Gospodarstwo Jerzego i Lidii Borutów działa w Cieszynie od pokoleń — dokumenty potwierdzają jego istnienie już w XVIII wieku. Dziś, otoczone miejską zabudową, utrzymuje około 180 sztuk bydła i mierzy się z wyzwaniami, których nie znają rolnicy z dala od miasta.
Z kilkunastu krów do około 100 dojnych. Dziś pracują tu dwa roboty udojowe
Stado Borutów urosło z kilkunastu krów do około stu krów dojnych. Ograniczona przestrzeń nie pozwala na swobodną rozbudowę, dlatego gospodarze modernizują istniejące budynki i inwestują w rozwiązania, które ułatwiają codzienną pracę. Dwa roboty udojowe zastąpiły wielogodzinne dojenie, ale — jak podkreśla gospodarz — wymagają niezawodnego serwisu.
Rozproszone pola i miejski ruch. Wyjazd ciągnikiem bywa wyzwaniem
Rozproszone grunty, gliniasta gleba i intensywny ruch samochodowy sprawiają, że nawet wyjazd ciągnikiem na pole bywa wyzwaniem. Do tego dochodzi sąsiedztwo domów, zapachy i hałas, a także konieczność planowania prac tak, by jak najmniej przeszkadzały mieszkańcom.
Jak pogodzić gospodarstwo z miastem? Zamknięty zbiornik, aplikator i pomysł na mlekomat
Borutowie starają się ograniczać uciążliwości — korzystają z zamkniętego zbiornika na gnojowicę i kupili beczkę z aplikatorem. Bliskość miasta może jednak przynieść także nowe możliwości: syn gospodarzy myśli o sprzedaży mleka w mlekomacie.
Jak prowadzi się gospodarstwo, które było tu przed miejską zabudową — i jak znaleźć wspólny język z sąsiadami? Przeczytaj cały materiał o codzienności Borutów w Cieszynie.
Ten artykuł pochodzi z wydania 11/2026
czytaj więcej
