Protesty rolników w Holandii wracają. Czego żądają?
Obecna mobilizacja nie dorównuje jeszcze skalą największym protestom z lat 2019-2022. Rolnicy próbują jednak zwiększyć presję na holenderski rząd, zanim jego propozycje przyjmą formę obowiązujących przepisów.
Pod koniec lipca organizacja Agractie rozpoczęła serię protestów pod hasłem wycofania rządowego pakietu azotowego. Jak informował holenderski portal rolniczy Nieuwe Oogst, organizatorzy pierwszych akcji spodziewali się udziału około 100-150 ciągników.
Protestujący domagają się przede wszystkim:
- wycofania rządowego planu dalszego ograniczania emisji amoniaku;
- zatrzymania postępowania wobec 5 ferm drobiu w Brabancji Północnej;
- stworzenia przepisów, które zapewnią gospodarstwom trwałe bezpieczeństwo prawne.
Zobacz też: Głuchołazy znów pod wodą. Wystarczyło 20 minut ulewy, co z uprawami?
Pięć ferm drobiu może stracić pozwolenia
Bezpośrednią iskrą obecnych protestów stała się sprawa pięciu ferm drobiu w Brabancji Północnej. Gospodarstwa leżą w pobliżu obszarów przyrodniczych Kampina i Oisterwijkse Vennen, gdzie nadmierne osadzanie się związków azotu szkodzi chronionej roślinności.
Władze prowincji rozpoczęły procedurę, która może doprowadzić do cofnięcia fermom pozwoleń środowiskowych. Jak wyjaśnia Brabancja Północna w oficjalnym komunikacie, decyzja ma związek z wyrokiem sądu. Nakazał on podjęcie skutecznych działań, które trwale ograniczą emisję trafiającą na chronione tereny.
Pięć ferm nie straciło jeszcze pozwoleń. Prowincja zapowiada przygotowanie projektów decyzji, a właściciele gospodarstw nadal mogą przedstawić swoje stanowisko i propozycje ograniczenia emisji.
Rolnicy przedstawili własne plany redukcji. Jeden z hodowców zaproponował montaż chemicznych płuczek powietrza. Według niego inwestycja pozwoliłaby ograniczyć emisję amoniaku o ponad 70% bez zmniejszania liczby ptaków. Jak opisywał Nieuwe Oogst, władze prowincji uznały jednak, że przedstawiony plan nie daje wystarczającej pewności prawnej.
Skąd wziął się holenderski kryzys azotowy?
Źródła obecnego konfliktu sięgają 2019 roku. Holenderska Rada Stanu zakwestionowała wtedy krajowy system wydawania pozwoleń na działalność powodującą emisję związków azotu. Państwo zezwalało na kolejne inwestycje, zakładając, że ich wpływ zrównoważą działania podejmowane w przyszłości. Sąd uznał, że takie obietnice nie zapewniają wymaganej ochrony obszarom Natura 2000.
Od tamtego czasu Holandia ma problem z wydawaniem pozwoleń nie tylko rolnikom, lecz także firmom budowlanym, przemysłowi i transportowi.
W rolnictwie głównym problemem jest amoniak pochodzący z odchodów zwierząt i stosowania nawozów naturalnych. Według holenderskiego centrum danych środowiskowych CLO rodzime rolnictwo odpowiada za około 47% związków azotu osadzających się na holenderskich obszarach Natura 2000. Kolejna część zanieczyszczeń napływa z zagranicy, a pozostałe pochodzą m.in. z transportu i przemysłu.
Co rząd chce zmienić w gospodarstwach?
W pakiecie przedstawionym 26 czerwca br. rząd zaproponował, aby do 2035 roku holenderskie rolnictwo zmniejszyło emisję amoniaku o 42-46% w porównaniu z 2019 rokiem. Jak wynika z komunikatu holenderskiego rządu, państwo chce przeznaczyć około 20 mld euro na działania w rolnictwie, ochronę przyrody i ograniczanie emisji w innych sektorach.
Plan przewiduje między innymi:
- wyznaczanie dopuszczalnej emisji na poziomie gospodarstwa;
- specjalne strefy wokół około 100 cennych obszarów przyrodniczych;
- limit obsady wynoszący 2,6 dużej jednostki przeliczeniowej zwierząt na hektar, z możliwością współpracy z gospodarstwami uprawowymi;
- wsparcie modernizacji obór, chlewni i kurników;
- programy dobrowolnego zakończenia produkcji dla rolników, którzy nie będą mogli lub chcieli dostosować gospodarstw.
Wokół większości wybranych obszarów mają powstać strefy o szerokości 500 metrów. W około 15 szczególnie wrażliwych lokalizacjach pas może mieć 1000 metrów. Rząd przeznacza na działania w tych strefach około 9 mld euro.
