StoryEditor

Rzucili miasto dla gospodarstwa. Już na starcie krowy dały im lekcję pokory

Karina i Daniel Obrębscy jeszcze niedawno żyli w rytmie Warszawy. Dziś po pracy prowadzą Wypasiony Draminek: bydło w systemie pastwiskowym i rotacyjnym oraz kury pastwiskowe. To nie jest gotowa opowieść o sukcesie. To historia gospodarstwa, które dopiero się rozwija – razem z trawą, stadem i doświadczeniem gospodarzy.

21.06.2026., 21:00h

Pierwsze jałówki przyjechały do Draminka 13 maja 2025 roku. Miały około 14-17 miesięcy i pochodziły z Farmy Lipowczyce. Karina i Daniel czekali na nie z radością, ale też z napięciem. Pastwisko było ogrodzone pastuchem elektrycznym, plan był gotowy, wszystko wydawało się dopięte. Tyle że zwierzęta nie czytają w myślach przyszłych gospodarzy. 

Krótko po przyjeździe jałówki uciekły z pastwiska. Zadziałał stres po transporcie, nowe miejsce i pierwsze godziny w obcym otoczeniu. Rodzina, znajomi i sąsiedzi ruszyli na poszukiwania po okolicznych wsiach. Dziś gospodarze Wypasionego Draminka potrafią opowiadać o tym z uśmiechem, ale w tedy stres był ogromny. 

To była jedna z pierwszych lekcji pokory, jakie dały nam zwierzęta – mówią. 

Po tym zdarzeniu szybko zmienili zabezpieczenie stada. Sam pastuch, choć technicznie działał, nie wystarczył dla zestresowanych krów po transporcie. Wprowadzili więc mobilne wygrodzenia pastwiskowe. Dopiero kiedy krowy się uspokoiły i poznały nowe miejsce, wróciły na pole ogrodzone tylko pastuchem. 

Tak zaczął się Wypasiony Draminek. Nie od idealnego kadru z pastwiska, ale od bardzo praktycznej lekcji – przy zwierzętach papierowy plan musi ustąpić obserwacji. 

Szukali ziemi na Mazowszu. Draminka nie było w ogłoszeniach

Zanim pojawiły się krowy, Karina i Daniel mieszkali w Warszawie. Pracowali zdalnie, mieli miejski rytm, spotkania ze znajomymi, siłownię i wyjazdy. Teoretycznie mogli mieszkać wszędzie. 

Zaczęło się od Daniela. To on marzył o własnej ziemi i zwierzętach. Początkowo nie chodziło jeszcze o gospodarstwo w pełnym znaczeniu. Bardziej o miejsce, w którym można produkować własną żywność i wiedzieć, skąd ona pochodzi. Z czasem doszło zainteresowanie jakością jedzenia. Chcieli mieć wpływ na to, jak żyją zwierzęta i jak powstaje produkt, który trafia później na stół. 

Szukali ziemi na Mazowszu, w rozsądnej odległości od rodzinnych stron Daniela. Obejrzeli około trzydziestu działek. Draminek był jedną z ostatnich nieruchomości na liście. Co ciekawe, działka nie była oficjalnie wystawiona na sprzedaż. Udało się jednak odnaleźć właścicieli i po rozmowach dojść do porozumienia. 

Na miejscu były las, staw, polany, widoki i przestrzeń. To wystarczyło, żeby poczuli, że chcą zostać.

12,7 ha i gospodarstwo, które cały czas się układa

image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Dziś Wypasiony Draminek ma 12,7 ha własnej ziemi. Z tego 9,7 ha stanowią pastwiska, 2 ha las, do tego dochodzi staw o powierzchni około 120 m² i siedlisko. Na gruntach ornych rosną mieszanki traw. 

To nie jest duże gospodarstwo, ale też nie przydomowa zagroda z kilkoma zwierzętami. Karina i Daniel układają to miejsce tak, żeby ziemia, stado, drób i sprzedaż rozwijały się w jednym tempie. 

