok. – Jest totalny zastój – przyznaje Krysiak.
W jego ocenie widać to szczególnie na rynku maszyn. Przedstawiciele firm odwiedzają gospodarstwa, ale zainteresowanie zakupami jest niewielkie. Nowe maszyny kupują przede wszystkim rolnicy, którzy mają już przyznane dofinansowanie i muszą zrealizować inwestycję. Pozostali szukają oszczędności.
– My też staramy się zminimalizować ilość maszyn, żeby obniżyć koszty – mówi.
Ostrożność dotyczy również zakupu nawozów, środków ochrony roślin i materiału siewnego. Rolnicy nie robią zapasów, tylko kupują na bieżąco to, czego potrzebują.
Nastroje są bardzo ponure
Tomasz Krysiak zwraca uwagę, że sytuacja jest mocno zróżnicowana regionalnie. W innych częściach województwa opolskiego rolnicy mówią o znacznie lepszych plonach. W jego okolicy tegoroczna pogoda okazała się wyjątkowo niekorzystna. – W tym roku u nas pogoda się nie popisała – podsumowuje.
Tymczasem kolejny sezon już się zaczyna. Rzepak jest siany, pola są przygotowywane pod następne uprawy, ale – jak mówi Krysiak – jest dalej bardzo sucho.
Dla gospodarstwa oznacza to nie tylko niższe zbiory. To także problem z paszą, konieczność szukania jej u innych rolników, ograniczanie wydatków i odkładanie inwestycji.
Krzysztof Zacharuk