Nie wszystkie elementy pakietu są już obowiązującym prawem. Rząd wyznaczył kierunek zmian, ale nadal musi przygotować szczegółowe przepisy.
Rolnicy nie wierzą, że modernizacja wystarczy
Holenderscy hodowcy od lat inwestują w systemy ograniczające emisję. Montują płuczki powietrza, zmieniają sposób przechowywania nawozów naturalnych i stosują specjalne rozwiązania w budynkach inwentarskich. Nie mają jednak pewności, czy administracja i sądy także za kilka lat będą uznawały skuteczność tych technologii.
Rolnicy krytykują też model AERIUS, którego administracja używa do szacowania, jaka część emisji z konkretnej inwestycji dociera na obszary chronione. Wskazują na niepewność takich wyliczeń i boją się, że nawet kosztowna modernizacja nie zapewni im trwałego prawa do produkcji.
Nie wszystkie organizacje rolnicze odpowiadają jednak na rządowy plan w ten sam sposób. Farmers Defence Force i Agractie popierają protesty oraz żądają wycofania pakietu. LTO, największa holenderska organizacja rolnicza, również krytykuje część propozycji, ale nie przyłączyła się do obecnych akcji. Młodzi rolnicy z NAJK dopuszczają niektóre strefy ochronne, lecz odrzucają automatyczne wyznaczanie pasów o szerokości 1000 metrów.
Holendrzy ostrzegają polskich rolników: „Uczcie się na naszym przykładzie”
W polskich mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że holenderscy rolnicy skierowali ostrzeżenie do rolników w Polsce. Warto jednak dokładnie wskazać autora tego przekazu.
Apel podpisał Jos Ubels, wiceprzewodniczący Farmers Defence Force. Jego polską wersję opublikował Instytut Gospodarki Rolnej. Nie jest to więc oficjalne stanowisko wszystkich holenderskich organizacji rolniczych, lecz głos działacza jednej z najbardziej protestacyjnych grup.
Ubels przekonuje, że polscy rolnicy nie powinni traktować wydarzeń w Holandii jako odległego, krajowego problemu. Jego zdaniem polityka środowiskowa może stopniowo prowadzić także w innych państwach do narzucania gospodarstwom coraz ostrzejszych limitów produkcji. Pisał o tym również Tygodnik Poradnik Rolniczy.
- Uczcie się na naszym przykładzie. Nie dajcie się zwieść okrągłym słówkom o „eko-transformacji” i „zrównoważonym rozwoju”. Gdy urzędnicy przyjdą do Was z cyfrowymi tabelkami, strefami i limitami – bierzcie przykład z nas i walczcie od pierwszego dnia. Jednoczmy się w całej Europie. Ziemi nie oddamy! – czytamy.
Czy holenderski scenariusz może powtórzyć się w Polsce?
Polska również ma obowiązek ograniczania emisji amoniaku. Zgodnie z krajowymi zobowiązaniami od 2030 roku emisja tego związku ma być o 17% niższa niż w 2005 roku. Rolnictwo odpowiada za ponad 90% polskiej emisji amoniaku, dlatego działania obejmują m.in. przechowywanie i stosowanie nawozów naturalnych oraz żywienie zwierząt.
Założenia opisuje polski Krajowy program ograniczania zanieczyszczenia powietrza.
Nie oznacza to jednak, że Polska już przygotowuje kopię holenderskich przepisów. W naszym kraju nie obowiązuje obecnie holenderski system praw fosforanowych, ogólnokrajowy limit 2,6 jednostki zwierzęcej na hektar ani analogiczne strefy 500 i 1000 metrów.
Apel Ubelsa należy więc traktować jako ostrzeżenie polityczne, a nie jako informację o gotowym planie wprowadzenia takich samych ograniczeń w Polsce. Doświadczenia Holandii pokazują jednak, jakie problemy mogą powstać, gdy państwo zmienia zasady obliczania emisji i wydawania pozwoleń już po modernizacji gospodarstw.
Co dalej z protestami rolników w Holandii?
Najbliższe miesiące pokażą, które propozycje rządu trafią do ustaw i jak dokładnie będą wyglądały wymagania wobec poszczególnych gospodarstw. Ważne będą również decyzje Brabancji Północnej w sprawie pięciu ferm drobiu.
Jeśli prowincja rzeczywiście cofnie ich pozwolenia mimo propozycji ograniczenia emisji, protestujący otrzymają mocny argument. Będą mogli wskazywać, że modernizacja gospodarstwa nie chroni już hodowcy przed utratą prawa do produkcji.
Największy sprzeciw budzi więc nie tylko skala planowanych redukcji, lecz także brak pewności, czy gospodarstwo po poniesieniu kosztów nadal będzie mogło działać.
Oprac. Maria Khamiuk