W stadzie jest 9 krów matek rasy Red Angus. Wszystkie pochodzą z jednego gospodarstwa, mają po dwa lata i swoje imiona: Gretchen, Grusza, Gift, Gitara, Gościna, Giga, Gonitwa, Gaba i Gloria. Są też cielęta oraz buhaj Fast LA z Lubuskiego Angusowa

Obok bydła pojawiły się kury nioski w “egg mobilu”, czyli mobilnym kurniku przesuwanym po pastwisku. To nowe stado i świeży kierunek w gospodarstwie. W zeszłym roku Wypasiony Draminek odchował około 300 kurczaków pastwiskowych. W tym sezonie brojlery wróciły później, bo najpierw pojawił się problem z dostawą paszy ekologicznej, a później dużo uwagi zajęły właśnie nioski. 

Gospodarze nie twierdzą, że wszystko mają już poukładane. Mówią wprost, że są na etapie budowania podstaw. 

Druga praca po etacie. Tylko że zwierzęta nie czekają

Karina i Daniel nadal pracują zawodowo w trybie zdalnym. Swoje gospodarstwo rolne rozwijają po godzinach. Sami mówią, że to ich druga praca, choć w praktyce często pochłania tyle energii, ile nie jeden etat. 

Nie mają stałej ani dorywczej pomocy. Gospodarstwo prowadzą we dwoje. Daniel częściej bierze na siebie cięższe prace fizyczne, naprawy, transport paszy, infrastrukturę i sprzęt. Karina odpowiada za kontakt z klientami, media społecznościowe, pakowanie zamówień i organizację dostaw. Ale przy zwierzętach nie da się wszystkiego wpisać w tabelkę. 

Codziennie trzeba sprawdzić wodę, zebrać jajka, obserwować krowy, doglądać cielęta i reagować, jeśli coś wygląda inaczej niż zwykle. 

Można powiedzieć, że w naszym gospodarstwie oboje robimy wszystko, co akurat tego wymaga – mówią. 

Czas jest jednym z największych wyzwań. Zdarzało się, że Daniel wstawał przed czwartą rano. Karina dodaje, że wiele rzeczy przechodzi na jutro, pojutrze albo jeszcze później, bo najpierw robi się to, co naprawdę pilne. 

Dla rolników to brzmi znajomo. W gospodarstwie lista zadań rzadko się kończy. Zmienia się tylko kolejność. 

Bez sąsiadów i lokalnych rolników byłoby znacznie trudniej

Wypasiony Draminek prowadzą sami, ale nie działają w próżni. Ważną rolę odgrywają rodzice Daniela, którzy mieszkają niedaleko. Pomagają organizacyjnie, czasem przywiozą materiały, podpowiedzą, gdzie kupić sprzęt albo po prostu zaproszą na obiad po intensywnym dniu. 

Jednym z momentów, który szczególnie zapadł nam w pamięć, był nasz pierwszy od dawna krótki, trzydniowy wyjazd zagraniczny. Opiekę nad gospodarstwem przejął wtedy chrześniak Daniela. To była dla nas duża próba zaufania, ale poradził sobie znakomicie i z ogromnym zaangażowaniem zadbał o wszystkie nasze zwierzęta – zaznaczają w rozmowie z Redakcją. 

Są też sąsiedzi rolnicy. To oni pomagają przy pracach polowych wymagających maszyn. Karina i Daniel nie mają własnego sprzętu do koszenia, zgrabiania czy siewu. Przy małym gospodarstwie lokalne relacje są więc równie ważne jak ogrodzenia, poidła i plan wypasu. 

Prowadzenie gospodarstwa nauczyło nas, że choć wiele rzeczy robimy sami, to bez życzliwości i wsparcia ludzi wokół byłoby znacznie trudniej. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni – mówią hodowcy.

Dlaczego wybór hodowców padł na rasę Red Angus?

