Dwie kobiety pod jednym dachem. Niby cel mają wspólny: szczęście syna i męża, ale drogi, by go osiągnąć, zupełnie inne. Do czego to prowadzi?
Relacje teściowej i synowej, mieszkających pod jednym dachem, a tym bardziej funkcjonujących w jednej kuchni są nierzadko, jak bomba – czasem wybucha od razu, czasem ma opóźniony zapłon. Wybuchy mogą być częste, ale niewielkie i ostatecznie prowadzą do oczyszczenia atmosfery i stworzenia podwalin przyjaźni. Czasami jednak eksplozja jest jak zrzut atomowy, po którym zostają tylko zgliszcza i nie ma mowy o zbudowaniu poprawnych relacji, a tym bardziej przyjaźni.
Pod jednym dachem
Dlaczego tak trudno dogadać się synowym z teściowymi i odwrotnie? Zapytałam o to i synowe i teściowe.
– Bardzo żałuję, że wspólne mieszkanie zaprzepaściło nasze szanse na poprawne relacje. Gdybyśmy widywały się tylko na niedzielnych kawkach, to może mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. Teraz to już niemożliwe, choć cierpi na tym nasza rodzina – rozpoczyna pani Kamila (33 lata), mężatka z kilkuletnim stażem, mama dwójki dzieci. Na wsi tradycyjnie żona wchodzi w rodzinę męża, bo ten jest następcą w gospodarstwie. Tak więc i pani Kamila wprowadziła się do rodzinnego domu małżonka.
– Żadne inne rozwiązanie nie było brane pod uwagę. Mąż prowa...
©℗ Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy AgroHorti Media Sp. z o.o.
KUP LICENCJĘ