Marek Mastalerek, prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej, wskazał na wieloletnie zaniedbania i mechanizm, w którym środki na zwalczanie chorób zakaźnych oraz odszkodowania dla hodowców mogą ograniczać pieniądze na wynagrodzenia lekarzy. Jak podkreślił, problemu nie rozwiążą same podwyżki.
Są pieniądze na odszkodowania, ale brakuje na wynagrodzenia lekarzy
Nawet sześć miesięcy oczekiwania na wynagrodzenie i problemy, które powracają każdego roku. Tak sytuację urzędowych lekarzy weterynarii przedstawił Marek Mastalerek podczas protestu w Warszawie 5 listopada. Ekspert zwrócił uwagę na mechanizm finansowania Inspekcji Weterynaryjnej, który – zdaniem środowiska – od lat nie zapewnia stabilności finansowej.
Największy problem polega na tym, że wynagrodzenia lekarzy urzędowych finansowane są z rezerwy celowej, z której zdecydowana większość środków przeznaczana jest na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt i wypłatę odszkodowań dla rolników oraz hodowców.
– Lekarze urzędowi dostają pieniądze z rezerwy celowej, która w głównej mierze, w 80–90%, przeznaczona jest na zwalczanie chorób zakaźnych i odszkodowania dla rolników, dla hodowców zwierząt – wyjaśniał Mastalerek.
W praktyce oznacza to, że kiedy wydatki związane z epidemiami i rekompensatami dla poszkodowanych gospodarstw pochłaniają zaplanowane środki, zaczyna brakować pieniędzy na wynagrodzenia lekarzy wykonujących zadania urzędowe.
Prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej wskazał na duże wydatki związane z odszkodowaniami za grypę ptaków oraz rzekomy pomór drobiu.
– W momencie, kiedy ten plan zostaje wyczerpany poprzez wydawanie ogromnej ilości odszkodowań, między innymi za grypę ptaków i za rzekomy pomór drobiu, to dla lekarzy weterynarii nie zostaje wtedy na wypłatę – mówił podczas protestu.
To istotny problem również z punktu widzenia rolników. W okresach nasilonego występowania chorób zakaźnych Inspekcja Weterynaryjna musi prowadzić intensywne działania, a jednocześnie pojawiają się trudności z zabezpieczeniem środków na wynagrodzenia osób wykonujących zadania urzędowe.
Zaległości w wypłatach to problem wieloletni
Jak zaznaczył Mastalerek, tegoroczna sytuacja była wyjątkowo trudna, ponieważ opóźnienia w wypłatach sięgały nawet pół roku. Nie oznacza to jednak, że problemy pojawiły się dopiero w tym roku.
Według prezesa Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej trudności z pozyskiwaniem środków i terminowym regulowaniem należności powracają regularnie. Jednym z powodów jest sposób organizacji finansowania Inspekcji.
Nie funkcjonuje ona jako w pełni spionizowana struktura z własnym, niezależnym budżetem. Finansowanie zależy również od wojewodów, co komplikuje procedury przekazywania pieniędzy i utrudnia sprawne zarządzanie środkami.
– Inspekcja nie jest spionizowana tylko od szczebla wojewodów, jest inspekcją, która jest finansowana przez wojewodów, więc sposób uzyskiwania pieniędzy jest tak żmudny i skomplikowany, że wiecznie są z tym problemy. To nie jest tak, że ten rok jest wyjątkiem. Ten rok jest wyjątkiem dlatego, że te zaległości trwały do pół roku nawet, ale co roku są z tym problemy – podkreślał Mastalerek.
Prezes przypomniał również, że środowisko weterynaryjne ostrzegało przed konsekwencjami obecnych rozwiązań już kilkanaście lat temu, kiedy likwidowano w powiatach konta dochodów własnych.
– Myśmy od samego początku, te kilkanaście lat temu, kiedy likwidowano w powiatach konta dochodów własnych, protestowali przeciwko temu, ponieważ wiedzieliśmy, że będzie taka sytuacja jak jest obecnie – mówił.
"To musi być całkowita zmiana systemu". Weterynarze chcą własnego budżetu
Środowisko urzędowych lekarzy weterynarii uważa, że problemu nie można rozwiązać samymi podwyżkami. Postulowane zmiany mają objąć całą strukturę organizacyjną i finansową Inspekcji Weterynaryjnej.
Najważniejsze postulaty to jej pionizacja, stworzenie własnego budżetu i zapewnienie niezależności. W ocenie przedstawicieli środowiska takie rozwiązanie pozwoliłoby ograniczyć powtarzające się problemy z finansowaniem i wypłatami.
– To właśnie wymaga takich zmian całościowych, zmian instytucjonalnych, dlatego że nie poradzimy sobie tylko drobną podwyżką. To musi być całkowita zmiana systemu. Inspekcja powinna być spionizowana, z własnym budżetem, niezależna – zaznaczył prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.
Chodzi więc o stworzenie mechanizmu, który zapewni środki na wykonywanie zadań Inspekcji niezależnie od skali wydatków związanych z epidemiami i odszkodowaniami dla hodowców.
Weterynaria poza ministerstwem rolnictwa?
Podczas protestu pojawił się również postulat zmiany miejsca weterynarii w strukturze administracji państwowej. Marek Mastalerek zakwestionował podporządkowanie tego obszaru Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Argumentował, że współczesna weterynaria obejmuje znacznie więcej niż opiekę nad zwierzętami gospodarskimi. Jak wskazał, nie więcej niż 20–25% lekarzy weterynarii zajmuje się dużymi zwierzętami gospodarskimi. Większość pracuje natomiast w miastach, świadcząc usługi związane ze zdrowiem zwierząt towarzyszących.
Zdaniem prezesa Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej priorytety resortu rolnictwa nie zawsze odpowiadają potrzebom całego środowiska weterynaryjnego.
– Nasza przynależność do ministerstwa rolnictwa jest jak najbardziej chybiona. Jest zupełnie niepotrzebna, ponieważ tam nie znajdujemy zrozumienia, ponieważ zupełnie inne priorytety ma resort rolnictwa, a zupełnie inne weterynaria – mówił.
Jako przykład innego rozwiązania wskazał strukturę Komisji Europejskiej. Chodzi o Dyrekcję Generalną ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, czyli DG SANTE, zajmującą się między innymi zdrowiem zwierząt i bezpieczeństwem żywności.
– Powinniśmy, tak jak w Komisji Europejskiej, należeć do DG SANTE, czyli zdrowia i ochrony konsumenta – postulował Mastalerek.
Krzysztof Zacharuk