Wybór rasy mięsnej nie był przypadkowy. Zanim kupili pierwsze zwierzęta, przez wiele miesięcy zbierali informacje, rozmawiali z hodowcami i odwiedzali gospodarstwa. Duże znaczenie miało szkolenie weekendowe w Lubuskim Angusowie w lipcu 2024 roku. Tam utwierdzili się w przekonaniu, że Red Angus pasuje do ich wizji gospodarstwa pastwiskowego. 

Szukali rasy spokojnej, z dobrymi cechami matecznymi, łatwymi wycieleniami i zdolnością do funkcjonowania w systemie pastwiskowym przez cały rok. Od początku zakładali, że ich krowy będą przebywać na pastwisku niezależnie od pory roku, z dostępem do osłony wtedy, gdy same będą jej potrzebować. Liczyła się też jakość mięsa, bo od początku chcieli produkować żywność, za którą mogą ręczyć własnym nazwiskiem. 

29 maja 2025 roku do stada dołączył buhaj Fast LA z Lubuskiego Angusowa. Przy jego wyborze patrzyli na parametry hodowlane, ale nie tylko. Ważna była obserwacja zwierzęcia na żywo i zaufanie do hodowcy. 

Dla początkującego gospodarstwa takie wsparcie ma duże znaczenie. Jak zaznaczają, Lubuskie Angusowo nie było dla nich tylko miejscem zakupu zwierzęcia. Było też źródłem wiedzy, kontaktu i praktycznej pomocy. Warto dodać, że tego typu szkolenia gospodarstwo regeneratywne prowadzi regularnie.

Fast LA okazał się spokojny i dobrze współpracuje z człowiekiem. Oczywiście praca z buhajem zawsze wymaga ostrożności. – Jego ulubionym przysmakiem jest lucerna, a głaskanie po pysku również jest mile widziane – mówią gospodarze

Krowy z charakterem. Każda ma imię i swoje zasady

Karina i Daniel mówią o swoich krowach z czułością, ale bez przesłodzenia. To nie są zwierzęta z obrazka. To stado, które trzeba znać i szanować. Każda krowa ma imię i własny charakter. 

– Gretchen jest najczulsza w stadzie – sama podchodzi po głaskanie. Gaba ma najmocniejszy charakter i pozwala zbliżyć się tylko na własnych zasadach. Grusza jest cicha, ale to właśnie ona jako pierwsza wycieliła się w 2026 roku. Jej córka dostała imię Aniela. Gościna jest najbardziej ciekawska – wszystko musi sprawdzić nosem – podkreślają rolnicy. 

image
Byczek wygląda zza beli
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Te szczegóły nie są tylko miłym dodatkiem do opowieści. W małym stadzie, prowadzonym codziennie przez tych samych ludzi, znajomość zwierząt ma praktyczne znaczenie. Gospodarze widzą, która krowa szybciej podejdzie, która trzyma dystans, która pierwsza sprawdzi nową kwaterę, a przy której trzeba zachować więcej cierpliwości. 

Ich Red Angusy akceptują codzienną obecność Kariny i Daniela. Pozwalają podejść, znają ich ruchy i głos. Inaczej reagują na obce osoby, szczególnie jeśli ktoś trzyma w ręku sprzęt, którego nie znają. To utrudnia niektóre zabiegi, choćby badanie USG, ale jednocześnie dobrze pokazuje, że praca z bydłem pastwiskowym opiera się nie tylko na ogrodzeniach i planie wypasu, lecz także na relacji budowanej dzień po dniu i codziennej obecności. 

Stado jest spokojne, ale bardzo ciekawskie. Kiedy do gospodarstwa przyjechały brojlery, krowy same przyszły z drugiego końca pastwiska, żeby zobaczyć, co się dzieje. Popatrzyły, poczekały, a potem wróciły do swoich spraw. 

Osobną rolę ma Fast LA, buhaj reproduktor z Lubuskiego Angusowa. To on prowadzi stado przy zmianie pastwiska, pierwszy próbuje nowej trawy i pierwszy sprawdza nową drogę. Jest silny i spokojny jednocześnie. Z czasem gospodarze zbudowali z nim relację opartą na zaufaniu – pozwala się głaskać i dobrze współpracuje z człowiekiem, choć przy buhaju zawsze trzeba zachować ostrożność. 

Wycielenia uczą cierpliwości 

Przy stadzie Karina i Daniel chcą utrwalać spokojny charakter, dobre cechy mateczne, łatwe wycielenia i zdolność krów do samodzielnego wychowywania zdrowych cieląt. Docelowo zależy im na sezonowości wycieleń od marca, żeby krowy i cielęta wchodziły w sezon pastwiskowy w dobrym momencie. 

W tym roku większość cieląt przyszła na świat w marcu. Jedno wycielenie mocno się opóźniło – cielę urodziło się około 2,5 miesiąca później niż pierwsze cielę w gospodarstwie. Przez długi czas nie było jasne, czy krowa jest cielna, co wiązało się z dużą niepewnością. Ostatecznie wszystko zakończyło się dobrze, a spóźnione cielę było dla gospodarzy dużym zaskoczeniem i ulgą.

Pierwsze wycielenie zapamiętali szczególnie. Było tak spokojne, że odbyło się bez ich pomocy, a nawet bez ich wiedzy. Rano wyszli na pastwisko i zobaczyli zdrową jałóweczkę stojącą obok mamy. 

Czasami najlepszą pomocą dla zwierząt jest po prostu stworzenie im odpowiednich warunków i pozwolenie naturze działać – podkreślają. W tej myśli jest dużo ich podejścia do hodowli. Nie chodzi o brak kontroli. Chodzi o warunki, obserwację i interwencję wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebna.

image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy
image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Wypas kwaterowy zamiast sztywnego kalendarza

Sercem gospodarstwa są pastwiska. To na nich opiera się ich rozumienie rolnictwa regeneratywnego. Nie przez definicję, lecz przez praktykę: wypas kwaterowy, odpoczynek runi, wodę, cień, zimowe żywienie i obserwację stada. 

Pastwiska dzielą na mniejsze kwatery mobilnymi ogrodzeniami elektrycznymi. Częstotliwość przeganiania stada zależy od tempa wzrostu trawy i liczebności zwierząt. Jest ogólny plan, ale najważniejsza pozostaje obserwacja. 

To pastwisko wyznacza tempo naszej pracy – mówią.

Patrzą na wysokość i kondycję runi. Chcą, żeby rośliny zdążyły odbudować system korzeniowy i zapasy energii przed kolejnym wypasem. Jeśli trawa odrasta wolniej, rośliny są osłabione albo pogoda nie sprzyja, wydłużają odpoczynek kwater. 

Nie wypasają „do ziemi”. Zostawiają część roślin po wypasie, żeby gleba nie była odsłonięta, wolniej wysychała, a trawa mogła szybciej odbić. 

Podczas suszy wydłużają okres odpoczynku pastwiska. Po intensywnych opadach omijają zbyt mokre fragmenty, żeby nie niszczyć struktury gleby. To konkrety, które w gospodarstwie widać szybciej niż w deklaracjach.

Woda, cień, pasza i gleba

image
W Wypasionym Darminku hodowane bydło rasy Red Angus przez cały rok przebywają na pastwisku
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Jedną z najważniejszych inwestycji był system wody na pastwisku. Gospodarze przygotowali wodociągi doprowadzające wodę do automatycznych poideł. Bez stałego dostępu do świeżej wody trudno prowadzić sprawny wypas rotacyjny. 

Zwierzęta mają naturalne zadrzewienia, które dają cień oraz osłonę przed wiatrem. Mają też całoroczny dostęp do wiaty. Ku zaskoczeniu gospodarzy zimą korzystały z niej jednak bardzo rzadko. Znacznie chętniej odpoczywały w jej cieniu podczas upalnych dni. 

Na pastwiskach dominują różne gatunki traw, koniczyny i naturalna roślinność tych terenów. W kolejnych sezonach gospodarze chcą zwiększać udział roślin motylkowych i mieszanek wielogatunkowych. Liczą, że poprawi to żyzność gleby i wartość paszową pastwiska. 

W nawożeniu największą rolę mają same zwierzęta. Dzięki rotacyjnemu wypasowi obornik rozkłada się na pastwisku bardziej równomiernie. 

Zimą podstawą żywienia bydła jest siano, słoma i sianokiszonka. Część paszy produkują sami, część kupują od sprawdzonych lokalnych rolników. W przyszłości chcieliby przetestować swath grazing, czyli zimowy wypas na pozostawionych pasach roślin. Na razie traktują to jako kierunek, który chcą sprawdzić, a nie gotowe rozwiązanie. 

Rolnictwo regeneratywne bez wielkich słów 

Wypasiony Draminek określa się jako gospodarstwo regeneratywne. Karina i Daniel tłumaczą to prosto – chcą współpracować z naturą, a nie z nią walczyć. Nie chcą maksymalnie wykorzystywać ziemi. Chcą zostawić ją w lepszym stanie. 

To może brzmieć jak hasło, dlatego w ich przypadku trzeba wracać do praktyki. Do kwater, odpoczynku pastwiska, mobilnego kurnika, trawy, wody i zwierząt, które są częścią obiegu składników w gospodarstwie. 

Na razie nie mają jeszcze regularnych badań gleby. Planują je w kolejnych latach, żeby porównywać zmiany. Mówią uczciwie, że poprawa materii organicznej, struktury gleby, próchnicy czy zdolności zatrzymywania wody wymaga czasu. 

Widzą jednak pierwsze sygnały w otoczeniu – więcej owadów, ptaków, dzikich zwierząt, bardziej zróżnicowaną roślinność i fragmenty pastwiska, które po wypasie odrastają gęściej. Na jednym z pastwisk znaleźli nawet gniazdo bażanta z jajami, które krowy ominęły. 

A co z kurczakami pastwiskowymi i kurami nioskami?

Drób w Wypasionym Draminku to część gospodarstwa i pierwszy kierunek, w którym Karina i Daniel mogli szybciej sprawdzić sprzedaż bezpośrednią. 

W zeszłym roku odchowali około 300 kurczaków pastwiskowych. Brojlery są jednak produktem sezonowym. Gospodarze nie chcą odchowywać ich zimą, bo zależy im na tym, żeby ptaki trafiały na zielone pastwisko. 

W tym sezonie start brojlerów przesunął się przez opóźnioną dostawę paszy ekologicznej oraz prace przy kurach nioskach (jest to świeżo rozwijany kierunek w Wypasionym Draminku). Ptaki dostają świeżą trawę, a jako uzupełnienie certyfikowaną paszę ekologiczną od rolnika. To dobrze pokazuje realia małej produkcji. Jeśli dostawca paszy ma opóźnienie, opóźnia się także start brojlerów. 

Są takie problemy standardowe, życiowe – mówią gospodarze.

Mobilne domki, egg mobil i codzienna obsługa drobiu 

W Wypasionym Draminku brojlery i nioski funkcjonują w dwóch systemach. Brojlery trafiają do chicken tractorów, czyli mobilnych domków bez podłogi. Takie konstrukcje przesuwa się codziennie na świeżą trawę. Ptaki chodzą bezpośrednio po pastwisku, korzystają z zieleni, a ich odchody pozostają na miejscu i naturalnie użyźniają glebę.

Inaczej wygląda system dla kur niosek. One mieszkają w egg mobilu, czyli mobilnym kurniku na kołach. Jego podłoga jest wykonana z kratki, dzięki czemu odchody spadają na pastwisko, a sam kurnik można przemieszczać na kolejne fragmenty terenu.

image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy
image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Gospodarze przesuwają egg mobil wtedy, gdy dany fragment pastwiska jest już wykorzystany. Najczęściej dzieje się to co kilka dni. Nie chodzi jednak o to, żeby zostawić po ptakach gołą ziemię. Kury zjadają zieloną część trawy, a gdy dostają dostęp do świeżego fragmentu, same chętnie przechodzą dalej. Gospodarze dostawiają później do nich mobilny kurnik.

Przy drobiu pastwiskowym ważne są też zabezpieczenia. Wokół stad ustawiają siatki elektryczne. Przed ptakami drapieżnymi chroni woliera. Na razie, jak mówią Daniel i Karina Obrębscy, nie mieli strat przez lisy, jastrzębie czy inne drapieżniki. 

Szkolenie z uboju w gospodarstwie pokazało, ilu rolników szuka takiej drogi

Wypasiony Draminek sprzedaje produkty w formule sprzedaży bezpośredniej. I właśnie tu pojawia się jeden z najciekawszych wątków tej historii. 

Jak relacjonuje Daniel, w powiecie płońskim ich przypadek był czymś nowym. Chcieli sprzedawać legalnie, w małej skali i zgodnie z przepisami. Kluczowy okazał się temat uboju drobiu w gospodarstwie

Karina i Daniel potrzebowali szkolenia, które pozwoliłoby im prowadzić ubój brojlerów na miejscu, w gospodarstwie. Początkowo słyszeli, że nie ma chętnych. Nie odpuścili. Dopominali się o organizację szkolenia. 

Kiedy w końcu do niego doszło, okazało się, że zainteresowanie jest dużo większe, niż zakładano. Przyjechało około 40 osób, a organizatorzy musieli wynająć salę, bo nie byli przygotowani na taką liczbę uczestników. 

Ten moment wykracza poza samą historię Wypasionego Draminka. Pokazuje, że rolnicy szukają legalnych i praktycznych sposobów sprzedaży własnych produktów. Czasem potrzeba kogoś, kto zacznie pytać i naciskać, żeby okazało się, że podobnych osób jest znacznie więcej. 

Dziś kurczaki w Wypasionym Draminku są ubijane na miejscu, w gospodarstwie, zgodnie z przepisami. To ważny element ich modelu sprzedaży bezpośredniej – pozwala prowadzić małą produkcję w sposób legalny, uporządkowany i zgodny z rytmem gospodarstwa.

Klient, poszukujący zdrowej żywności, jest blisko

Karina i Daniel nie wysyłają produktów daleko, bo nie muszą. Mają zbyt na miejscu. Kupują znajomi, osoby z pracy i klienci, którzy poznali gospodarstwo. 

Przy jajach działa to bardzo szybko. Jajka rzadko czekają dłużej niż jeden dzień. Karina pakuje je po zebraniu, a później, zależnie od możliwości, gospodarze zawożą je klientom albo klienci odbierają je sami. 

To nadal mała skala. Chodzi o bezpośrednią relację. Klient wie, od kogo kupuje, jak żyją zwierzęta i dlaczego produkt z takiego gospodarstwa kosztuje inaczej niż ten z marketu. W cenie nie ma tylko jajka czy mięsa. Jest pasza, czas odchowu, ręczna praca, mała skala, ubój, zabezpieczenia, dojazdy i odpowiedzialność za produkt. 

Oni nie chcą być najtańsi. Chcą, żeby klient wiedział, za co płaci i dlaczego wraca właśnie do nich.

Wołowina przyjdzie później. Tak zdecydowało stado

Największy sprawdzian jest jeszcze przed nimi. Wołowina z Wypasionego Draminka ma pojawić się później, bo zwierzęta są jeszcze za młode, a gospodarze nie chcą przyspieszać decyzji, które powinny wynikać z rytmu stada.

Na stronie pojawiły się zapisy na 2027 rok, ale Karina i Daniel podchodzą do tego tematu spokojnie. W ich gospodarstwie nie wszystko da się podporządkować kalendarzowi sprzedaży. Dobrym przykładem było jedno z tegorocznych wycieleń. Przez długi czas nie było jasne, czy krowa jest cielna. Taka sytuacja oznacza niepewność i konieczność dalszej obserwacji, a w dłuższej perspektywie mogłaby prowadzić do bardzo trudnych decyzji dotyczących miejsca danej sztuki w stadzie. Na szczęście cielę przyszło na świat, choć około 2,5 miesiąca później niż pierwsze cielę w gospodarstwie.

image
FOTO: Karina I Daniel Obrębscy

Na razie Karina i Daniel budują zaufanie nie tylko do przyszłej wołowiny, ale do całego gospodarstwa. Pokazują, jak żyją zwierzęta, jak wygląda pastwisko, jak pracują i jakie decyzje podejmują. Nie chcą rozwijać stada szybciej, niż pozwala ziemia. Zdrowa gleba ma być podstawą zdrowego stada.

Nie wszystko widać na pastwisku 

W mediach społecznościowych łatwo pokazać ładny kadr z gospodarstwa – krowy na trawie, kury w mobilnym kurniku, cielę przy matce, zachód słońca nad pastwiskiem. Trudniej pokazać pobudki o świcie, pracę w deszczu, naprawy ogrodzeń, stres przy zwierzętach czy zwykłe zmęczenie, które przychodzi po całym dniu. 

Karina i Daniel nie ukrywają, że czasu ciągle brakuje. Oboje pracują zawodowo, a gospodarstwo rozwijają po godzinach. Zdarza się, że coś, co miało być zrobione dziś, przechodzi na jutro, pojutrze albo jeszcze dalej. Nie dlatego, że jest nieważne, ale dlatego, że w gospodarstwie zawsze najpierw wygrywa to, co najpilniejsze. 

Wypasiony Draminek nie jest więc opowieścią o ludziach, którzy znaleźli prosty sposób na życie na wsi. To raczej historia gospodarstwa, które powstaje krok po kroku – czasem szybciej, czasem wolniej, często pomiędzy jedną pracą a drugą.

Oprac. Maria Khamiuk

Maria Khamiuk
Autor Artykułu:Maria Khamiuk

Maria Khamiuk – dziennikarka pisząca o rolnictwie, rynkach produktów rolnych oraz polityce rolnej Unii Europejskiej. Od ponad pięciu lat przygotowuje artykuły, analizy i reportaże dotyczące sytuacji w rolnictwie oraz międzynarodowego handlu produktami rolnymi, publikowane m.in. na łamach topagrar.pl (Top Agrar), tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy), a także inne portale AgroHorti Media. Najczęściej opisuje to, co dzieje się na rynkach rolnych – takich jak rynek mleka, świń, bydła mięsnego czy zbóż – a także tematy związane z hodowlą zwierząt gospodarskich, chorobami zwierząt i polityką rolną UE. Na co dzień pracuje z danymi statystycznymi, dokumentami instytucji krajowych i unijnych oraz raportami branżowymi, starając się przekładać liczby i przepisy na prosty, zrozumiały język. W swoich tekstach stawia na rzetelność informacji i jasne wyjaśnianie zmian, tak aby rolnicy mogli szybko zorientować się, co nowe decyzje i dane oznaczają w praktyce.
Obszary tematyczne: rynki rolne, polityka rolna UE, Wspólna Polityka Rolna, handel międzynarodowy w rolnictwie, rynek mleka, rynek trzody chlewnej, rynek bydła mięsnego, rynek zbóż, choroby zwierząt gospodarskich.
Kontakt: [email protected]
LinkedIn: https://www.linkedin.com/in/maria-khamiuk-8b62b226b/

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
21. czerwiec 2026 22:01